recenzja (strona 33 z 34)

Trash Panic - recenzja

Trash Panic - recenzja

Gra Wydawałoby się, że w kwestii klonów Tetrisa wymyślono już wszystko. Na szczęście w takich sytuacjach na ratunek przybywają Japończycy, wymyślając coś, co przekonuje mnie do zweryfikowania poglądów i sprawdzenia jeszcze raz dobrze znanej mechaniki. Tym razem postawiono przed nami wielki śmietnik, który po prostu musimy zapełniać co rusz wyrzucanymi śmieciami, pamiętając jednak o tym, że ma on ograniczoną pojemność, a śmieci wciąż przybywa. Tak w uproszczeniu wygląda rozgrywka w Trash Panic. Na szczęście możemy je rozbijać czy kruszyć przy zrzucaniu oraz niszczyć w bardziej wymyślne sposoby. Ekologicznie, przy wykorzystaniu wody lub bardziej siłowo - palimy wszystko na potęgę. Co prawda celem samym w sobie jest przejść do kolejnej planszy, czyli nie stracić 3 przedmiotów, które wypadną ze śmietnika, ale mimo wszystko za nasze występki jesteśmy jednak oceniani, więc warto być ekologicznym. Gracz Szczerze mówiąc to nie wiem, komu miałbym polecić ten tytuł. Z idei wydawało mi się jasne, że będzie to produkcja z typu zabaw logicznych, gdzie gracze będą mogli popisać się sprytem i pomysłami, a nie tylko zręcznością. W praktyce okazało się jednak, że niedopracowana mechanika zmusiła mnie do weryfikacji poglądów. To jest gra dla masochistów i to oni czerpać będą z niej najwięcej przyjemności. Co prawda wiem, że pojawi się grupa ludzi, która zakocha się w tym tytule, tak samo jak są ludzie, którzy trzaskają eksperta w Guitar Hero czy miliardy punktów w Geometry Wars. Tutaj również rozgrywka wciąga i często nawet po 20 czy 30 porażkach chcemy próbować dalej, bo czegoś się przy okazji dowiadujemy. Oj tak, zdecydowanie jest to gra dla osób o mocnych nerwach i zacięciu, więc jeśli szukacie wyzwania to znajdziecie je w Trash Panic i to nawet na poziomie easy. Ja przyznam, że spróbowałem na normal i po trzymaniu konsoli włączonej przez 24 godziny, zrezygnowałem na ostatniej planszy Niestety, deweloper nie wpadł na to, żeby główny tryb rozgrywki uwzględniał opcję zapisu stanu gry czy kontynuacji. Jasne, to czyni rozgrywkę trudniejszą, ale nawet z doświadczeniem zdobytym wcześniej możemy nie dać rady. O tym dlaczego, poniżej...
Phantasy Star Portable - recenzja

Phantasy Star Portable - recenzja

Gra Wyobrażam sobie, że Phantasy Star to jedna z tych serii, które obiła się graczom o uszy, ale nigdy nie trafiła w ich ręce. Świetność jej przypada jednak na czasy Dreamcasta, więc większość młodszych graczy może podchodzić do niej nieufnie. Sega próbowała przywrócić jej dawną dumę iteracjami na PS2 i Xboksie 360, a teraz również na PSP. Sama zabawa polega na przyjemnym wybijaniu potworów w kooperacji z innymi graczami, czyli u podstaw jest podobna do Diablo i innych tego typu tworów. Tutaj oczywiście wszystko jest opakowane japońską stylistyką i wrzucone w świat science fiction. Wygląda ciekawie na papierze, ale niestety niezbyt sprawdza się w praniu, bo gra nie posiada trybu Infrastructure. Gracz Bardzo trudno jest mi wskazać osoby, które powinny po Phantasy Star Portable sięgnąć. Przede wszystkim dlatego, że u nas raczej trudno będzie znaleźć 3 innych znajomych, którzy zakupią grę i będziemy się z nimi tak często spotykać, by czerpać radość z wspólnego wybijania potworów. W Japonii sytuację ratuje Ad-hoc Party, ale na naszym kontynencie Sony nie kwapi się by go wprowadzić, co dość mocno ogranicza grono odbiorców. Nie zrozumcie mnie źle - samotna walka z kolejnymi przeciwnikami daje sporo radości, ale tak naprawdę to, co jest największym atutem to wspólne rajdy na wrogów. Do tego dochodzi zbieranie kolejnych zestawów ubrań i broni oraz poznawanie, jak każdą z nich się walczy. W miłym towarzystwie nawet nie zauważamy jak mijają kolejne godziny.
Red Alert 3: Ultimate Edition - recenzja

