W dużym uproszczeniu, inFAMOUS skupia się wokół strzelania i pieszego poruszania się po wirtualnej metropolii. Ten tytuł powinni polubić wszyscy fani gier akcji i piaskownic w stylu GTA, Assassin's Creed czy Crackdown. Ale i miłośnicy Mirror's Edge znajdą coś dla siebie - w końcu w inFamous duży nacisk położony został na parkur. Wreszcie, zaimplementowany system karmy spodoba się wszystkim tym, którzy cenią sobie w grach coś więcej niż tylko czystą jatkę. Reasumując, inFAMOUS powinien przypaść do gustu naprawdę szerokiemu gronu odbiorców.
Wcielamy się w postać Cole'a McGartha, zwykłego śmiertelnika, dorabiającego jako miejski kurier. Pewnego dnia nasz bohater przewozi przesyłkę, która niespodziewanie eksploduje w centrum miasta. Cole jednak nie ginie. W wyniku incydentu zostaje obdarowany mocą, która umożliwia mu wchłanianie energii elektrycznej i wykorzystywanie jej na różne sposoby. Właściwa gra rozpoczyna się 14 dni po wybuchu - miasto zostało kompletnie odcięte od świata, wszędzie szerzy się tajemnicza zaraza, a gangi kontrolują ulice. Do tego ktoś wmówił mieszkańcom, że winny zaistniałej sytuacji jest Cole. I w takich oto okolicznościach zaczynamy przygodę w inFAMOUS.
Gry o podobnej do inFAMOUS mechanice, mają to do siebie, że po pewnym czasie potrafią znudzić gracza. Wielki teren okazuje się pusty, a jego przemierzanie wzdłuż i wszerz - bezcelowe. Na szczęście Sucker Punch stworzył skuteczny system rozgrywki, który wciąga niemiłosiernie.
Empire City składa się z trzech połączonych ze sobą wysp - wszystkie opanowane przez przeciwników, a dodatkowo pozbawione prądu. A jak wiadomo, ten ostatni Cole'owi do życia jest niezbędny. Dlatego też uruchomienie generatorów znajdujących się pod ulicami każdej z wysp jest podstawowym zadaniem gracza. Przy okazji jest to pretekst do dania bohaterowi za każdym razem nowej umiejętności. A te z kolei można udoskonalać dzięki zakumulowanym punktom doświadczenia.
Punkty zdobywa się poprzez wykonywanie głównych oraz pobocznych misji (swoją drogą, naprawdę ciekawych). Ale nie tylko. W inFAMOUS każdy ruch gracza jest oceniany przez system karmy - w zależności od naszych poczynań stajemy się lepsi lub gorsi. Na naszą ocenę wpływ ma nawet przypadkowe zabicie przechodnia w ferworze walki. Sposób w jaki postępujemy jest o tyle istotny, że ma on wpływ na wygląd bohatera, postrzeganie przez mieszkańców, ale także na dostępne nowe moce oraz - najważniejsze - na fabułę!
Warto wykonywać misje poboczne z dwóch powodów: po pierwsze - jak wcześniej wspominałem - dają one punkty doświadczenia. Po drugie każde wypełnienie zadania oczyszcza kawałek miasta z przeciwników. Dzięki temu poruszanie się po mieści staje się o wiele przyjemniejsze.
Co prawda w inFAMOUS broni jako takiej nie uświadczymy, to jednak nie trudno odnaleźć jej odpowiedniki w mocach Cole'a. I tak oto podstawowy piorun można porównać do pistoletu z nieskończonym magazynkiem, rzucana kula prądu to nic innego jak granat, a mocne impulsy przypominają strzały z rakietnicy. Dodatkowo Cole potrafi wytworzyć tarczę energetyczną, prąd przydaje mu się też do szybowania między blokami i ślizgania się po torach kolejki miejskiej. Prawie wszystkie rodzaje mocy zużywają zakumulowany w ciele Cole'a prąd, więc konieczne jest co jakiś czas podładowanie akumulatorów. Energię można czerpać dosłownie ze wszystkiego, co ją posiada, nawet z ludzkich ciał!

