Zmien skórke
Logo Polygamii

PolecamyDomowy test Nintendo Switch

Popstrykane.

Bez zbędnych ceregieli – dzisiejszy tekst jest naturalną kontynuacją relacji z przedpremierowego pokazu konsoli Nintendo w Pradze. Sporą część inicjacyjnych wrażeń opisałem już wtedy. Znacie moje wrażenia z nadchodzących tytułów, wiecie, co zapowiada się mocno, a co raczej zwyczajnie, że Pro Controller trzyma się w rękach fantastycznie, że wyświetlacz Switcha potrafi zaimponować. Grom startowym poświęcone będą osobne recenzje, zatem nie skupiam się na nich jeszcze w tym momencie. Rozmiary sprzętu widzieliście w naszej galerii, więc żart o tym, jak wielkie kieszenie trzeba by mieć, by z konsolą w spodniach poruszać się sprawnie po mieście, także nie jest tutaj potrzebny. Dziś odpowiem na kilka pozostałych pytań. Oraz to jedno kluczowe – czy jest sens kupować Switcha w marcu 2017 roku?

Waga. Konsolka z zamocowanymi kontrolerami jest odrobinę cięższa od mojego New 3DS-a w rozmiarze XL. Ale różnicę czuję wyłącznie, gdy oba sprzęty trzymam jednocześnie w dłoniach. Joy-Cony reprezentują wagę piórkową, podobnie jak pieskowaty uchwyt, do którego można je przymocować. Ze względów na rozmiar nie wyobrażam sobie jednak, by konsolę transportować inaczej niż w plecaku lub torbie. Tylko pamiętajcie, by jak najprędzej Switcha uzbroić w futerał i folię ochronną na ekran (tak, kolejne zakupy). To piękny kawałek sprzętu, niech takim pozostanie. Jeżeli zastanawialiście się, czy pojedyncza nóżka podpierająca konsolkę jest dobrym rozwiązaniem, muszę Was zaniepokoić, że niezbyt. Nawierzchnia musi być twarda, by jakoś to stało. Moje łóżko wygrywa w starciu z chybotliwym plastikiem. Ale kieszeń na kartę microSD ukrytą pod nóżką uważam za sprytne rozwiązanie.

Pamiętajcie, by jak najprędzej Switcha uzbroić w futerał i folię ochronną na ekran

Po znajomych z branży, którym swoją drogą kompletnie odwaliło na punkcie Switcha, widzę, że stacja dokująca może porysować konsolę. Z zasady ze sprzętem jestem delikatny, więc może to kwestia siły, z jaką wpycha się ekran, lecz nasz egzemplarz pozostał bez śladu po kilkudziesięciu „przełączeniach”. Podobnie nie zauważyłem problemów z lewym kontrolerem, o którym informacje zalewają growy Internet. Miałem za to możliwość (nareszcie!) sprawdzić wygodę ściągania i montowania Joy-Conów. Po dwóch czy trzech próbach robiłem to już z gracją godną filmików reklamowych. Gdy oba padziki okalają konsolkę, czuć co prawda, iż nie są jej częścią, ale luzu czy dyskomfortu nie uświadczyłem. A grałem w tych najbardziej obskurnych wrocławskich tramwajach, możecie mi zaufać.

Wróćmy na chwilę do stacji. To najcięższy element zestawu, i okej, bo stać ma przecież pod telewizorem, lecz wymiary ma całkiem zgrabne. Można ją wepchnąć między pozostałe sprzęty, wcale nie musiałem przed weekendem chować swojego Wii U do szafy. Na lewej ściance dwa wejścia USB, z tyłu trzecie oraz port do zasilacza i jedno wyjście HDMI. Tak, to wszystko. Rozumiem, że to konsola hybrydowa z potencjałem mobilnym, ale jako wieloletni ultras zasłużonego kina domowego kupionego jeszcze w czasach licealnych po raz kolejny muszę westchnąć nad brakiem wsparcia dla kabla optycznego. Dźwięk przestrzenny, oczywiście, da radę uzyskać, jednak leniuchem jestem, telewizor mój nie lubi się z kinem, wygodniej by było po prostu.

Breath of the Wild solidnie pożera switchową baterię. Nie miałem okazji grać równo trzech godzin w trybie przenośnym, lecz tę liczbę traktowałbym raczej jako górny limit, jeśli akurat nie pędzicie na koniu z jednego końca przepastnego Hyrule na drugi. Małe produkcje (Snipperclips na przykład) są trochę bardziej łaskawe. Nie czas pracy baterii jest dla mnie problemem, bo telefon lub 3DS „wyparowują” podobnie szybko przy bardziej zaawansowanych produkcjach, tylko decyzja umieszczenia jedynego portu USB-C na spodzie konsoli. Wiadomo, tak spoczywa w stacji dokującej, lecz gdybym musiał ją ładować i grać jednocześnie w (dajmy na to) megaciasnym Polskim Busie, zakląłbym zapewne na kłujący mnie w brzuch kabelek.

