Zmien skórke
Logo Polygamii

ZapowiedziTools up!, Space Cows i Space Company Simulator – zapowiedź. Polskie indyczki na ciepło

Wyjątkowy remont domu, golas w kosmosie i lot na Marsa. Jak to cudownie brzmi.

Facebook Twitter Google Wykop
Tools Up!

Wrocławskie studio The Knights of Unity zamierza oddać w ręce graczy polskie Overcooked, z tą różnicą, że zamiast fartucha przywdziejemy kask i strój robola. Jako że deweloperzy stawiają na współpracę, symulator remontów mieszkań wydaje się idealną propozycją na kanapową rozrywkę. Co ciekawe, chcą oni trafić do każdego zainteresowanego, nie bacząc na ich wiek. Cel wydaje się jak najbardziej realny, gdyby nie jeden znaczący szczegół – gra jest dość męcząca i często nie traktuje gracza sprawiedliwie.

Na początku zadanie wydaje się proste. Maksymalnie czterech graczy wchodzi do wieżowca, w którym czekają mieszkania do wyremontowania. Po wykonaniu pracy otrzymują gwiazdki umożliwiające wjazd na kolejne piętro z nowymi wyzwaniami. Liczba zdobytych gwiazdek jest uzależniona od szybkości wykonania prac.

Początkowe etapy zaczynają się skromnie – od malowania ścian, położenia wykładzin i zebrania śmieci. Później dochodzi kurier dostarczający potrzebne materiały, którego należy obsłużyć, przed naklejeniem tapety należy posmarować ściany klejem, niektóre z nich należy wyburzyć, a część z mebli przenieść. Jednak wraz z kolejnymi lokacjami przyjdzie nam jeszcze zwariować od natłoku prac, a robotę co i raz zakłócają jakieś problemy – podłoga pokrywa się lodem, pomieszczenia zalewa woda, i tak dalej, i tak dalej…

Różnorodność zadań i lokacji, które widziałem w ogrywanym demie, stanowi duży plus i jest lekarstwem na znużenie, dlatego tym bardziej ubolewam nad pewnymi rozwiązaniami zastosowanymi w rozgrywce. Mam tu na myśli, że aby podnieść przedmiot posłuży jeden przycisk/klawisz, ale zależnie od długości wciśnięcia, co u mnie przełożyło się na złapanie czegoś, co było zbędne. A przypominam, że czas płynie, dlatego ta mechanika niepotrzebnie pogłębia frustrację. W testowanej wersji wiele razy kliknąłem również na drzwi, które znajdowały się znacznie dalej od potrzebnego przedmiotu.

Kością niezgody może stać się też plan zadań znajdujący się w losowym miejscu mieszkania. Informuje nas nie tylko o celach rozgrywki, lecz także pozwala na obrót kamery, dlatego jest on kluczowy przy odkrywaniu niepomalowanych ścian, a przyznaję, że zdarza się którejś nie zauważyć.

Mocną stroną jest wyjątkowy nacisk na współpracę. Dla najlepszego przykładu podam możliwość rzucania przedmiotami. W przypadku miotania kubła ze śmieciami istnieje szansa wysypania odpadów, co tylko dokłada niepotrzebnej pracy. Kolega może złapać przedmiot jeszcze w powietrzu, żeby zostać bohaterem i oszczędzić nam nieco pracy i czasu.

Deweloperzy mówią, że na jedno mieszkanie potrzeba kilku minut, a do wyremontowania jest ich 30. Kolejne pojawią się w dodatkach, dlatego muszę przyznać, że jestem nieco rozczarowany ilością z podstawki, ale wymagającym graczom powinno wystarczyć mieszkań do wyremontowania przez wzgląd na trudność osiągnięcia trzech gwiazdek, na które czasem trzeba się sporo napracować. A wystarczy jedna wpadka, aby uruchomić poziom od nowa – przeżywałem to nie raz i nie zawsze z powodu mojej niezdarności, ale wspomnianych błędów z klikaniem w niepotrzebne obiekty.

