recenzja (strona 32 z 34)

Tekken 6 (po poprawce) - recenzja

Tekken 6 (po poprawce) - recenzja

Gra Rok 2009 to naprawdę dobry okres dla wszystkich fanów bijatyk. Mieliśmy kilka dużych powracających serii, ale również zupełne nowości i to w dodatku 2D takie jak BlazBlue: Calamity Trigger. Sam natomiast najbardziej czekałem na kolejny Turniej Żelaznej Pięści, czyli serię, która jest dla mnie wyznacznikiem standardów jeśli chodzi o bijatyki. Na Tekken 6 czekaliśmy 4 lata (pomijam DR na PSNie), ale zmiany od wydania na PS2 miały być naprawdę spore. Nowe tryby, w pełni działająca rozgrywka sieciowa, kilka nowych postaci i świetna grafika - tyle by mi wystarczyło. W tej recenzji odpowiemy sobie na pytanie czy Namco Bandai dobrze spożytkowało ten czas i stworzyło hit tego poziomu, co poprzednie części serii. Rozgrywka Tekken 6 nie zrewolucjonizował rozgrywki w żaden sposób i to wciąż bijatyka, w której dwóch kolesi okłada się rękami i nogami. Największą nowością, a zarazem porażką jest tutaj tryb scenariusza, w którym z walk na arenach Namco postanowiło zrobić chodzoną bijatykę z pseudofabułą. Nad tym trybem dość długo znęcałem się w pierwszych wrażeniach, więc teraz obiecuję skrócić opis do minimum. Słaba grafika, niedziałająca kamera, trudności w sterowaniu i kiepskie sceny przerywnikowe - tak można streścić tryb scenariusza. Nie byłoby w tym nic złego, bo przecież wszyscy wiemy, że nie o to chodzi w Tekkenie, gdyby Namco tak silnie nie promowało tego trybu. Większość osiągnięć/trofeów dotyczy właśnie niego. Dodatkowo kasę potrzebną na zmianę wyglądu postaci również najszybciej zdobędziemy w scenariuszu, gdzie za jedną planszę dostajemy koło 100-150 tysięcy, a za jedną walkę na arenie raptem 5. Najbardziej żenujące natomiast było zablokowanie filmików końcowych postaci (kto grał w któregoś Tekkena ten wie, że wyglądają super) w trybie Arcade, obejrzymy je jedynie walcząc na arenie w trybie scenariusza.
Assassin`s Creed 2 - recenzja

Assassin`s Creed 2 - recenzja

GRA Podobnie jak wielu graczy, nie byłem do końca zachwycony pierwszą częścią Assassin's Creed. Nie podobały mi się schematyczne, bezsensowne śledztwa, nie podobały mi się martwe, choć przecież zaludnione dziesiątkami tysięcy mieszkańców, miasta, nie podobało mi się, że autorzy kazali graczom powtarzać dziewięć razy tę samą misję, nie podobały mi się dialogi i sposób prowadzenia akcji w czasach "altairowych", a pięciominutowe, nudne jak flaki z olejem pogadanki z konającymi ofiarami doprowadzały mnie do białej gorączki. Po (dwukrotnym) skończeniu całości nadal nie mogę się pozbyć wrażenia, że AC był tak naprawdę straconą szansą. Na szczęście, świetna sprzedaż dała autorom okazję do poprawienia błędów. I poprawili. Poprawili tak, że czasem zastanawiam się, czy Ubisoft Montreal nie zamontował podsłuchu w mojej głowie. Bo niemal wszystko co złego myślałem sobie o części pierwszej, w drugiej zostało zrobione tak, jak można sobie tego zażyczyć. Assassin's Creed II zaczyna się dokładnie w tym momencie, w którym skończyła się 'jedynka'. Desmond Miles stoi zamknięty w laboratorium Abstrego, gdy nagle... Nagle wydarza się coś, przez co Desmond staje się jednym z pierwszych oblatywaczy Animusa 2.0 i wciela się w kolejnego swojego przodka, którym jest oczywiście Ezio Auditore di Firenze. Tym razem Desmond nie szuka jakiegoś bliżej nieokreślonego przedmiotu tworzącego iluzje (choć będzie się on przewijał w tle). Zadanie bohatera jest proste - żyjąc życiem Ezio ma nauczyć się bycia asasynem. Połączenie światów podobało mi się już w pierwszej części, bo uważam, że to bardzo elegancki sposób na pozbycie się kołka niewiary. Tu dzięki kilku zmyślnym trikom rozciągnięto je jeszcze dalej i to nawet mimo tego, że większość czasu spędzimy w skórze przodka, z rzadka wracając do współczesności (czy właściwie bliskiej przyszłości, bo akcja Assassin's Creed toczy się w roku 2012).
WET - recenzja

