Graj utracony: nie ma na co czekać?
Na Heavy Rain czekałem od E3 w 2006 roku. Na Alana Wake'a od E3 w 2005 roku. Przez te lata obie gry obrastały w legendy, narastały wobec nich oczekiwania, na długo przed premierą były punktem odniesienia dla innych produkcji, miały być przełomem, wytyczeniem nowej drogi, rewolucją. Czekaliśmy wszyscy. Miały być inne, wyjątkowe, niezwykłe. Obie zajawiałem w "Newsweeku" przez trzy lata, jako najważniejsze nadchodzące premiery kolejno 2008, 2009 i 2010 roku. Heavy Rain skończyłem na parę sposobów kilka tygodni temu (tu przeczytacie moje wrażenia), przed chwilą odłożyłem pada, którym kierowałem poczynaniami pana Wake'a. Wyjrzałem za okno, jest piękny słoneczny dzień, szykuje się wspaniała majówka. Wygaszone czarne pudełka pleja i klocka leżą obok siebie i tak sobie myślę: cholera, może i jest w co grać, ale nie ma już na co czekać.