Persona 4 - recenzja

Strona głównaPersona 4 - recenzja
21.04.2009 15:00
Persona 4 - recenzja
marcindmjqtx
marcindmjqtx

Czwarta część znanej (również u nas) serii jRPGów powstała na bazie sukcesu Persony 3 i FES, których wynikiem chyba sam Atlus był zaskoczony. Deweloper uznał, że trzeba kuć żelazo póki gorące i stąd też niedługo potem usłyszeliśmy o kolejnej części.

Gra Tym razem w przeciwieństwie do poprzednich gier z tej serii oddzielamy się od wielkich miast i wcielamy się w postać cichego bohatera, któremu sami nadajemy imię. Trafiamy pod opiekę wuja, który mieszka w małej wiosce o nazwie Inaba. W tamtejszej szkole rozpoczynamy naukę, szybko poznając pozostałe postacie, z którymi przyjdzie utrzymywać nam kontakty. Życie w zasadzie w tym miejscu byłoby sielanką, gdyby nie to, że któregoś poranka, podczas bardzo gęstej mgły odnalezione zostają zwłoki kobiety, o której chwilę wcześniej mówiono w telewizji. Szybko okazuje się, że policja nie jest nic w stanie zrobić, a całkiem przypadkowo gracz posiadł dziwną zdolność, która pozwala mu przeniknąć do programu telewizyjnego Midnight Channel. Jeśli w deszczową noc bohater będzie się gapić w TV, ma szansę uratować zaginioną ofiarę i pokonać zabójcę. Historia jest naprawdę świetna i bardzo szybko wciąga gracza.

Rozgrywka Jak w poprzednikach, w Personie 4 spędzamy pełny rok, który przemija powolutku dzień po dniu. No dobra z tym ''powolutku'' odrobinkę przesadziłem, ponieważ w grze jest na tyle dużo do roboty, że z chęcią byśmy wydłużyli dobę o kolejne 12h (w świecie gry) by tylko móc więcej zrobić. Nasze działania w Midnight Channel są związane z pogodą - co jakiś czas ktoś zostanie uwięziony w telewizji, a my musimy zdążyć go uratować zanim wróci mgła. W innym wypadku będziemy zmuszeni powtórzyć cały fragment. Ważne jednak, że będąc już we wnętrzu telewizora odnajdujemy w sobie drugą zdolność, która pozwala nam przywoływać tytułowe Persony. Tym razem nie strzelamy już sobie w głowę, jak w trójce, a jedynie wykorzystujemy karty Tarota. Razem z przyjaciółmi poznanymi w szkole wyruszamy do tego alternatywnego świata, który w zależności od porwanej osoby będzie wyglądał inaczej. Jest to kluczowe dla rozgrywki, ponieważ nie tylko dotyka poważnych, wewnętrznych problemów (chłopiec niepewny swojej seksualności), ale również powoduje, że samo poruszanie się po korytarzach szybko się nie nudzi.

Drugą połowę gry spędzimy na swoim normalnym życiu, jako uczeń. Przyjaźnie muszą być zawiązane, by móc korzystać z pomocy przyjaciół oraz otrzymać dostęp do nowych Person. Budowanie takiej więzi (social link) nie jest proste, ale odbywa się w bardzo podobny sposób, jak w rzeczywistości. Musimy danej osobie okazywać zainteresowanie, spotykać się z nią itd. Czasem jednak musimy również myśleć o sobie, ponieważ postać, jak przystało na RPG, ma pięć ważnych atrybutów, które wpływają między innymi na wyniki egzaminów czy też naszą odwagę w kontaktach z ludźmi. Na szczęście mamy mnóstwo możliwości, by dany atrybut podnieść. Możemy pójść do biblioteki, poczytać książkę czy też do klubu uczniowskiego. Możemy się zatrudniać również w różnych lokalach w Inabie, za co otrzymamy pieniądze i podniesienie więzi z daną postacią. Szkoda jedynie, że pogoda tak szybko się zmienia i często chcielibyśmy dłużej pozostać uczniem niż bohaterem w wirtualnym świecie.

