James Cameron`s Avatar: The Game - recenzja
Gra Po spędzeniu łącznie kilkunastu godzin z grą Avatar wiem jedno - na księżyc Pandora wracać już nie zamierzam. Łudziłem się, że moje pierwsze wrażenia z gry ulegną zmianie wraz z poznawaniem jej świata i fabuły, ale nic tego. Po słabym początku w Avatarze jest tylko coraz gorzej. Jeśli jeszcze tego nie wiecie to w Avatarze przybywamy na wspomniany księżyc, gdzie toczy się wojna między ludźmi a tubylcami - Na'vi, wielkimi niebieskimi humanoidalnymi stworami, najwyraźniej fanami ekologii. Zasadniczo gra przedstawia wydarzenia poprzedzające te, które już niebawem zobaczycie w kinach. Pandorę pokrywa gęsta dżungla, i to właśnie w niej spędzimy większość naszego czasu. Jako żołnierz Resources Development Administration (RDA) o wyjątkowej kombinacji genów, otrzymamy możliwość wejścia w ciało Avatara - istoty stworzonej przez ludzi, wyglądającej jak Na'vi, ale sterowanej przez nasz umysł. Ta niezwykła broń ma oczywiście pomóc w walce z Na'vi; bardzo szybko okaże się jednak, że będzie miała ona decydujący wpływ na losy naszego bohatera.