Zmien skórke
Logo Polygamii

PolecamyDługo wyczekiwana śmierć Wii U

Niech żyje król! Ale czy ten, co umarł, rzeczywiście był królem?

Facebook Twitter Google Wykop

„Zamieść coś pod dywan”, czyli pozbyć się czegoś po cichu, tak, by nikt nie zauważył. Pasujące to do sytuacji średnio, bo wszyscy widzieliśmy, jak spektakularną klapą okazało się Wii U. A jednak nie potrafię wyzbyć się wrażenia, iż mocniejszą kampanią reklamową Switcha oraz wypuszczeniem Breath of the Wild wraz z premierą nowego sprzętu Nintendo (przy dość wyraźnym przemilczeniu drugiej wersji) nie tylko zaczyna kolejny etap swojej egzystencji na rynku konsolowym, ale również wymazuje wszelkie ślady po tym poprzednim. Od Wii U niżej upadł chyba wyłącznie Virtual Boy. A dzisiaj, przypominam, mamy czasy, w których wyraźna porażka zmiotła niejedną legendę.

Krajobraz po małej bitwie

Ale naprawdę było tak źle? Naprawdę. Wii U przez cztery lata na rynku trafiło do trzynastu milionów graczy. Przy wynikach konkurencji czy nawet 3DS-a to jest po prostu żart. Nic dziwnego, że większość wydawców zeszła z tego pokładu tak szybko. To niesamowite, że Mario Kart 8 kupiło ponad osiem milionów osób. W tej ósemce widziałbym prawdziwych nintendomaniaków, tych, którzy łykną wszystko, co dostarczy im ulubiona firma (i tak, bywam jednym z nich od czasu do czasu). Reszta bestsellerów – Nintendo opublikowało w zeszłym miesiącu top dziesięć – nie powinna nikogo zaskoczyć. Same pewniaki. Splatoon dziś już za taki bierzemy, nawet jeśli dwa lata temu nikt nie potrafił uwierzyć, że zaściankowcy z Kioto mają udaną grę sieciową. To strasznie przykre, że na liście jest Mario Party 10, a takiej Bayonetty 2 brakuje.

Co ich zgubiło? Pewność siebie zapewne. Tak samo, jak Sony podczas przesiadki z szóstej generacji na siódmą. „Skoro ostatnio pokonaliśmy wszystkich, nie ma co się spinać” – tego typu pewność siebie. Problem w tym, że sukces Wii był nagły, niespodziewany, trudny do wyjaśnienia właściwie. A baza użytkowników tej konsolki nieco płynna, daleka od definicji przyszłego fana. Średni marketing, średnia pompa, średnia nazwa nawet, bo zbyt bliska poprzedniczki (wystarczyłaby cyfra zamiast tego nieszczęsnego „U”). Cała kanonada przeciętnych decyzji. I jedna naprawdę pomysłowa konsolka pomiędzy nimi. Technicznie zacofana, wyśmiewana. Uduszona poduszką w śnie.

Pięćdziesiąt jeden, jeśli wierzyć ciotce każdego studenta, większych gier ekskluzywnych. Z których około połowę potrafi wymienić każdy posiadający Wii U. W Polsce – powiedzmy, że kilkaset osób, zachowując względny optymizm. Gry AAA od zewnętrznych wydawców? Chyba tylko przez kilka pierwszych miesięcy życia konsoli. Dlatego często powraca żart, według którego lata życia Wii U to „2012-2012”. Co prawda premiera miała miejsce w listopadzie, więc powinno się jednak dać 2013 rok, ale rozumiem sarkazm. Przez króciutką chwilę rzeczywiście było wszystko: Asasyn, Need for Speed, Batman, Darksiders czy CoD. Ostatnie pożegnanie z Nintendo należało do Ubisoftu, przy okazji szalenie ubogiego portu Watch Dogs. Już w momencie, gdy przyszłość Wii U była od dawna przesądzona.