Ostatni ważny element rozgrywki to parkour. Miejska wspinaczka w inFAMOUS została wykonana w sposób niemalże perfekcyjny, o czym zresztą pisałem przy okazji wrażeń z dema. Wszystko odbywa się przy pomocy przycisku X i gałki analogowej. Prosty system umożliwia naprawdę widowiskowe poruszanie po wszelkich zakątkach metropolii. Zwinność Cole'a przyda się bardzo często - a to żeby przemieścić się sprawnie z punktu A do punktu B, a to żeby zaskoczyć przeciwników lub nie zostać w ogóle zauważonym. W połączeniu z szerokim wachlarzem mocy wycieczki po Empire City będą niezapomniane.
Gry piaskownice muszą iść na pewien kompromis graficzny wynikający z rozpiętości generowanego świata. W inFAMOUS nie jest inaczej - gra wygląda naprawdę dobrze, ale nie powoduje tzw. opadu szczęki. Na plus należy zaliczyć bardzo ładne efekty świetlne (błyskawice prezentują się niebywale okazale) i animację głównego bohatera - to jedna z najlepszych, jaka kiedykolwiek powstała. Całość nie ocieka aż tyloma detalami jak w GTA IV, ale Empire City jest całkiem przyjemnym i zróżnicowanym miastem.
Kłują nieco w oczy wyskakujące raptem w oddali obiekty. Gra potrafi też przyciąć, kiedy na ekranie dzieje się zbyt wiele (poza tymi chwilami jest płynnie). I o ile można piać z zachwytu nad ruchami Cole'a, tak już zdecydowanie gorzej prezentuje się animacja twarzy, zarówno postaci drugoplanowych, jak i głównego bohatera.
Muzyka zapada w pamięć i dziwię się, że oddzielna ścieżka dźwiękowa nie została dołączona do limitowanej edycji gry. Jak już przystało na nowoczesną produkcję, podkład zmienia się dynamicznie w zależności od tego, co dzieje się na ekranie.
Pozostaje ostatnia kwestia - tłumaczenie. Mówiąc delikatnie, jest ono średnie. Jeszcze głos Cole'a ujdzie (chociaż jego barwa wydaje się ciut za niska), ale pozostałe występy wołają momentami o pomstę do nieba. Nienaturalne sformułowania tłumaczone bezpośrednio z języka angielskiego, nijak brzmią jak mowa potoczna. Do tego kwestie bardzo często są nie odgrywane, ale czytane z kartki - to niestety słychać. Podsumowując, całe tłumaczenie wygląda, jakby było robione na ostatnią chwilę. Zabrakło tego szlifu. Szkoda.
Sucker Punch udało się stworzyć naprawdę ciekawy tytuł, ze spójnym światem oraz mechaniką, która z niego wynika (i vice versa). To taka mieszanka konkretnej akcji, RPG-owego rozwoju postaci, świetnych elementów platformowych i udanego sterowania.
inFAMOUS to po prostu bardzo dobra gra, wciągająca i wraz z jej przechodzeniem coraz ciekawsza. Jest też wymagająca. Dawno nie miałem okazji bawić się w tytuł, w którym przeciwnicy potrafią dać w kość nawet na niskim poziomie trudności. Zabawy starcza spokojnie na kilkanaście godzin, a nawet więcej, jeśli zdecydujemy się przejść wszystkie misje poboczne. Co więcej, to jeden z tych tytułów, który warto przejść dwukrotnie - raz jako bohater, raz jako bandyta. Drobne błędy (czasami jakiś przechodzień zachowuje się dziwnie) i niedociągnięcia graficzne (dorysowywanie się obiektów) w żaden sposób nie przeszkadzają w dobrej zabawie.

Nie mogę natomiast przeboleć słabego tłumaczenia na język polski. Przez swoją sztuczność ono naprawdę potrafi momentami popsuć radość z zabawy. Oczywiście warto docenić wysiłek SCEP-u, który polonizuje każdy duży tytuł wydawany przez siebie, ale jeśli kolejne hity mają przedstawiać podobny poziom jakości tłumaczenia (Killzone 2 też pod tym względem nie zachwycił), to chyba nie tędy droga. Lepszym rozwiązaniem mogłoby okazać się tłumaczenie kinowe lub udostępnienie na płycie oryginalnej ścieżki. I tylko z powodu tego nieszczęsnego tłumaczenia gra nie zasłużyła na szkolną piątkę.