System konsoli to jak na razie powrót do czasów DS-a. Podstawowe opcje, link do eShopu i nasza biblioteczka. Najdłużej zajmie Wam prawdopodobnie wybranie avatara. Dobrze, że w sklepiku czeka już kilka smakołyków (Fast RMX, Shovel Knight, I Am Setsuna, a może… Metal Slug 3?), dobrze, że zakupy pobierają się dużo sprawniej niż na Wii U. Ale doskonale wiecie, co „niedobrze”. Ileż pytań mamy jeszcze do rozwikłania: kiedy startuje Virtual Console? jakie konsole będzie emulować? co z abonamentem? ile będzie kosztował (bo obecnie gra sieciowa jest darmowa)? co z mobilną aplikacją, bez której nie ustawimy sesji ze znajomymi? Nintendo dobrze wie, że przed premierą Mario Kart 8 Deluxe to wszystko musi już sprawnie działać. Czas tyka do 28 kwietnia. Na razie jest absolutny minimalizm. Oraz, w ramach ciekawostki, najwygodniejsze robienie zrzutów ekranu wśród wszystkich konsol – czas reakcji to setne sekundy, obędzie się bez „spóźnień na idealny kadr”, które kojarzymy z PS4. Tylko ta polska branża powinna już trochę zbastować z Zeldą na Facebooku.

Nie potrafię wyrzucić ze swojej głowy wrażenia, że Switch jest świnką doświadczalną Nintendo

Bardzo podobnie czułem się przez pierwsze miesiące z PlayStation 4

A jak się gra? Przemiło. To chyba najważniejsza kwestia dla kogoś, kto do idei sprzętu podchodził od początku z entuzjazmem. Powoli przyzwyczajam się do kilku konfiguracji sterowania. W Breath of the Wild, co ciekawe, wygodnie gra się nawet na luźnych, odseparowanych od konsoli lub uchwytu Joy-Conach. Nabieram wprawy również z „pieskiem”, który do największych nie należy (przeciwnie do moich wiejskich dłoni) i który rozczarował mnie trochę w Pradze. Choć pewności, jaką daje Pro Controller, nie zastąpi żadna z pozostałych opcji. W dodatku pad trzymać ma około czterdziestu godzin. Przez weekend zaliczył połowę tego czasu i wciąż nie prosi o karmienie. Smutno będzie mi niebawem powracać do DualShocków.

Nie potrafię wyrzucić ze swojej głowy wrażenia, że ten Switch, którego dostaliśmy, jest świnką doświadczalną Nintendo, a my, którzy gramy od dnia premiery, mimowolnie staliśmy się wolontariuszami do prac nad finalną wersją konsoli. Że w ciągu tych trzech kwartałów do premiery Super Mario Odyssey Switch przejdzie jeszcze kilka istotnych przemian (łatki oprogramowania, nowe bajery), które mocno zdezaktualizują dzisiejsze testy. Że to całkiem kosztowny przedsmak tego, czym Switch będzie. Ale – nie wiem, czy to porównanie zostanie mi wybaczone – bardzo podobnie czułem się przez pierwsze miesiące z PlayStation 4. Nintendo ma tylko trochę lepszy „hit startowy” od Sony. Teraz muszą jednak wziąć się ostro do roboty.

I tak na szybko: masz Wii U? Różnice między dwoma wersjami Breath of the Wild są na tyle małe, że nie usprawiedliwiają kupna nowej konsoli. Nie masz Wii U, ale naprawdę porwał Cię hype nowej Zeldy? Ten tytuł da Ci przynajmniej miesiąc zabawy, akurat, by doczekać premiery następnych interesujących pozycji (zwłaszcza że nie grałeś w Mario Kart 8). Idea Breath of the Wild Cię nie porywa? Zdecydowanie poczekaj i zobacz, co z tego Switcha wyrośnie.

Adam Piechota

  1. Sasilton
    15:22 06.03.2017
    Sasilton

    Grałeś na dachu budynku ze swoimi znajomymi?

  2. marloon87
    15:33 06.03.2017
    marloon87

    No i pięknie, dzięki za podzielenie się fajnymi wrażeniami.
    Była szansa ograć coś więcej niż Zeldę? Na 1,2 Switch ludzie raczej narzekają, a Niny chciało z tego zrobić drugie Wii Party.
    Ja zostaję przy Wii U, ze Switchem poczekam na odpowiedź wszystkich wydawców 3rd party, bo póki co wielkiego zamieszania nie widać..

    Ukryj odpowiedzi()
  3. Anonim
    20:26 07.03.2017
    Anonim

    Ziew.
    Na ekranach o niższej rozdzielczości ten artykuł nie skaluje się poprawnie/nie mieści się na ekranie.nie da się go scroll’ować na boki…