Jakieś 85% gry to powtarzanie w kółko schematu "wejdź do lokacji i rozbij wszystkie kule zasilające przejście do następnej". Zmieniają się dekoracje, ale sama rozgrywka już nie, a wraz z kolejnymi rozdziałami coraz mocniej doskwiera uczucie bycia szczurem w labiryncie ścieżek. Bo plansze niby wydają się otwarte, ale takie nie są. Nie na każdy daszek się teleportujemy, przeszkodą nie do przejścia może być zwykły krzak czy drzwi. Nie ma tu mapy, a cele misji lubią się gubić. Ot, chociażby wiesz, że możesz już przejść do następnej lokacji, ale nie wiesz którędy, więc znów szwędasz się pomiędzy przeciwnikami, szukając tych cholernych drzwi i tłumiąc przekleństwa. Bo jeśli zginiesz, to wszystko trzeba będzie zacząć od początku.W pewnym momencie odpuściłem. Gdybym nie musiał napisać recenzji pewnie odpuściłbym w ogóle dalsze granie, ale tym razem postanowiłem zmienić nastawienie i nie bać się alarmów czy brudzenia bohaterowi rąk. Wrogów zacząłem traktować faktycznie jak piony do usunięcia, a polowanie na nich było dużo ciekawsze, niż przekradanie się obok. Chyba najfajniejszą akcją było włączenie niewidzialności i przebiegnięcie przez obozowisko, które potem ruszyło śladami kroków, wpadając prosto w odpaloną przeze mnie pułapkę. Lot z wysokiej pagody zakończony wbiciem ostrza we wroga to też fajna akcja, choć nudzi się szybciej. Aragami ma również efektowne animacje wykończeń przeciwników, dzięki czemu można kleić całkiem widowiskowe pokazy, odpowiednio dobierając cele i szybko je eliminując. Taniec z ostrzem to za dużo powiedziane, zwłaszcza że wrogowie wyglądają jak wielkie kartofle, którym ktoś domalował ludzkie cechy, ale... bywa przyjemnie.Jako skradanka, Aragami nie jest na tyle kompetentne czy rozbudowane, by ślepo powierzać grze czas. Błędy będą frustrować (starcie z bossem musiałem resetować...), przekreślać plany i marnować kolejne godziny nie dając wiele w zamian. Bo sama rozgrywka w zasadzie się nie zmienia, a już na pewno nie rozwija się w znaczący sposób. Na to Hiszpanie z Lince Works byli już chyba za "krótcy". Ale da się z tej gry wycisnąć trochę frajdy i odstawić w niej kilka fajnych akcji. Zostawcie ją sobie raczej na deser po (bo cena spadnie) Dishonored 2, niż przystawkę już na teraz. Aczkolwiek jeszcze raz zaznaczę, że wersja na PS4, a w taką grałem, działa wyraźnie gorzej niż pecetowa.Zasięgnąłem języka i wiem, że tam problemy z dokładnością kursora zdarzają się sporadycznie, a ponad dwukrotnie więcej klatek animacji na sekundę nadaje grze dynamiki niedostępnej na sprzęcie Sony. Więc jeśli grać, to lepiej na PC. I może w coopie, bo i taka opcja jest, aczkolwiek ja nie miałem chętnego.