GRA Valve postanowiło kuć żelazo, póki gorące i bardzo szybko zapowiedziało wydanie w bieżącym roku Left 4 Dead 2. Według wielu graczy zdecydowanie za szybko, bo firma miała tym samym złamać przyrzeczenie o długim wspieraniu "jedynki". Bojkot nie powiódł się, bo ilość przedpremierowych zamówień na sequel czterokrotnie przebiła wcześniejsze wartości. Dla laika może to być niezrozumiałe, bo rzut oka na kilka filmików pokazuje w zasadzie to samo, co mieliśmy w pierwszej części gry. Jednak, jak to zwykle bywa - diabeł tkwi tu w szczegółach. ROZGRYWKA Left 4 Dead pokazało, jak prostymi środkami można osiągnąć absolutne szczyty frajdy, płynącej z kooperacji w grze FPS. Hordy zombiaków pojawiające się zewsząd, kilka specjalnych typów, których pojawienie się błyskawicznie podnosiło ciśnienie (ech, ileż razy ostatnim słowem mocno nadszarpniętej ekipy był smutny okrzyk "Tank!"), prosty system no i niezapomniane finały. To sprawiało, że wprost nie mogłem się doczekać wieczornej masakry zarażonych. Co oferuje część druga? Wbrew zdrowemu rozsądkowi i obiegowym informacjom prawie rewolucję. Oczywiście, Valve wykorzystało ten sam silnik graficzny oraz olbrzymią większość pomysłów, które sprawdziły się przy okazji pierwszej gry, ale sama rozgrywka przebiega tu zupełnie inaczej. Przede wszystkim, nie działają już dwie, podstawowe strategie z "jedynki" i przeskoczenie tej zmiany jest naprawdę sporym wyzwaniem, dla graczy, którzy instynktownie powtarzają ograne zachowania.