Mimo wszystko Tools Up! wydaje się grą wartą uwagi – w szczególności polecałbym ją wielbicielom kanapowych produkcji. Liczę na dopieszczenie strony technicznej, bo tylko ona znacząco zniechęca mnie do grania.

Space Cows

Studio Happy Corruption postawiło sobie za cel zrobienie zwykłej gry z żołnierzem pokonującym kosmitów. Po pewnym czasie z pomysłu zrezygnowano na rzecz jednej z najbardziej absurdalnych możliwości, która pojawiła się w głowach deweloperów. Dlatego też ich side-scrollowa strzelanka, Space Cows, stawia na zwariowany humor z latającym po stacji kosmicznej golasem, poszukującym ukochanej krowy. Przyznam od razu, że tego typu żarty do mnie nie trafiają, ale – i tu zaskoczenie –  z każdym dostępnym poziomem stawałem się coraz przychylniejszy tej nietypowej produkcji.

Mimo braku zainteresowania fabułą, muszę spełnić swój dziennikarski obowiązek, dlatego pokrótce opowiem o początku przygody, a nuż komuś się spodoba. Pan Uszanowanko jest zwykłym rolnikiem z nadwagą. Pewnego dnia jego spokój zakłócają faceci w czerni pragnący jego ukochanej krowy. Bohater oczywiście się nie zgadza, a niedługo później zwierzę znika. Protagonista bierze sprawy we własne ręce i robi to, co każdy z nas zrobiłby na jego miejscu –  przebiera się za krowę. Dzięki temu również zostaje zabrany na stację kosmiczną, gdzie musi zmierzyć się z efektami nieudanych eksperymentów w postaci dziesiątek mutantów do ubicia.

Nie tylko opowieść jest absurdalna, ale i sama mechanika. Zacznijmy od „strzelania”. Polega ono na tym, że nasz bohater rzuca przepychaczem do toalet, który po trafieniu w cel jest ponownie w rękach bohatera, co zmusza gracza do pewnej precyzji, żeby nie tracić czasu na nieudane rzuty, które mogą kosztować życie. Poza atakiem ważną rolę odgrywają uniki, dlatego bohater… puszcza bąki, znacząco przyśpieszając i zapewniając sobie chwilową niewrażliwość na ataki. Kolejnym ułatwieniem jest spowolnienie czasu i  coś w rodzaju trybu berserkera, zwiększającego efektywność ataków.

Tak oto golas przemyka przez kolejne korytarze stacji kosmicznej, napotykając na swojej drodze urozmaiconych przeciwników czy bossów. Inne przeszkodzy to częste pułapki w postaci np. laserów – dzięki umiejętnościom postaci nie stanowią większego zagrożenia, chyba że w tym samym czasie jesteśmy ostrzeliwani przez oponentów, wtedy już tak. Muszę przyznać, że im więcej grałem, tym coraz lepiej się bawiłem. Mimo że nie czułem jakichś ogromnych zmian podyktowanych nowymi poziomami, korzystanie z mechanik i nastawienie na zręczność gracza przysporzyło mi sporo radochy. Musimy trafiać celnie, żeby przepychacz nie leciał w eter, spowolnienie czasu nie trwa wiecznie i nie wraca w sekundę, więc należy go oszczędzać i absurdalne przyśpieszenie służy do lotu w jedną stronę, dlatego można zapomnieć o skręcaniu. To wszystko wymaga pewnej zręczności, a gra do powolnych nie należy. Co jakiś czas rozgrywkę urozmaicają minigry, w których należy przyciskać szybko dwa przyciski/klawisze. Coś w rodzaju takiego Timermana na komórki.