Garstka (nie)ocalałych

Czy warto kupić dziś Wii U? – czasem zapyta jakiś zbłądzony w Internecie. Dla gier tak – odpowie nintendofil. Ale prawda jest nieco inna. Bo te największe hity zobaczymy na Switchu. The Legend of Zelda: Breath of the Wild, które dziś debiutuje, bez najmniejszych wyrzutów sumienia, bardzo zresztą słusznie, otwiera żywot nowej konsoli. Mario Kart 8 w bogatszym wydaniu trafi na Switcha. Splatoon 2 to tak naprawdę Splatoon 1.5. Myślicie, że Nintendo nie pójdzie za ciosem, nie odświeży jakoś Super Smash Bros. lub 3D World (grudniowa premiera Super Mario Odyssey to perfekcyjna okazja)? Mario Maker oraz włóczkowy Yoshi już zostały ewakuowane na 3DS-a. Następnych „kotletowych” zapowiedzi po prostu trzeba się spodziewać. Spójrzmy nieco inaczej. Wskażmy te unikalne pozycje, które na zawsze pozostaną na tabletowym wraku.

tropical freeze

Donkey Kong Country: Tropical Freeze. Fantastyczna, wymagająca małpiej zręczności platformówka 2D. Mój osobisty „tytuł startowy”, który sprawiłem sobie wraz z konsolą, wierząc, że z Wii U pod telewizorem otwiera się przede mną szersza współpraca z Polygamią (na łamach portalu zrecenzowałem sześć gier dla tego sprzętu – ale poszalałem!). Rzecz tak urocza i piekielnie trudna zarazem, że miałem ochotę często tego rozładowującego się tableta wyrzucić przez okno. Ponad dwadzieścia godzin walki z własnymi ograniczeniami. A potem bezkresna satysfakcja z „platynki”. Szczerze jednak liczę, że w Retro Studios dłubią już nad Metroidem, a nie kolejną odsłoną goryla w krawacie. Tropical Freeze miało pecha być „dwójką”. Poprzedniczkę (odrobinę lepszą zresztą) mamy na Wii i 3DS-ie.

Captain Toad: Treasure Tracker. Piękny pomysł na świeże IP w znajomym uniwersum. Eksploracyjno-logiczny Grzybol, którego wymaksowanie zaliczam do najprzyjemniejszych epizodów związanych z tą konsolą. Kreatywne wykorzystanie tableta – na przykład dmuchanie w niego przy licznych okazjach – ogranicza nieco potencjał eksportowy. Nic nie stoi na przeszkodzie, by Switcha zaskoczyć ewentualną kontynuacją. Zwłaszcza że Nintendo brakuje właśnie takich przyjaznych rozkminek. Niegdyś rolę odgrywała podseria Mario vs Donkey Kong, którą bez serca przemielono na aplikację do szuflowania Amiibosami. Ale Captain Toad doskonale przedstawiał prawdziwą magię Wielkiego N.

captain toad

Piękny pomysł na świeże IP w znajomym uniwersum

Gra, która straciłaby sens, gdyby pozbawić ją drugiego ekranu

Project Zero: Maiden of Black Water. Kilka argumentów. Nienajlepsza gra, horror w dodatku z dość niszowej serii. Cholernie rzadka już od dnia premiery (poważnie, długo zastanawiałem się, czy pudełko w ogóle rozfoliowywać. Decyzję podjął za mnie jeden przyjaciel). Survival horror w najbardziej klasycznej odsłonie, choć po premierze siódmego Residenta nie każdy brałby to już za wadę. Japoński horror, a te długowłose dziewczynki dawno przestały być atrakcyjne dla zachodniego odbiorcy. No i gra, która straciłaby sens, gdyby pozbawić ją drugiego ekranu. Całe napięcie działało właśnie dlatego, że aparatem (standard serii) był nasz padlet. Pójdzie na dno razem z Wii U, by za kilka lat być po prostu białym krukiem dla kolekcjonerów.

