Metal Gear Solid V: The Phantom Pain. Pseudorecenzja (pisana po przemierze)
Gry z serii Metal Gear są z nami już dobre 30 lat. Ewoluowały wraz z kolejnymi generacjami konsol stając się Metal Gear Solid (niektórzy twierdzą, że słowo Solid wzięło się właśnie od przejścia z grafiki 2D do 3D). Zawsze chodziło o to, aby się skradać, zachodzić przeciwników od tyłu i neutralizować ich przy pomocy rozwijającego się na przestrzeni lat arsenału. No właśnie, kto jest właściwie bohaterem serii Metal Gear? Posiłkując się pamięcią i MGS Wiki, można powiedzieć, że jest ich trzech. Najpierw pojawił się Devid znany także, jako Solid Snake. Spotykamy go w pierwszej grze z serii, mimo, że jest klonem kolejnego bohatera Jacka vel Naked Snake vel Big Boss (i jeszcze kilka innych pseudonimów). Tych dwóch bohaterów stanowi trzon historii serii. Podobno na prośbę Konami stworzono jeszcze jednego bohatera, młodego, przystojnego blondyna o imieniu Jack aka Raiden, który miał zastąpić starzejącego się Solid Snaka (nie podobał się japońskim nastolatkom). Mimo że wszedł on do kanonu i po Metal Gear Solid 2, trafił do Metal Gear Rising: Revengeance to pozostaje on wyraźnie w cieniu wspomnianej wcześniej dwójki bohaterów. Dodajmy jeszcze, że postaci pojawiają się niechronologicznie i kolejność wychodzenia gier też nie jest spójna z osią czasu wydarzeń w grze. Zawiłości serii można po części tłumaczyć celowym zabiegiem twórcy Hideo Kojimy, a po części jego szorstkim stosunkom z producentem gry firma Konami. Narzucane mu terminy i ograniczenia psuły niekiedy jego pomysły, najbardziej widać to w jego najnowszym dziecku, czyli Metal Gear Solid V: The Phantom Pain.