Największą zaletą gry okazał się natomiast poziom trudności. W tej chwili dostępne są trzy, a ostatni robi za istne piekło – jedno życie, brak jakichkolwiek zapisów i permanentna śmierć. Dla najambitniejszych graczy jak znalazł. Obawiam się jednak, że część błędów technicznych mocno utrudni granie na tym poziomie trudności. Testowana przeze mnie wersja była pełna bugów, które doprowadzały mnie do szewskiej pasji. Postać potrafiła utknąć w wielu momentach; raz na przykład zostałem unieruchomiony przez otaczających zewsząd przeciwników. Na domiar złego oponenci potrafili przenikać przez ściany, znikać w nich i nieoczekiwanie zadawać obrażenia. Nie pomaga również ich inteligencja – bezmyślne strzelanie w przeszkody czy ustawianie się w kolejce przed mój przepychacz. Z punktu widzenia opowieści ma to sens, ale nie z rozgrywki. Olbrzymią wadą okazały się też dźwięki wydawane przez bohatera przy prawie każdej wykonywanej czynności, ale na szczęście w ustawieniach można je wyłączyć.

Space Cows nie zapowiada się na coś wyjątkowego. Przez masę błędów trudno mi mówić o chociaż solidnym poziomie. Ale po ich naprawieniu gra może się okazać całkiem przyjemnym wypełniaczem czasu. Podczas rozgrywki pomyślałem, że wspaniale spełni się w roli zapychacza w oczekiwaniu na serwer, lobby innej gry. Rozgrywki starczy na 4 do 6 godzin, więc tutaj też rewelacji nie ma. Do tego brakuje kooperacji, która mogłaby zdziałać cuda. Dlatego to tylko absurdalna strzelanka, którą polecałbym hardkorowym graczom.

Space Company Simulator

Elon Musk będzie miał nareszcie godnych konkurentów, którzy nie będą musieli wychodzić z domu, żeby polecieć na Marsa. Dzięki studiu Intermarum staniemy na czele wielkiej korporacji mającej tylko jeden cel – okazać się szybszym od konkurencji.

Zaczynamy raczej skromnie, bo od kilku dostępnych budynków, aby przez lata stać się pionierami podbijania kosmosu. Droga do tego okaże się jednak długa i mozolna, ale czego nie robi się dla ludzkości.

Po nazwaniu firmy, wstukaniu imienia oraz nazwiska naszego protagonisty, wybraniu jednego z trzech stopni trudności, liczby konkurentów i odpowiedniego motta, mającego wpływ na początkowe statystyki, startujemy w wyścigu, rozpoczynającym się w 2000 roku. I tak przez wiele lat aż do momentu podbicia Marsa, co doprowadzi do zwycięstwa (miały być też inne formy wygranej, ale ujrzymy je dopiero w dodatkach). Zajęcie drugiego miejsca nie wchodzi w grę, bo skończy się automatyczną porażką.

W tym symulatorze kosmicznej korporacji, jak na symulator przystało, czeka mnóstwo statystyk i cyferek (prawie wszystko ma swoje drzewko rozwoju). W każdym z pięciu departamentów czeka wiele decyzji do podjęcia, które znacząco wpłyną na sposób zwycięstwa, co ma zachęcić do ponownego uruchomienia gry i rozegrania jej w inny sposób. Rozwój technologii nie jest jedynym zadaniem, bo czeka jeszcze personel do zatrudnienia, czyli managerowie, astronauci. Każdy z potencjalnych kandydatów ma swoje zalety i wady. Staniemy przed decyzją – czy zatrudnimy starszego, ale bardziej doświadczonego pracownika? Czy może zdecydowanie młodszego, przed którym dopiero otwierają się wrota świetlanej kariery, ale najpierw należałoby go odpowiednio przygotować?

