Bo gdy już się uda przejść dalej, to satysfakcja zjada wszystko, co gatunek ostatnio z siebie wydał. W innych grach po zaliczeniu trudnego momentu zwykle biorę głęboki oddech. W DOOM-ie chciałem ryknąć na cały głos. Ale mieszkam w bloku, więc kończyło się na kilku pisanych kapitalikami K...ropkach i OJAP...rzecinkach puszczonych kumplom internetowym komunikatorem w przypływie adrenaliny. Po raz pierwszy w FPS-ie od sam nie wiem kiedy.id Software nie szło na kompromisy w rozgrywce, nie ma ich też w oprawie. Doom ma dwa oblicza i trzeba dać mu trochę czasu, by pokazał, co potrafi. Marsjańskie bazy są w porządku. Nie rażą sterylnością, bo wszędzie walają się flaki, ale dopiero w piekle poczujecie, że to cholerny DOOM, a nie żadna podróba. Zresztą mniej więcej wtedy również sama rozgrywka nabiera ognia i potem z każdym etapem rozkręca się mocniej. Tylko czekać aż temat podłapie Frondzia czy wyłoży na kazaniu ks. Natanek.Mam wrażenie, że projektanci mieli dobry ubaw, projektując te miejscówki. Piekło w DOOM-ie, to piekło z wyobraźni dziewięciolatka - oceany lawy, rogate diabły, wszędzie krew, trupy i okultystyczne znaki. Tylko trzech szóstek na każdych drzwiach (otwieranych czaszką, no bo jak inaczej) brakuje. Kontrast z poziomami marsjańskimi jest... nieziemski (wybaczcie ten żarcik), dzięki czemu obie krainy zachowują świeżość i nie nudzą się oczom gracza. Same w sobie mogłyby jednak być trochę bardziej zróżnicowane. W ramach jednego rozdziału miejscówki wyglądają dość podobnie i można się pogubić, szukając drogi dalej.Mapa jest jakąś pomocą, choć nie należy do najlepiej zaprojektowanych. No, ale można to zrozumieć, bo kiedy ostatnio w FPS-ie nie wiedzieliście gdzie iść? DOOM killroomami stoi, ale nie prowadzi gracza między nimi korytarzami. Lokacje są bardzo otwarte i napchane sekretami. W dodatku takimi, które warto zbierać. Możliwość rozegrania poziomów z oryginalnego DOOM-a to rozwinięcie pomysłu z Wolfenstein: The New Order, ale wciąż niosące spory ładunek melancholii dla starych pryków (chyba już się łapię...).Są też jednak bardziej praktyczne rzeczy - żetony do ulepszania pancerza, drony pozwalające dokupić alternatywny tryb broni, runy będące teleportem do wyzwania (niestety teleportem taaaaaak wolnym, że odechciewa się korzystać), w którym nagrodą jest jakiś mniej lub bardziej przydatny pasywny bonus czy wreszcie masa easter eggów. Od biedy po prostu mnóstwo amunicji.