Star Fox Zero. Wydaje mi się, że Miyamoto nadal czuje baty, jakie zebrał ten tytuł. Ależ jaki ambitny pomysł. Scrollowana kosmiczna strzelanka, w której na jednym ekranie widzieliśmy nasz statek (sterowany za pomocą analoga), na drugim obserwowaliśmy celownik działka tego statku (sterowany żyroskopami tableta). Jak przedziwnie się w to grało, powyginanym, machającym głową w górę i dół jak w ataku paniki. Oraz… jak długo trzeba było się tego grania uczyć, niestety.

star fox zero

Tokyo Mirage Sessions #FE, które z perspektywy czasu oceniłem trochę za surowo. Zamiast skupić się na tym, jak udanego spin-offa Persony, z jak fantastycznym systemem walki stworzył Atlus, dałem wydźwięk rozczarowaniu jego scenariuszem. Tak to jest, gdy przez lata kojarzy się Shin Megami Tensei wyłącznie z mrocznymi, nieokreślonymi moralnie opowieściami. Ale prawdą jest, że Wii U miało jednego, szalenie nietypowego jRPG-a, który za jakiś czas będzie poszukiwany przez każdego, kto przypadkowo wdepnie w Atlusa i ich niepowtarzalną serię.

Postanowiłem ograniczyć się do pięciu pozycji. Jasne, że można by tu dołożyć takie Xenoblade Chronicles X (dobre i złe jednocześnie, to skomplikowane), The Wonderful 101 (w które jeszcze nie grałem) czy dwa remastery gamecube’owych Zeld: Twilight Princess oraz Wind Waker. Problem w tym, że chwilę później kończą się możliwości kombinowania z naszym małym zestawieniem. Wii U miało niewiele intrygujących, większych pozycji, których nie można by przenieść na pozostałe sprzęty.

Samotna coda

Zwijam Wii U do szafy, by zrobić miejsce Switchowi, który chłopaki w Warszawie właśnie profanują unboxingiem. Czuję wyrzuty sumienia. Pograłem na Wii U zdecydowanie za mało. Zaniedbałem naszą relację. Myślałem, że będę ostatnim sprawiedliwym, obronię ten sprzęt przed lawiną krytyki. A koniec końców służył mi najczęściej jako emulator do Wii. No właśnie, bo we wstecznej kompatybilności widzę jedyny solidny argument, by dziś w taki zakup się pakować. Jak wiecie, bronią Switcha będą kartridże. Przerywa chlubną tradycję, nie pozwoli ograć tytułów z poprzednika. Wii U to zatem nie tylko U, ale również Wii. A połączona biblioteka rodzynków z obu sprzętów tworzy już zupełnie inny obrazek. Tylu exclusive’ów nie znajdziecie nigdzie indziej.

mario śpi

To zabawne, że ostatecznie zostałem w Polygamii na dłużej, ale nie miały z tym za wiele wspólnego obie konsolki Nintendo, jakie w tym celu kupiłem (jeszcze 3DS). Sprzętom udało się coś innego – raz na zawsze przekonały mnie do hermetycznej firmy. To już nie krótkie romanse, tam Game Boy od kolegi, tutaj DS na kilka tygodni. Wpaść poważnie w Nintendo oznacza podpisać z nimi cyrograf. Chcieć ogarniać ich serie, nadrabiać, kolekcjonować stare gry lub kosmetyczne w gruncie rzeczy Amiibo. Nawet tak niedopieszczona zabawka jak Wii U ma podobną moc.

Ale czy próbowałbym wychodzić przed szereg i polecać Wam bliższy kontakt z tym trupem? Raczej nie. Wii U pozostanie tematem dla retrozajawkowiczów oraz zupełnych nintendofilów. Pierwszym kontaktem z dużym N powinien być w tym momencie 3DS. Że co, że Switch? Sprawdzimy w ciągu kilku najbliższych tygodni. Nie ma pośpiechu.

No i jest, ma swoje nowe miejsce. Obok niego GameCube, zepsuty już DS oraz Game Boy Advance SP. Jestem pewny, że jak tylko zamknę szafę, starsze rodzeństwo zacznie z niego drwić. Spokojnie, dziwolągu, ja będę cię od czasu do czasu wyciągał. Ja i zaledwie kilka milionów podobnych mi ciekawskich. Tymczasem odeśpij trochę. Nie jestem pewny, czy zasłużyłeś. Ale zawsze będę miał do ciebie słabość.