WET - recenzja

Gra Co się stanie jeżeli stylistykę filmów Quentina Tarantino, a zwłaszcza Kill Billa, spróbujemy przenieść do świata gier? Powstanie WET. Najeżona intensywną akcją gra, o pięknej zabójczyni, która się kulom nie kłania. To stwierdzenie, choć doskonale oddaje charakter gry, nie mówi jednak nic o jej mechanice. Muszę zatem dodać, że twórcy postanowili zaserwować nam miks strzelanki, slashera i elementów platformowych, czyli typową grę akcji z widokiem zza pleców naszej bohaterki. Ogromny nacisk położono też na efekt bullet-time, czyli znane choćby z Matrixa zwolnienie czasu, w którym możemy dokonywać różnych karkołomnych wyczynów. A w zasadzie musimy, bo inaczej Rubi (bohaterka gry) nie przeżyje w starciu z hordami przeciwników. Gracz WET powinni zainteresować się przede wszystkim fani wspomnianego reżysera, którzy poczują się w wykreowanym świecie jak w domu. Na wrażenie obcowania z jednym z dzieł Tarantino wpływ mają grafika, muzyka a także postacie i niespodziewane przerywniki filmowe rodem z Grindhouse. Niestety zabrakło trochę autoironii jaką miał Kill Bill. Nad przygodami Rubi pochylić się mogą również fani Stranglehold, którzy polubili strzelanie przy zwolnionym upływie czasu, bo tutaj to praktycznie jedyna skuteczna metoda walki. Również wielbiciele slasherów i szybkich strzelanin (bo chwilami miałem wrażenie, że WET to właśnie taki slasher, tyle, że z bronią palną) mogą spróbować.
Singstar: Polskie Hity - recenzja

Singstar: Polskie Hity - recenzja

Gra Chyba każdy w swoim życiu miał chociaż raz do czynienia z grą karaoke, więc wyjaśnianie, że chodzi o dobrą zabawę przy śpiewaniu znanych hitów wydaje mi się bezcelowe. SingStar jako seria miał już około miliona części... No dobra - przesadziłem, ale naprawdę wyszło ich całkiem sporo i co roku nie obędzie bez kilku specjalnych wydań poświęconych konkretnego rodzajowi muzyki czy też zespołowi. Polacy długo czekali na pierwszego SingStara na PS3 z polskimi piosenkami, ale w końcu się udało i tym razem mamy cały krążek zapchany naszymi, rodzimymi utworami. Żadnych kompromisów, czyli 25 utworów na PS2 i 30 na PS3. Ta recenzja ma za zadanie skupić się na doborze utworów i ocenie, czy SingStar: Polskie Hity faktycznie nadaje się na imprezę, gdy wpadną znajomi, czy może nadal będziemy musieli siedzieć przy SingStar: Lata 80-te. Gracz Tutaj nie mam wątpliwości - to może być naprawdę każdy, kto nie boi się chwycić za mikrofon i choćby zanucić. Najważniejsze, że na płycie znalazły się same polskie kawałki, co oznacza, że w końcu nie trzeba będzie wcielać się w jakieś angielskie gwiazdy, tylko będziemy mogli wcielić się w nasze, rodzime ikony muzyki rozrywkowej. Dzięki temu nie powinniście mieć problemów z zachęceniem do gry osób, które są bardziej wstydliwe. W końcu każdemu z nas zdarza się słuchać radia. W dodatku nie wierzę, żeby znalazł się Polak, który nie wie, co to za zespół Feel.
Batman: Arkham Asylum - recenzja

