Po E3: The Last of Us - czy chcemy gry, w której będziemy unikać strzelania?

Gry wideo uczyniły z zabijania wirtualnych ludzi sport, czynność, której nie towarzyszy żadna refleksja. I nie chodzi nawet o to, że jest to jakieś szkodliwe moralnie czy destrukcyjne dla psychiki – w to specjalnie nie wierzę, dzieci bawiły się w wojnę od początku czasów i nic szczególnie złego z tego nie wynikło. No dobra, może i jesteśmy najbardziej brutalnym i niebezpiecznym gatunkiem na planecie, zdolnym do zamordowania w jednej chwili milionów ludzi z powodu kaprysu, ale nie w tym rzecz. Bezpośrednia walka o przeżycie z użyciem takich narzędzi jakie mamy jest po prostu najbardziej emocjonująca w oglądaniu, bo każdy jest się w stanie z tym na pewnym poziomie identyfikować. A że w grach akcji strzelania jest na ogół najwięcej to i sama czynność musi być zwyczajnie przyjemna – nie przypominam sobie gry, w której strzelanie nie byłoby satysfakcjonujące w konsekwencji świadomej decyzji twórców.

Oglądając pokazany na E3 fragment rozgrywki z The Last of Us miałem wrażenie, że twórcom zależy właśnie na wywołaniu w graczu niechęci do strzelania do innych ludzi. Potwierdzają to zresztą w wywiadach, mówiąc, że chcą, by gracz poczuł coś, czego gry zdecydowanie unikają – wyrzuty sumienia z powodu podejmowanych decyzji. To słuszny cel i piękny i pozwalający uwierzyć w zbawienną rolę tej gry dla ludzkiego gatunku, ale jakoś nie wierzę. Choćby dlatego, że jak obiecuje Naughty Dog, decyzja o zabijaniu ma być w The Last of Us podejmowana w celu zdobycia potrzebnych do przeżycia zasobów. A więc – albo zabijesz albo będziesz miał trudniej, inaczej niż na ogół w skradankach, gdzie podejście nieagresywne jest tym, za które gra nagradza najbardziej. Tutaj nie – jeżeli uda ci się uniknąć wymiany ognia, to może się okazać, że później zabraknie ci potrzebnych zapasów.

new WP.player({ width:600, height:338, autostart:false, url: 'http://get-2.wpapi.wp.pl/a,61764431,f,thumb/2/7/5/275a0cc2cb871af0a792895168632daa/fecf4bbe7a15e3253140f65c03820e85/E3_2012_The_Last_of_Us_E3_Gameplay_Trailer_www_savevid_com.mov', });Fragment rozgrywki z The Last of Us. Film w wyższej rozdzielczości znajdziecie pod tym adresemI właśnie dlatego nie wierzę. Bo zrobienie gry survivalowej, która zada nam pytanie „jak daleko jesteś się w stanie posunąć”, w której będziemy kwestionowali to co robimy, wymaga czegoś, czego w branży unika się w ostatnich latach jak ognia – wysokiego poziomu trudności. To całe gadanie o „koniecznych do przeżycia zasobach” jest fajne na papierze, ale koniec końców zazwyczaj i tak okazuje się, że można sobie bez nich poradzić zupełnie dobrze, a najłatwiejszy sposób podejścia do problemu jest jednocześnie najskuteczniejszym. Zresztą Naughty Dog pokazało już dobitnie w serii Uncharted, że nie ma specjalnego problemu z dysonansem między fabułą a rozgrywką – Drake wymordował już w toku swoich przygód małe miasto.

A tutaj ważne jest, by gra nie tylko nagradzała, ale też karała za pewne decyzje. Nawet jeżeli zrezygnujemy z wymiany ognia, bo tak nam będzie nieprzyjemnie słuchać odgłosów łamanych kości czy oglądania realistycznie przeszywanych kulami ciał, to nie poczujemy później nic wyjątkowego, jeżeli gra nas w konkretny sposób nie pokaże konsekwencji tej decyzji. Żeby The Last of Us zadziałało na takim emocjonalnym poziomie, na jakim chcą twórcy, będzie to musiała być gra, w której po pierwsze strzelanie będzie czynnością nieprzyjemną, a po drugie która będzie karać za jego unikanie.

Jeżeli mimo moich wątpliwości się to uda, to będziemy mieli do czynienia z czymś wyjątkowym.

Źródło artykułu:
Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!