Marzyciel

Michał Zacharzewski

28.02.2005 09:56

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Marzyciel

Wielkie powieści dla dzieci powstają z myślą o dzieciach, z miłości do nich i z potrzeby serca. Alan Aleksander Milne napisał Kubusia Puchatka dla swojego syna, Christophera Robina, któremu wcześniej podarował stosowny zestaw pluszaków. Swą opowieść zaczął snuć, gdy malec zachorował i nie mógł się ruszyć z łóżka. Gdyby nie paskudny wirus grypy, najprawdopodobniej o przyjaźni Tygryska, Maleństwa i Kangurzycy nikt by nie pomyślał.

Charles Lutwidge Dodgson, matematyk znany bardziej pod literackim pseudonimem Lewis Carroll niż z dowiedzionych twierdzeń, poświęcił swą Alicję w Krainie Czarów trójce dziewcząt. Lorina, Edith i Alice Liddell były córkami dziekana, z którym pisarz przyjaźnił się przez długie lata. Z kolei O czym szumią wierzby Kenneth Grahame stworzył dla swojego syna, który uwielbiał bajki, za to bał się żab i myszy.

James Matthew Barrie, bohater Marzyciela, również upatrzył sobie dzieci. To one pozwoliły mu wspiąć się na wyżyny swojej sztuki. Dziś historia jego życia powraca w kontekście szerzących się afer pedofilskich - o takie skłonności niekiedy go podejrzewano. Nie istnieje jednak żaden dowód na to, że Barrie zbliżał się fizycznie do dzieci. Na pewno bawił się z nimi, przebywał w ich towarzystwie, lecz rzadko kiedy głaskał czy przytulał. Prawdopodobnie, jak na typowego brytyjskiego dżentelmena przystało, Barrie bał się bliskości.

Ten niespełniony dramaturg i uzdolniony pisarz przez długie lata nie mógł na stałe zadomowić się na angielskich scenach. Jego sztuki cieszyły się z reguły umiarkowanym powodzeniem, zaś krytycy kręcili nosem sugerując, że tekstom brakuje polotu. Dopiero spotkanie z uroczą wdówką Sylwią Davis i jej synami podsunęło mu pomysł na sztukę dla dzieci. Historię życia młodzieńca, który za żadne skarby nie chce dorosnąć, dopisało życie. Sukces był olbrzymi - któż bowiem nie zna Piotrusia Pana?

Film Marca Forstera opisuje powstawanie książki w sposób barwny i ciepły. Wielka w tym zasługa aktorów, fenomenalnego Johnny'ego Deppa w roli tytułowej, nieco zapomnianej już Kate Winslet, ponadto Dustina Hoffmana grającego arystokratę i mecenasa sztuki, jak również kilkuletnich szkrabów. Historia przyjaźni Barrie'go z dziećmi i platonicznego romansu z ich matką opowiedziana została w sposób przekonujący, a niekiedy wręcz magiczny. Jednocześnie przez cały czas nie wykracza poza granice zdrowego rozsądku. Najbardziej niezwykłe wydarzenia dzieją się bowiem w wyobraźni bohaterów.

Niektórym widzom może przeszkadzać fakt, iż Forster świadomie zepchnął na drugi plan mroczne strony życia Barriego (podejrzenia o pedofilię, oziębłość w stosunku do żony i w konsekwencji rozwód z nią), a także wiele faktów nagiął na własne potrzeby. Przesunął w czasie chorobę Sylvii, zrezygnował z jednego jej syna (w rzeczywistości wdówka miała aż pięć pociech), a także mocno podkoloryzował premierę spektaklu. Zmiany te stanowią jednak konsekwencję kierunku, jaki założył sobie reżyser. Otóż chciał w filmie przedstawić tytułowego Marzyciela, człowieka, który w samym sercu pragmatycznej epoki ma odwagę marzyć. To właśnie dzięki temu obraz zachwyca i wzrusza do łez.

PS. A o Oskarze dla Jana AP Kaczmarka wszyscy już pewno wiedzą.

Źródło artykułu:WP Gry
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)