Batman: Arkham Asylum - recenzja

GRA Wydaję mi się, że wielu z Was może myśleć, że Batman: Arkham Asylum to przede wszystkim chodzona nawalanka. Większość materiałów, promujących tę grę a także wypuszczona jakiś czas temu wersja demonstracyjna skupiały się głównie na naparzaniu atakujących z każdej strony popleczników Jokera. Fakt, walka jest ważnym elementem przygody stworzonej przez studio Rocksteady, ale prawie łeb w łeb idą z nią eksploracja wyspy Arkham i powiązana z nią zabawa w detektywa. By zebrać wszystkie sekrety będziecie musieli wykazać się nie tylko refleksem, ale i bystrym okiem. Przy okazji przynależności gatunkowej gry koniecznie należy wspomnieć, że autorzy mocno postawili na atmosferę towarzyszącą przygodzie (wrócimy jeszcze do tematu), dzięki czemu gra wciąga jak bagno, nawet pomimo tego, że gdy mocniej się zastanowić, to fabuła nie jest przesadnie świeża czy zaskakująca. Ot, Joker zmienia Azyl w prywatny plac zabaw, w którym główną atrakcją jest człowiek udający nietoperza i każdy ma ochotę na odpłacenie mu za lata pilnowania porządku na ulicach Gotham. GRACZ Fanów Nietoperza przekonywać do Arkham Asylum nie zamierzam. Ta gra jest po prostu spełnieniem większości ich marzeń (może jeszcze nie tych najświeższych - Nolanowych, chociaż czasem muzyka uderza w znajomą nutę, a i specjalny tryb wizji również mocno kojarzy się z jedną ze scen z Mrocznego Rycerza). Ja komiksy o Batmanie czytałem w czasach podstawówki, a serialu animowanego prawie nie kojarzę, dlatego wiem, że mogę z czystym sumieniem polecić tę grę również graczom, którzy nie zakładają majtek na spodnie. Nie ważne, czy spędzacie przed konsolą dwie godziny co dwa tygodnie, czy nie wyłączacie sprzętu do momentu wyciśnięcia z gry wszystkich soków. Wystarczy lubić dobre gry i pozbyć się postawy pt. „wszyscy pieją z zachwytu, więc pewnie kicha”, by znaleźć w Arkham Asylum coś dla siebie. O resztę zatroszczy się już Joker, górujący nad wyspą Arkham szpital psychiatryczny oraz jego mniej lub bardziej znani pensjonariusze.
Overlord 2 - recenzja

Overlord 2 - recenzja

GRA Overlord 2 to oczywiście sequel do jednej z oryginalniejszych gier 2007 roku. Początkowo może się wydawać, że zaszły duże zmiany, ponieważ grę rozpoczynamy w skórze małoletniego wyrzutka ze skłonnościami do magii i okrucieństwa (niszczenie śnieżnych bałwanów, napastowanie innych dzieci itp.). Jednak w chwilę po ukończeniu tego samouczka wracamy na stare śmieci. Poczciwy Gnarl ożywia przyszłego Mrocznego Władcę i stara się przygotować go do objęcia władzy nad królestwem. Tym razem trzeba wyrwać je z rąk panoszącego się dookoła Imperium , któremu nie wystarcza panowanie nad światem. Zamierza dobrać się również do mrocznych Zaświatów, gdzie znajduje się domena Mrocznego Władcy. Przy okazji policzymy się z wielbiącymi wszystko, co milusie elfami i wyjaśnimy kilka spraw z przeszłości głównego bohatera. Jeśli nie graliście w część pierwszą, to dla porządku dodam, że gra jest połączeniem elementów akcji, rpg i strategii, choć teraz pierwszy z gatunków zdecydowanie w tej części dominuje. GRACZ W przypadku sequela, odpowiedź na pytanie - do kogo jest kierowany jest z reguły prosta. Autorzy zwykle poprawiają niedociągnięcia, dorzucają nowe elementy i w myśl zasady „byle nie zepsuć” (zwanej ostatnio również „więcej i lepiej”) i mamy grę dla tych, którym poprzedniczka przynajmniej w części przypadła do gustu. Przy Overlord 2 sytuacja nie jest jednak tak prosta.
Sacred 2: Fallen Angel - recenzja

Sacred 2: Fallen Angel - recenzja

Guitar Hero: Metallica - recenzja

Guitar Hero: Metallica - recenzja