Darkest Dungeon - recenzja. Umrzesz z nerwów
Był taki moment, kiedy myślałem, że ta recenzja nie powstanie. Gdy środku nocy moją najlepszą drużynę wybito do nogi, a w skarbcu nie było już złota, zrobiłem klasyczny ragequit i skasowałem stan gry... Po czym zacząłem od zera. Stwierdziłem, że wolę znów zmierzyć się z najciemniejszym lochem, niż z gniewem Maćka, który nie dostał tekstu.