Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeCarmageddon: Max Damage – recenzja. Skoro mogło być tak fajnie, to czemu jest tak źle?

Wehikuł czasu ma cztery koła wzbogacone o metalowe bolce, zębatego irokeza na masce i wariata za kierownicą.

Facebook Twitter Google Wykop

Carmageddon: Max Damage to przedziwny twór. Za nic ma współczesne trendy, co jest dużym plusem. Grając, faktycznie czułem się jakbym grał w kolejny sequel, którego lata temu zabrakło. Przeważnie. Bo czasem czułem się inaczej – gdy klapki nostalgii spadały z oczu, widziałem grę z solidnymi podstawami, w którą jednak nijak nie chciało mi się grać. Już tłumaczę.

Platformy: PC, PS4, Xbox One
Producent: Stainless Games
Wydawca: Stainless Games
Dystrybutor: Cenega
PEGI: 18
Data premiery: 08.07.2016 r.
Wymagania: 3,1 Ghz ; 4 GB RAM; karta graficzna z 1GB VRAM
Grę do recenzji udostępnił dystrybutor. Graliśmy na PS4. Obrazki pochodzą od redakcji.
Max i Anka

Fani oryginału poczują się tu jak w domu. To ważne, bo przecież dla nich Stainless Games tę grę stworzyło. Wszystko jest na swoim miejscu – Max i Anna do wyboru, wozy, które każdy kojarzy, no i wyścigi, które tak naprawdę wyścigami zwykle nie są. Pod koniec ubiegłego wieku Carmageddon był w tym temacie objawieniem. Gdy w innych grach ścinało się sekundy na okrążeniu, w nim ścinało się przeciwników. I pieszych. Tych pierwszych – by nie przeszkadzali  myśleć o zwycięstwie. Tych drugich dla punktowych bonusów.

Fani oryginału poczują się tu jak w domu.

W Carmageddon: Max Damage znów wyścig jest tylko pretekstem do rzezi. Gra ma sporo ciekawych trybów, które robią z tego użytek. Ba, gracz może wyjechać na trasę nawet przed końcem początkowego odliczania. Zapłaci za to punktową grzywnę, ale nic więcej – to Carmageddon, a nie niedzielne truchtanie po parku.

OMG, na ostatnim wirażu wcisnąłem hamulec ciut za wcześnie, sekundy polecą...

Konsolowi kierowcy też to wiedzą. Nawet w trybie Death Race, który teoretycznie jest tym najbardziej wyścigowym, mniej więcej w okolicach drugiego okrążenia natkniemy się na przeciwnika sunącego swoją maszyną w złym kierunku, liczącego na efektowne draki. W innych trybach, nawet jeśli wyeliminowanie całej konkurencji nie jest głównym celem, to jest opcją wartą rozważenia. Bo jeśli gonimy za checkpointami, rozwalenie innego wariata za kierownicą sprawi, że ukradniemy mu zdobyty checkpoint, jeśli polujemy na wyznaczonych pieszych – tak samo.

To zdecydowanie ciekawsze niż wyścigi, pustka lokacji i ubogość tekstur wtedy tak nie doskwierają. W większości trybów wyeliminowanie konkurencji jest jedną z dróg do zwycięstwa.

Spoko, wszystko się wyklepie. Za opłatą, rzecz jasna
Autopokalipsa

Trasy tak jak dawniej są otwarte. Nawet w wyścigach chodzi tylko o meldowanie się w punktach kontrolnych a jak do nich dojedziemy, kogo po drodze rozwalimy i jakich powerupów użyjemy to nasza sprawa. Jest gdzie wariować – zarówno na dachach budynków, jak i w niewidocznych na pierwszy rzut oka podziemiach kryją się żetony, umożliwiające ulepszanie pojazdów. Niestety, kolejne ulepszenia odblokowują się wraz z postępami kariery, więc nie ma możliwości zbyt prędkiego dopakowania wozu. Ale każdy z czterokołowców rozbudowujemy osobno, więc okazji do wydania żetonów nie braknie.

Maszyny naprawdę różnią się między sobą i z każdą kolejną rośnie szansa, że akurat ona przypadnie nam do gustu

Zwłaszcza, że garaż rośnie w oczach od maszyn, które po zniszczeniu stają się naszą własnością. I tu spory plus dla autorów – maszyny naprawdę różnią się między sobą i z każdą kolejną rośnie szansa, że akurat ona przypadnie nam do gustu. Są wielkie, malutkie, ciężkie, lekkie – jest w czym przebierać i na co polować.

Zjeżdżaj

Niestety mniej więcej teraz, po zaznaczeniu, że zdobywane auta prowadzi się zadowalająco różnie, jest chyba miejsce na wspomnienie największej wady Carmageddon: Max Damage. Nie da się w to grać. Często piszemy, że w jakiejś ścigałce auta jeżdżą z gracją mydła. W Carmageddonie jest jeszcze gorzej, co odbiera rozgrywce całą frajdę, którą mogłaby dawać

Jest też kamera zza kierownicy, ale na polu bitwy lepiej widzieć więcej

Niezależnie od auta, które wybierzesz, nie będziesz w stanie nad nim zapanować.

Niezależnie od auta, które wybierzesz, nie będziesz w stanie nad nim zapanować. Nawet w czerwonym ulubieńcu tytułowego Maxa każdy zakręt to powód do frustracji. Po kilku ulepszeniach silnika (pamiętacie, że odblokowują się po kolejnych etapach kariery?) jest lepiej, ale o precyzyjnej jeździe można zapomnieć. W Carmageddonie karoserie gną się jak papier, a koła odpadają – najczęściej wciskanym przyciskiem jest odpowiedzialny za naprawy trójkąt.

