imperium gier (strona 151 z 380)

Po E3: The Last of Us - czy chcemy gry, w której będziemy unikać strzelania?

Gry wideo uczyniły z zabijania wirtualnych ludzi sport, czynność, której nie towarzyszy żadna refleksja. I nie chodzi nawet o to, że jest to jakieś szkodliwe moralnie czy destrukcyjne dla psychiki – w to specjalnie nie wierzę, dzieci bawiły się w wojnę od początku czasów i nic szczególnie złego z tego nie wynikło. No dobra, może i jesteśmy najbardziej brutalnym i niebezpiecznym gatunkiem na planecie, zdolnym do zamordowania w jednej chwili milionów ludzi z powodu kaprysu, ale nie w tym rzecz. Bezpośrednia walka o przeżycie z użyciem takich narzędzi jakie mamy jest po prostu najbardziej emocjonująca w oglądaniu, bo każdy jest się w stanie z tym na pewnym poziomie identyfikować. A że w grach akcji strzelania jest na ogół najwięcej to i sama czynność musi być zwyczajnie przyjemna – nie przypominam sobie gry, w której strzelanie nie byłoby satysfakcjonujące w konsekwencji świadomej decyzji twórców.Oglądając pokazany na E3 fragment rozgrywki z The Last of Us miałem wrażenie, że twórcom zależy właśnie na wywołaniu w graczu niechęci do strzelania do innych ludzi. Potwierdzają to zresztą w wywiadach, mówiąc, że chcą, by gracz poczuł coś, czego gry zdecydowanie unikają – wyrzuty sumienia z powodu podejmowanych decyzji. To słuszny cel i piękny i pozwalający uwierzyć w zbawienną rolę tej gry dla ludzkiego gatunku, ale jakoś nie wierzę. Choćby dlatego, że jak obiecuje Naughty Dog, decyzja o zabijaniu ma być w The Last of Us podejmowana w celu zdobycia potrzebnych do przeżycia zasobów. A więc – albo zabijesz albo będziesz miał trudniej, inaczej niż na ogół w skradankach, gdzie podejście nieagresywne jest tym, za które gra nagradza najbardziej. Tutaj nie – jeżeli uda ci się uniknąć wymiany ognia, to może się okazać, że później zabraknie ci potrzebnych zapasów.