Adam Piechota

  1. 12:49 03.03.2017
    SamoZlo

    Na serio brak Bayonetty 2? Ja wiem, ze wspomniales o niej we wstepie, ale mimo wszystko.
    Do tego Pikmin 3 (ile jest podobnych gier na konsole?), no i oczywiscie Super Mario 3D World – bo Nintendo nigdy nie zrobilo remake’a zadnego duzego Mario. Jedyna gra „multiplatformowa”, jaka posiadam na WiiU to Bayonetta 1. A gier na WiiU mam… dokladnie 20 (dzisiaj dojdzie numer 21, Zelda). Mozna sie klocic, ze Smash Bros czy LEGO: City Undercover to nie sa exy, bo jedno jest tez na 3DSa, a drugie zaraz bedzie na inne konsole, ale na dzisiaj WiiU nadal ma tyle exclusive’ow, ze zarowno PS4 jak i XOne moga mu buty pucowac.

    Ukryj odpowiedzi()
    • 13:01 03.03.2017
      Adam Piechota

      Nie bez powodu. Uważam, że i Bayonetta 2, i Pikmin 3 pojawią się na Switchu. Wyliczyłem tylko te produkcje, co do których pozostania martwymi mam większą pewność. A co do remake’owania Mario – nie istnieje coś takiego, jak święta zasada w tym biznesie. Premiera Odyssey budzi tak ogromny entuzjazm, że nieodgrzewanie 3D World (zwłaszcza z Joy-Conami, które zachęcają do coopa) byłoby po prostu sporym błędem.

  2. 15:55 03.03.2017
  3. 17:03 03.03.2017
    Sly

    Chciałem tylko powiedzieć, ze bardzo fajny tekst 😉
    Jeden z tych, które zaczynasz czytać bez żadnego emocjonalnego związku z poruszanym tematem, a kończysz smutając z autorem.

    Ukryj odpowiedzi()
  4. marloon87
    17:31 03.03.2017
    marloon87

    Warto też zaznaczyć, że WiiU nie należy pod żadnym pozorem kupować dla ogrania już całkiem leciwych multiplatform, no chyba że ktoś lubi 20 klatek na sekundę. Strasznie słaby procesor zabił sporo developmentu 3rd party na tej konsoli.
    Nintendo nie potrafiło reagować szybko na sytuację. Wydali WiiU Party i pocięte Sports Resorts i liczyli, że chwyci tak samo jak na Wii. Z drugiej strony gry ruchowe wciąż mogą bawić, Just Dance wciąż sprzedaje się jak ciepłe bułeczki a Ubi będzie w to inwestować jeszcze przez lata.
    Moja konsola jeszcze pewnie poleży na półce przez jakiś czas, zostało mi sporo tytułów z Wii do ogrania, żeby się jej pozbywać. A Nintendo i tak ma u mnie duży minus za brak jakiegokolwiek Metroida w tej generacji – no Panowie, jak tak można?

  5. Simplex
    18:52 03.03.2017
    Simplex

    Ja posiadam WiiU, choc nigdy nie byłem fanem nintendo, skończyłem na tej konsoli garstkę gier, ale było warto.

    „Rzecz tak urocza i piekielnie trudna zarazem, że miałem ochotę często tego rozładowującego się tableta wyrzucić przez okno.”

    Zgoda, DKCTF usypia czujność bajkową, infantylną grafiką i skoczną muzyczką, a w rzeczywistości to piekielnie trudna gra. Mnie najbardziej niszczyły sekcje na latającej beczce, o mało przez to nie przerwałem gry. Ale za to satysfakcja z pokonania ostatniego bossa i ukończenia gry była ogromna – adrenalinowo-endorfinowy haj 😉 Ale na te dodatkowe poziomy to już nie miałem siły.

    Bayonetta 2 to świetna gra i zdecydowanie warto w nią zagrać, nie bez powodu zebrała tak świetne recenzje. Wielka szkoda że żaden wydawca multiplatformowy (ani Sony, ani MS) nie chciał sfinansować tej gry, bo niestety WiiU brakuje mocy żeby w pełni oddać wizję artystów (czyli śliczna gra w stałych 60fps).

