Nigdy nie przepadałem za grami, w których jedynym celem jest zdobywanie coraz lepszego sprzętu, tudzież naparzanie się z innymi graczami. Zdecydowanie bardziej wolę tytuły z jakąś historią, którą poznaję w miarę przechodzenia kolejnych etapów. Gry, które może nie niosą ze sobą jakiegoś głębokiego przesłania, ale oferujące coś więcej, niż oklepane „zabili go i uciekł”. W końcu gry, o których nie zapominam chwilę po ich skończeniu. Battleborn taką grą nie jest.Ciężko mi przypisać grę Gearbox Software do konkretnego gatunku. Trochę tu moby, trochę FPS-a, są też elementy gier MMORPG, szczególnie w tym nowszym wydaniu lansowanym przez Destiny czy The Division. Widać też silną inspirację Borderlandsami, ale trudno się dziwić, skoro Gearbox odpowiadał też za tę serię.To wszystko powoduje, że w Battleborn większość znajdzie coś dla siebie. Czy to w formie starć z innymi graczami, czy wspólnego „raidowania”, jest nawet tryb singleplayer dla samotnych wilków, choć to bardziej wrzucony na siłę dodatek, bo gra ewidentnie nastawiona jest na wspólną zabawę. Zatem jeśli lubicie gatunek MOBA, wskakujcie do jednego z trzech trybów PvP, z których każdy zawiera elementy charakterystyczne dla tych gier. Wolicie kooperację i zdobywanie coraz lepszego sprzętu? Story mode jest dla was, czy to ze znajomymi, czy z dobraną przez serwery grupą. Nie lubicie zabawy z innymi? Poszukajcie sobie innej gry. Serio.Bo choć żaden z dostępnych trybów nie jest wybitny, każdy sprawia frajdę, o ile bierze w nim udział więcej osób. Wyszukiwanie grupy działa bardzo sprawnie i nie czeka się w długich kolejkach, a do tego system prawie zawsze dobiera osoby o podobnym poziomie postaci. Jeśli natomiast decydujemy się na zabawę w pojedynkę, czeka nas tylko żmudny grind i niewiele więcej.No dobra, ale o co tak właściwie chodzi? Battleborn to grupa ni to najemników, ni to bojowników o wolność poskładana z członków różnych, czasem wrogo do siebie nastawionych frakcji z całej galaktyki. Wszyscy mają jeden cel – wyzwolić Solus, ostatni układ słoneczny nadający się do zamieszkania, od rasy Varelsi, z którą sprzymierzył się Lothar Rendain, przywódca Imperium Jennerit.Brzmi fajnie? A może sztampowo? Cholera wie, bo historia i cały świat zostały potraktowane po macoszemu. Mało tego - element, na który zawsze zwracam uwagę, czyli tła bohaterów, praktycznie nie istnieje. Na stronie Gearbox Software o każdym można przeczytać w najlepszym przypadku parę zdań, reszta jest do odblokowania w grze po spełnieniu często absurdalnych warunków (wystrzelanie 50 tysięcy nabojów wcale nie jest tak proste, jakby się wydawało). Zwiastun prezentujący fabułę też nie mówi praktycznie nic ciekawego, a dostępny w Internecie komiks wyjaśnia niewiele.Po trochę przydługim tutorialu przechodzimy do lobby, w którym możemy przeglądać swoje postępy, wyposażyć postać i wybrać jeden z dwóch trybów: fabularny, gdzie wykonujemy coś na kształt raidów znanych z innych gier MMOPRG albo PvP dodatkowo podzielony na trzy opcje – kontrola nad punktami, ochrona obszaru i eskorta sterowanych przez sztuczną inteligencję przydupasów. Każdy z nich możemy rozgrywać z losowo wybraną grupą, bądź ze znajomymi.Raidy opierają się na sprawdzonej mechanice. Mamy dużą mapę, na której napotykamy większe zbiorowiska mobów, przeplatane co jakiś czas silniejszym przeciwnikiem, a na koniec zawsze jest boss. Tutaj twórcy poszli trochę na łatwiznę, bo większość misji polega na bronieniu czegoś przed kolejnymi falami przeciwników, a walki końcowe praktycznie zawsze przebiegają tak samo. Bossowie mają co prawda swoje specjalne mechaniki, jak na przykład jeden z Varelsi, który zostaje otoczony generowaną przez pomniejsze jednostki tarczą, a gracze muszą je wybić zanim ogarnie ich zadające obrażenia pole pustki. Niestety, zawsze odbywa się to na tej podobnej zasadzie - w pewnym momencie boss staje się niezniszczalny, a my musimy coś rozwalić opędzając się od przyzwanych przez niego kumpli.Podobnie jest w przypadku trybu PvP, gdzie gra po prostu przekształca się w typową mobę. A jedyne, co ją ratuje, to bardziej dynamiczna i strzelankowa w porównaniu z innymi tego typu produkcjami rozgrywka i konieczność zgrania się z zespołem. O ile przy raidach próg wejścia jest stosunkowo niski, a skład drużyny nie ma większego znaczenia, o tyle w walkach z innymi graczami naprawdę trzeba opanować wybranego bohatera, a ekipa złożona z samych DPS-ów zostanie zmieciona przez taką, w której są też tank i support.Zdaniem Patryka Fijałkowskiego: Grałem tylko w betę, ale to starczyło, bym zarejestrował dwie kwestie: a) Battleborn to gra rozbudowana i ciekawa pod względem mechaniki; b) szkoda, że to nie Borderlands 3. Świat stworzony przez Gearbox wydaje się nie mieć za bardzo tożsamości, a luźne podejście i zabawni antagoniści, owszem, potrafią wywołać uśmiech, ale przede wszystkim przypominają o ciekawszym, bardziej charakternym postapokaliptycznym uniwersum z poprzednich gier Gearboxa. Rozwodniona atmosfera Battleborna okazała się tym, co ostatecznie zniechęciło mnie do gry.