Odzyskany honor Americana McGee
Ostatnio bardzo, bardzo lubię Americana McGee, człowieka, który zupełnie nie wie, na czym polega robienie dobrych gier. Może to nie zupełny fenomen w branży komputerowej, bo jest w niej sporo wizjonerów, którzy nie są w stanie udźwignąć ciężaru swoich wizji, ale McGee jest dla mnie wyjątkowy w tym, że o ile pozostali zwykle nie umieją mnie przekonać, on dość dobrze wie, jak mnie podejść. A przynajmniej wiedział przy swojej najnowszej grze, Alice: Madness Returns. Zrobił wspaniałą kiepską grę. Bardzo odtwórczą i nieporównywalną z czymkolwiek innym. Zaskoczył nas - ale cóż, można się było tego spodziewać.