Pamiętam, jak podekscytowany byłem, gdy ujawniono pierwsze szkice koncepcyjne z Epic Mickey. Produkcja zapowiadała się wtedy mrocznie i steampunkowo, wręcz antydisneyowsko. Potem jednak prezentowano kolejne, mniej porywające, materiały, łącznie z fragmentami rozgrywki, a moje zainteresowanie stopniowo opadało. Mimo wszystko, gdy do redakcji doszła recenzencka kopia gry, przygarnąłem ją jako pierwszy. I nie żałuję, choć do wybitności Epic Mickey raczej daleko.