Sprzedaż na poziomie pierwszego miesiąca przez resztę roku? Z tak niewielką liczbą potwierdzonych premier - szalenie trudne wyzwanie. Na razie mówimy o połowie miliona egzemplarzy w Japonii, gdzie Switch, jak wspominałem, szybko zostawi PS4 w tyle (oto sygnał, jak nietypowy to rynek) oraz ponad milionie na całej reszcie świata. Gdy SuperData podsuwało globalną liczbę 1,5 mln, byliśmy dopiero w połowie marca. Dopóki same Nintendo nie zechce pochwalić się statystykami, możemy co najwyżej gdybać. Stawiałbym na bliskie okolice dwóch milionów jako ostateczny wynik pierwszego miesiąca życia nowej konsoli. Zainteresowanie musiałoby zatem nie opadać ani na chwilę, żeby te szesnaście milionów wyprodukowanych w kwietniu znalazło dom do grudnia 2017 roku. Ale wtedy Switch przebiłby już ogólny wynik Wii U, a Nintendo mogłoby uspokoić się o resztę dekady.Mówi się, że nawet średni pomysł jest lepszy od żadnego pomysłu. Nintendo na pewno nie żałuje teraz kilkukrotnego przesuwania premiery Breath of the Wild. Chociaż developerzy śmieją się, wspominając mail od szefostwa, w którym padło lakonicznie "zdecydowaliśmy, że Breath of the Wild będzie tytułem startowym Switcha, powodzenia", gdy go przeczytali po raz pierwszy, musieli wpaść w niemałą depresję. Tak ogromny tytuł, najlepiej pozbawiony większych wad technicznych, jak na produkcję Ninny przystało, wydany jednocześnie na dwóch skrajnie odmiennych platformach? Zbyt rzadko docenia się fakt, że obie wersje Zeldy działają poprawnie. Nie pojawia się zresztą pytanie "czy dla Zeldy warto w końcu kupić Wii U?", wszystkie dylematy dotyczą wyłącznie nowej konsoli. Bezproblemowo przyjęliśmy, że Breath of the Wild to otwarcie nowego, a nie pożegnanie starego. Jak dekadę wcześniej przy okazji Twilight Princess.Nikomu w Kioto nawet nie chce się udawać, że coś poza Linkiem napędza sprzedaż Switcha. Te (załóżmy) dwa miliony to wyłącznie osiągnięcie Zeldy. Jak najbardziej należała się tak dobra sprzedaż, nie zrozumcie mnie źle, choćby za przypomnienie czasów, w których tytuły startowe były czymś więcej niż symulatorem fajerwerków albo dwuwymiarowym shoot 'em upem. I wcale nie byłbym zdziwiony, gdyby Breath of the Wild pociągnęło samodzielnie Switcha przez drugi owocny miesiąc. Niemniej potem przychodzi okres letni. Port Mario Kart 8, Splatoon 2 i Arms. Żadnego wielkiego tytułu, jaki media wałkowałyby tygodniami. A do grudniowej premiery Super Mario Odyssey lub nadal wpisanego w bieżący kalendarz Xenoblade'a Nintendo potrzebowałoby PRZYNAJMNIEJ ze dwóch takich produkcji. Jeszcze dwóch Zeld. Lub Skyrimów. Ten drugi przykład można nawet traktować dosłownie.