Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeTotal War Saga: Thrones of Britannia – recenzja. Randka nieidealna

Z Brytanią jak z kobietą – trzeba się jej nauczyć.

Facebook Twitter Google Wykop

Dziwne są moje relacje z Brytanią. Oj bardzo dziwne. Ona jest trochę jak ta dziewczyna, w której podkochiwałeś się przez pół liceum, którą idealizowałeś i wyobrażałeś sobie, jak to super by było, gdybyście w końcu się zeszli. Tym bardziej, że nieco przypomina swoją najstarszą siostrę, w którą byłeś zapatrzony jako totalny dzieciak.

Platformy: PC
Producent/Wydawca:  Creative Assembly/Sega
Dystrybutor w PL: Cenega
Wersja PL: Tak
Data premiery: 3.05.2018
Wymagania: Windows 7 – 10,  Intel Core i5-4570 3.2 GHz, 8 GB Ram, GeForce GTX 770 / AMD R9 290X
Grę do recenzji udostępnił dystrybutor. Obrazki pochodzą od redakcji.

I nawet nie przeszkadza ci, że zupełnie nie jara jej Warhammer i fantasy jako takie; że woli historię; że ta historia dotyczy tylko jednego regionu. Przecież jej starsza siostra też interesowała się tylko jakimiś samurajami i to było super. A do tego to jest ciekawa historia, wszak oglądałeś serialowych „Wikingów”. O Ragnarze Lodbroku, jego potomstwie i tych trudnych czasach wiesz prawie wszystko. I to jest fajne, i cieszysz się na samą myśl, że będziecie mogli spędzić razem trochę czasu.

W końcu nadchodzi ten dzień. Siedzisz już przygotowany – masz pizzę, napoje gazowane i nachosy. Ależ to będzie zarwana noc! Przychodzi, siadacie wspólnie przy biurku, zaczynacie rozmowę. I nagle okazuje się, że wcale nie jest taka idealna, jak zawsze ją postrzegałeś.

Owszem, ma wiedzę i bardzo dobrze pokazuje ci zawirowania polityczne na Wyspach Brytyjskich. Ciągłą walkę o władzę, wpływy, intrygi, knucia i spiski. Wyobrażasz sobie, że faktycznie tam jesteś. Tutaj kuzyn próbuje podminować twą pozycję, tam jakiś gubernator myśli sobie, że może więcej niż w rzeczywistości. Jednego przekupujesz, drugiego torturujesz. W obu przypadkach zapewniasz sobie ich lojalność. A to co? Jakieś małe „państewko” proponuje mariaż między córką tamtejszego „króla” i twoim najmłodszym synem? Czemu nie, poprawi to nasze relacje i może z czasem uda się ich wchłonąć bez walki. Nie przypominasz sobie, żeby ostatnio poznane dziewczyny oferowały coś tak złożonego i nawet przymykasz oko na fakt, że poza tym jednym elementem Brytania jest tak samo kiepska w dyplomacji, jak jej poprzedniczki.

Jest trochę jak ta dziewczyna, w której podkochiwałeś się przez pół liceum

Ale przecież nie będziecie tylko o tym rozmawiać. Zresztą już pogodziłeś się z faktem, że akurat w kwestii negocjacji i niewojennych rozwiązań te dziewczyny nie są zbyt bystre. Po nich oczekujesz przede wszystkim dobrej zabawy w wojnę i rozwijanie swojego królestwa.

I faktycznie, choć Brytania interesuje się tylko jednym, wydawałoby się niewielkim regionem, to ma dużo do zaoferowania. Pokazuje ci na mapie liczne prowincje i od razu widzisz, że pod tym względem jest ciekawsza niż ta od samurajów. Tylko szkoda, że od razu zakłada, iż dobrze ją znasz i rzuca cię na głęboką wodę. A tu okazuje się, że to wcale nie tak jak jej siostra, która interesowała się starożytnym Rzymem albo ta druga, uwielbiająca Warhammera. Bo jej prowincje to jedno duże miasto i kilka wiosek. Mówisz jej o dekretach i tym, że mogą dawać bonusy, ale ona nie wie o co chodzi. Pytasz, czy lepiej infrastrukturę rozwijać we wsiach, a w mieście skupić się na budynkach wojskowych, ale widzisz, że równie dobrze mógłbyś do niej mówić po chińsku. Czujesz się zdezorientowany, tracisz pewność siebie, ona nie jest taka, jak inne!