Gracz Naprawdę muszę pisać, dla kogo jest ta gra? Persona 4 jest tak bardzo przesiąknięta Japonią, że zdecydowanie powinna Was zainteresować, bo pokazuje nie tylko ciekawą historię, ale również tamtejszą kulturę. Nie dajcie się jednak zwieść, jeśli nie przepadacie za szeroko pojętą Japońszczyzną możecie początkowo odczuwać zachwyt, ale z czasem będzie się to zmieniać. Przypadek Toreada dobitnie wskazuje, że po kilkudziesięciu (!), a nie kilkunastu godzinach rozgrywki zaczniecie narzekać na wtórność i to, co było atutem zacznie Was najbardziej drażnić, np. muzyka.

Oprawa Trudno mówić o grze na PlayStation 2, że zaskakuje nas czymś nowym pod względem grafiki. Mimo to Persona 4 prezentuje się świetnie i nie można jej odmówić specyficznego stylu oraz świetnego doboru kolorystyki. Atlus postarał się, by tytuł ten był jak najbardziej współczesny, co udało się nie tylko dzięki dialogom i nawiązaniom fabularnym, ale również estetyce telewizyjnej. Kombinacja pięknych rysunków 2D z prostymi, ale bardzo stylizowanymi modelami 3D sprawdza się wyśmienicie. Cieszy również, że teraz każdy świat, który odwiedzamy ma własną tematykę i specyficznych wrogów.

Jeśli zaś chodzi o muzykę, to jest to błyskawicznie wpadający w ucho J-pop z angielskimi tekstami. Jest to o tyle ważne, że jak na tak długą grę piosenek jest mało i chwilami chcielibyśmy usłyszeć coś nowego. Wynika to raczej jednak ze specyfiki utworów, które dość silnie oddziaływują na gracza, a nie są tylko czystym tłem, o którym szybko zapominamy. Troszeczkę gorzej na tym tle wypada dubbing i szczerze mówiąc to nie wiem czy nie wolałbym jedynie angielskich napisów i japońskich głosów. Jest to jednak moje osobiste spaczenie, bo w ogólności postacie mówią poprawnie. Ich emocje, a nawet ''japońskość'' w zasadzie zostały zachowane, choć czasem czujemy, że pod młodą uczennicę podkłada głos dużo starsza aktorka.

Werdykt Persona 4 to fenomenalna gra, wypełniona po brzegi zawartością. To tytuł, który wprowadza równowagę pomiędzy tradycyjnym, staro szkolnym zwiedzaniem labiryntów i życiem ucznia w japońskiej szkole. Jest to w zasadzie rozbudowane RPG, gdzie nasze decyzje i działania mają bezpośredni wpływ na rozgrywkę, a wszystko to dzięki systemowi połączeń pomiędzy postaciami. Sama historia jest bardzo rozbudowana i wcale nie zanika z postępami w grze, a wręcz wciąż zaskakuje nas czymś nowym by gracz nie poczuł nudy i znużenia. Jeśli macie ochotę na twórcze rozwinięcie japońskiego RPG lub po prostu należycie do tych, którzy od dłuższego czasu powtarzają, że Japończycy stoją w miejscu i zjadają własny ogon, to sprawdźcie Personę 4. Obiecuję, że się nie zawiedziecie, a wręcz będziecie zachwyceni, bo choć deweloper zaczerpnął ideę z podstaw gatunku to zdecydowanie poszedł w innym kierunku. Nie mamy typowego klimatu fantasy, gdzie bohater z wielkim mieczem ratuje świat, bo tak. Tutaj przede wszystkim czujemy się uczniem, tylko takim, który przypadkowo zauważył, że może wejść do telewizora.

Atlus złożył hołd PS2 i jednocześnie zwieńczył jej życie. Sądzę, że to ostatni wielki tytuł na tę konsolę. Teraz Wasza kolej oddać cześć czarnuli, w końcu na to zasługuje.

Beniamin Durski

Udostępnij:
Komentarze (0)