Red Alert 3: Ultimate Edition - recenzja

Gra Command & Conquer: Red Alert 3 Ultimate Edition to rasowa strategia czasu rzeczywistego, będąca przełożeniem z wersji PC. O moich pierwszych wrażeniach z obcowania z tym tytułem mogliście przeczytać tutaj. Wspominałem w tamtym tekście, że Red Alert 3 wpasowuje się w specyficzny klimat uniwersum dzięki ciekawej, alternatywnej historii prezentowanej poprzez świetne scenki przerywnikowe. Rozgrywka oczywiście najczęściej polega na zbudowaniu bazy, zebraniu armii i zmiażdżeniu przeciwnika. Ten schemat działał w milionach strategii przed Red Alertem 3 i sprawdza się również tutaj. Gracz Sięgając po Red Alert 3 musicie spełniać dwa warunki - mieć ochotę na strategię czasu rzeczywistego oraz posiadać komputer, który wersji PC nie odpali. Niestety, pomimo starań dewelopera i znośnego sterowania nadal pozostaje faktem, że w to wszystko lepiej grałoby się myszką i klawiaturą. Jeśli jednak lubicie wyzwania, jesteście wygłodniali strategi, a dawniej ten gatunek bardzo Wam odpowiadał, to warto spróbować powalczyć z wydaniem konsolowym. Jeśli zaś chodzi o historię w Red Alercie to nie należy się sugerować numerkiem '3' przy tytule. Fabuła nie jest w zasadzie powiązana z poprzednimi częściami, więc jeśli będzie to Wasza pierwsza gra z tej serii, to nic nie stracicie. Sterowanie wyjaśnione jest przez troszkę przydługie tutoriale, które niestety trzeba przejść, bo bez nich ani rusz w samej grze. Z drugiej strony nawet osoby, które nie są przyzwyczajone do rozgrywki w RTSach dostają wszystko ładnie podane na tacy, więc raczej nie powinny czuć się zagubione.
X-Men Origins: Wolverine - recenzja

X-Men Origins: Wolverine - recenzja

Gra X-Men Origins: Wolverine to gra TPP luźno związana z filmem o tym samym tytule. Wspólne elementy są w niej przemieszane z autorską wizją studia Raven. Skoro bohaterem jest Wolverine to odkrycie, że w grze chodzi o rozsmarowywanie po okolicy kolejnych przeciwników trudno nazwać zaskoczeniem. Autorzy wzorowali się przede wszystkim na serii God of War, aczkolwiek dorzucili również odrobinę Tomb Raidera - proste zagadki, wspinaczka, tajemnicze świątynie skryte gdzieś w dżungli. Jednak eksploracja poziomu bez chmary przeciwników dookoła to tylko margines całej gry. Większość czasu spędzicie wypruwając flaki z kolejnych wrogów. Gracz Sięgając po Wolverine musicie wiedzieć, że gra jest brutalna. Pozbawianie przeciwników członków, nabijanie ich na wszelkie wystające elementy otoczenia, fontanny krwi i zwolnienia czasu, umożliwiające przyjrzenie się szczegółom tych akcji to w produkcji Raven chleb powszedni. Miłośnicy chodzonych bijatyk błyskawicznie odnajdą się w zaproponowanym tu systemie walki i będą potrafili czerpać z niego dużą satysfakcję. Doświadczenie nie jest tu jednak konieczne, ponieważ autorzy nie przesadzili z poziomem trudności. Obycie z padem będzie po prostu skutkowało dłuższymi i ciekawszymi combosami, a co za tym idzie większą liczbą punktów doświadczenia. Nie liczcie jednak, że Raven skupił się mocno na elementach RPG - rozwój bohatera jest co prawda odczuwalny (możemy kupować ulepszenia i faszerować Logana mutagenami, zwiększając obrażenia czy zdrowie), ale opcji mamy w nim bardzo mało.