Ale nawet z wozem sprawnym w stu procentach każda skocznia, ba, każda nierówność terenu i każdy moment, w którym fizyka musi interweniować, to loteria. Z której wyniku najprawdopodobniej nie będziecie zadowoleni.

"Wyścigi" mogą trwać tu nawet kwadrans. Bywa nuuuuuuudno

Nawet najzwrotniejsze wozy mają promień skrętu konia z naczepą. Nawet drobna nierówność wysyła auto w niebiosa. Spróbujcie włączyć dopalacz, gdy karoseria nie jest równiutka. Oj, są gry, które potrafią budzić agresję. Wbrew pozorom wiele wyzwań w Carmageddonie wymaga precyzji, tymczasem gra jej nie oferuje. Dawno nie czułem równie wielkiego wk… zdenerwowania jak tu, gdy raz po raz fizyka wariowała i nie pozwalała mi zrobić tego, co chciałem.

Mogło być pięknie

Model jazdy jest fatalny i zabija całą przyjemność z gry, która mogłaby być najlepszą arcade’ówką od lat. Ma fajne, otwarte trasy i masę powerupów, które kapitalnie rozbudowują rozgrywkę. Ale jak tu pędzić na przeciwnika, gdy sterowanie i fizyka leżą? Carmageddon: Max Damage jest też szpetny i gdybym miał w to grac dłużej, chętnie przyjąłbym tryb pozwalający nieco rozpikselować obraz na telewizorze. Może wtedy nie gubiłby klatek animacji na niektórych arenach, a loadingi nie trwałyby półtorej minuty. O ścieżce dźwiękowej lepiej nie wspominać.

Jest też multiplayer, ale...

Niestety tak wygląda rzeczywistość Carmageddon: Max Damage – ci ludzie wiedzą, jak zrobić grę, jakiej od dawna świat nie widział, ale nie umieją przekuć teorii w praktykę. Jest tu prawie wszystko, co potrzebne do udanego rebootu marki. Widząc zróżnicowanie wozów i odpalając kolejne przedziwne powerupy, czułem, że jest tu olbrzymi potencjał na powrót gatunku car combat w chwale. Ale jak grać w wyścigi (upraszczam), w których model jazdy jest najgorszym elementem? Moja rada? Oszczędźcie sobie nerwów na inne okazje.

ZAGRAĆ?
OSTATECZNIE
2.5

11
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
3 Komentarze
8 Odpowiedzi
0 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
lukaszsa
Użytkownik

Jak sie ma fizyka w tej grze do Reinkarnation? Bo przeciez to ten sam silnik a w Reinkarnation jest ok. Reinkarntion byloby idealne gdyby nie dali przekombinowanych wydumanych trybow gry. Najlepszy jest stary system czyli 3 opcje wygrania: 1 rozwalenie wszystkich aut, 2 zabicie pieszych, 3 przejechanie wyscigu.

lukaszsa
Użytkownik

Maćku to jak to jest z tą fizyką? W stosunku do tej z Reincarnation? Czy mógłbyś opisać jak one się mają do siebie? Dziękuję i pozdrawiam.

gsg
Użytkownik

Tak czytam i przypomina mi się zapomniany ostatnio gatunek gier – samochodowe rozwałki na arenach. Który chyba nigdy nie miał nazwy innej niż arcadeówki, ale w końcówce lat 90-tych rządziło Vigilante 8, a chwilę wcześniej Twisted Metal 2 z opcją przewrócenia Wieży Eiffela. Ta idea jakoś bardziej mi podchodziła niż Carmageddon. Od Twisted Metal na PS3 z 2012 chyba nikt tego nie podejmował, nie?

Adam Piechota
Administrator

vehicular combat – tak ładnie nazwało się zamknięty worek tego gatunku. I nie, od Twisted Metal już nie za bardzo. Najcieplej wspominam oba Vigillante 8 i Rogue Trip. Gdzieś tam pewnie na strychu w rodzinnym mieście znalazłbym w kartonie z białymi Verbatimami – jedyną poza dyszącym jeszcze Szarakiem pozostałością po tamtej generacji 😀

Paweł Kamiński
Użytkownik

Ja bardzo tęsknię za Interstate ’76 (te dialogi i amerykańskie bezdroża… nawet mam na GOG i wracam) oraz Twisted Metal 2 – ten nowy jakoś mnie nie porwał, choć bardzo próbowałem.

lukaszsa
Użytkownik

Interstate 76′ Te piękne amerykańskie krążowniki które uwielbiam. I te skakanie z pomocą min:). A te krzyki dzieci w autobusie a później jak się misja nie uda ten wrzask mnie jakoś aż ciarki przechodziły.

Simplex
Użytkownik

A kto pamięta Destruction Derby?

Paweł Kamiński
Użytkownik

Zdziwiłbym się, gdyby ktoś, kto grał, nie zapamiętał. Te tony latającego żelastwa i okrągłe, za małe areny, gdzie nie dało się długo unikać zderzeń.

szczwanygapa
Użytkownik

Zgodzę się, że muzyka i grafika mogą się nie podobać. Ale że model jazdy fatalny? W Carmageddonach zawsze był trudny do opanowania na początku, ale z czasem dawał mnóstwo frajdy. Tak samo jest w Max Damage, bo jest wypadkową poprzedniczek. Praca kamery pozostawia wiele do życzenia, ale idzie się przyzwyczaić. Jedyne co doskwiera to dłuuugie loadingi.

Chciałbym żeby powstała kolejna część, lepsza od strony technicznej i pozbawiona archaizmów.