Równie ważną kwestią pozostają finanse. Do powiększania naszego skarbca posłużą różnego rodzaju kontrakty, które zlecają nam prywatne lub rządowe organizacje. Zawsze można popaść w długi, a zbankrutować raczej byśmy nie chcieli – to by oznaczało automatyczną porażkę. Kwestie związane z budowaniem rakiet są dużo ciekawsze i stanowią pewną kwintesencję gry. Każdy element należy dobrać samodzielnie, a trochę ich jest – i wszystkie w modelach 3D widocznych podczas składania. Musimy liczyć się z popełnieniem błędu podczas ich tworzenia, który sprawi, że zamiast podboju kosmosu zaliczymy falstart – i to w najlepszym przypadku, bo możemy doprowadzić do przykrego wypadku. Oczywiście możemy wstrzymać lot, jeśli zauważymy jakieś problemy, a niepotrzebne potem komponenty sprzedać.

Graficznie nie jest zbyt kolorowo nawet na najwyższych ustawieniach graficznych. W testowanej wersji widać wiele brzydoty w rozmazanych budynkach czy brak jakichkolwiek detali. Trochę szkoda, bo w miarę rozwoju naszej kooperacji pojawia się tylko więcej nowych obiektów. Występuje również tryb dnia i nocy, dzięki któremu możemy podziwiać dalszą scenerię za sprawą świateł. Dużo lepiej prezentuje się za to Układ Słoneczny. Twórcy zdecydowali się na realne rozmiary, co sprowadza się do znaczącego przybliżenia np. Ziemi, która wygląda po prostu ładnie.

Space Company Simulator miał być na początku symulatorem rozgrywanym w czasie rzeczywistym, ale w ostatniej chwili postawiono na tury, które w moim odczuciu wydają się dużo lepszym pomysłem. Mnogość drzewek i cyferek jest przytłaczająca, więc początek może być trudny, dlatego dobrze stawiać kroki w odstępach rund. Jedno przejście gry ma wystarczyć na 10 godzin, a mowa tu tylko o jednym ze sposobów na zwycięstwo. Dlatego tytuł wydaje się idealny na fanów gier strategicznych i marzycieli podbijania kosmosu. Mogę powiedzieć, że określenie “symulator” trafia więc w sedno.

Space Company Simulator zapowiada się na tytuł dla weteranów. Jestem pewny, że wielu graczy odbije się już na starcie przez sporą liczbę statystyk, dostępnych drzewek rozwoju, Natomiast Ci, którzy jednak wytrwają, mogą liczyć na kawał solidnego symulatora kosmicznej korporacji, ale w nieco skromnej oprawie graficznej.

Dobrze, pora na krótkie podsumowanie. Remontowanie przysporzyło mi dużo frajdy, mimo że nieraz powodowało niepotrzebną frustrację. Jestem jednak pewny, że gdy usiądę ze znajomymi przed telewizorem, pozytywne emocje wezmą górę. Nieco gorzej wypada Space Cows, bo problemy były dla mnie momentami zbyt irytujące. Sama rozgrywka nie oferuje zbyt wiele, więc kilka godzin w zupełności na nią wystarczy. Oczekiwałem dużo więcej (zagadek, kilku dróg, ukrytych poziomów). Jak jednak wcześniej wspomniałem, w roli zapychacza jest to naprawdę dobra propozycja – zwłaszcza przez wysoki poziom trudności. Space Company Simulator niestety odstrasza przez natłok informacji i statystyk. Na szczęście bardzo łatwo będzie można temu zaradzić, oferując kampanię, która stopniowo wprowadzi coraz więcej elementów. Czy twórcy się na nią zdecydują? Mam nadzieję, bo na teraz tytuł nie jest zbyt przystępny dla każdego gracza. Co natomiast jest ukłonem w stronę zagorzałych fanów, którzy uwielbiają dziesiątki informacji. A w branży gier wideo tego typu postawę szanuję.

1
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
1 Komentarze
0 Odpowiedzi
1 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
darkhog
Użytkownik

A o Computer Virus Simulator to jak zwykle nie raczyliście wspomnieć mimo że gra powstaje już od dłuższego czasu, a ja wielokrotnie mejlowałem redaktorów jak i ogólny adres o grze. Nawet jest grywalny build gry.