    Splatoon – zacząłem w to grać kilka dni temu i gra się świetnie, zarówno w singla jak i multi, chlapanie farbą daję niesamowitą satysfakcję, pozwala znowu poczuć się jak mały urwis – to kolejna pozycja obowiązkowa.

  6. Raidenorius
    09:46 04.03.2017
    Raidenorius

    Fajny tekst. Sam miałem w pomyśle coś podobnego, jednak ten od czterech miesięcy leży w szufladzie.
    Jednak ja ciągle nie zwijam Wii U. Tokyo Mirage Sessions #FE ciągle przede mną, tak samo jak nowa Zelda.
    Do tego ciągle z dzieciakami siostry gram w MK8 (w to także ze znajomymi), Nintendo Land (w każdej z nich wbite ponad 100h) oraz Yoshi’s Wooly World.

    Jako posiadacza WiiU, NSwitch mnie zupełnie nie interesuje, tym bardziej, że nie ma w sobie takiego potencjału, na poszerzenie mechanik rozgrywki, jak druga perspektywa przy WiiU. Jasne – Nintendo daje zadaje pytanie o to jak gramy i odpowiada hybrydą, jednak nigdy nie byłem zwolennikiem grania mobilnego i ta konsola tego nie zmieni.
    Ja z WiiU się nie rozstaję, lecz Nintendo zrobiło to już dawno temu i tego możemy, jako gracze, żałować – gdyż to WiiU mogło dostarczyć więcej unikalnych doznań.

  7. Simplex
    10:27 04.03.2017
    Simplex

    ” Ponad dwadzieścia godzin walki z własnymi ograniczeniami. A potem bezkresna satysfakcja z „platynki”. ”

    Co w przypadku DKCTF oznacza „platynka” – przejście wszystkich poziomów, włącznie z tymi ukrytymi i dodatkowymi, zebranie wszystkich literek kong i elementów puzzli?

    Ukryj odpowiedzi()
  8. 12:28 04.03.2017
    wrobel

    Warto dodać, że na Wii U po małej modyfikacji trybu Wii można też grać w gry z GameCube’a za pomocą Nintendont i to nawet na ekraniku tableta. W sumie więc Wii U to Ostateczna Konsola Nintendo, bo można na niej grać we wszystkie stacjonarne gry N z lat 2001-2016 :).

    Bardzo fajny tekst. Żałuję, że nie kupiłem Wii U rok temu, kiedy między innymi na naszym forum były sprzedawane za grosze. Teraz ten sprzęt poszedł mocno do góry cenowo o dziwo i pozostaje liczyć na jakieś czyszczenia magazynów w marketach, bo biorąc pod uwagę niewielką liczbę sprzedanych konsol będzie to sprzęt poszukiwany przez kolekcjonerów.

  9. 15:57 04.03.2017
    przecinek

    Założyłem sobie, że kupię Wii U od początku kiedy wyszła – miała być dla mnie przedłużeniem życia Wii. Lasery się kończą, w prawdzie można się bawić w wymianę ale możliwości nowych doznań też kusiły. Odkładałem ten zakup i odkładałem, liczyłem po cichu, że po wyjściu Switcha cena nieco spadnie aż w końcu Nintendo powiedziało „Sorry kończymy produkcje” 31 stycznia. Wiedziałem, że żartów nie ma i trzeba już w końcu gdzieś ją kupić – przejrzałem wszystkie polskie sklepy gdzie była dostępna i okazało się, że… nie ma jej nigdzie, swoją sztukę musiałem więc sprowadzić z francuskiego Amazonu, bo wychodzi na to, że Nintendo ostatni rzut konsol na Europe wysłało w listopadzie. I wiecie co ? Ta konsola to taki Saturn nowej generacji – niedoceniona, nieco z boku, gdzie używane gry są warte nawet 200 zł.
    Winnym porażki tej konsoli jest samo Nintendo – nie miało na nią żadnego pomysłu – i co chyba najważniejsze nie przygotowano na nią przebijającego się system sellera – Nintendo land nie było taką grą w 2012. Dramatyczny dla tej konsoli był 2013. Małe odbicie przyszło w 2014 wraz z premierą Mario Kart – i ta gra była idealną do sprzedawania Wii U. Niestety za późno i za drogo.