Ładnych parę godzin zajmuje ci przestawienie się na jej nowe spojrzenie na świat. Ale ona w tym czasie nie zwalnia i opowiada ci o całej heptarchii. O Wessex, Sussex, Mercji, Nortumbrii, Essex, Kencie, Anglii Wschodniej oraz dodatkowo o Szkocji, Walii i Irlandii. I o wikingach, którzy ciągle najeżdżali te ziemie. Za to bardzo mało mówi o religii, bo ponoć „wtedy praktycznie wszyscy byli chrześcijanami”. No nie, ale trudno, wybaczasz. Dużo tego, a ty czujesz się coraz bardziej zagubiony, więc robisz to, co zawsze w takiej sytuacji – próbujesz jej zaimponować swoimi zdolnościami stratega.

Opowiadasz jej zatem, jak werbujesz potężną armię i ruszasz na podbój. Ale ona ci wtedy odpowiada, że nie – tak szybko to nie dasz rady. Zobacz, twoi włócznicy to tylko 1/3 oddziału. Podobnie z łucznikami i całą resztą. Próbujesz się dowiedzieć, o co jej chodzi, ale ona jak to kobieta: Domyśl się.

Do tego okazuje się, że w tamtych czasach wcale nie było z wojną tak łatwo. Brytania opowiada ci, że kiedy walki trwały zbyt długo, ludności zaczynało to ciążyć, obrywała gospodarka, ład i tak dalej. Z kolei okres zbyt długiego pokoju prowadził do wzmożonej rządzy krwi, co również negatywnie się odbijało na społeczeństwie. Tak źle i tak niedobrze. Jak stereotypowa kobieta.

Jednocześnie dokładnie w tym momencie uświadamiasz sobie, jak wielki sens miały jej wcześniejsze słowa o prowincjach. Bo skoro otwarta walka nie zawsze jest wskazana ze względu na liczebność wojsk, to możesz rozwinąć strategiczne skrzydła i pokonać wroga w wojnie na wyczerpanie. Snujesz przed nią plany zdobywania nie miast, a okolicznych wsi i odcinania linii zaopatrzenia, co spowoduje przymieranie wrogiej armii głodem i dezercje. Widzisz, że jej zaimponowałeś.

A jak już dochodzi do walki, to zauważasz, że jest bardzo podobna do swoich sióstr i koleżanek, choć na Wyspach walczyło przede wszystkim mięso armatnie, a elitarne jednostki były nieczęstym widokiem na polu bitwy. Wszak nie każdy się do tego nadawał. Tylko z pewnym rozrzewnieniem wspominasz tę warhammerową koleżankę i jej historie o magii, bohaterach i tak dalej. Nie oszukujmy się też – miłośniczka fantasy była sporo ładniejsza. No, ale Brytania woli autentyczność historyczną, zatem zapomnij o szpanowaniu kulami ognia czy odradzających się herosach. Jak tutaj ktoś zginie, to umarł, co dotyczy też królów i generałów.

Ale, ale! Wszak jesteśmy na wyspach, a to oznacza bitwy morskie. Brytania próbuje zainteresować cię opowieściami o abordażach, podpalaniu okrętów, desantach i czym tam jeszcze. Tylko szybko okazuje się, że nie ma w tym temacie wiele do powiedzenia, bo chyba postanowiła cały wątek nieco zignorować. Szkoda.

Zapomnij o szpanowaniu kulami ognia

Właśnie taką grą jest Total War Saga: Thrones of Britannia. Eksperymentem, o czym zresztą Creative Assembly mówiło wprost. Eksperymentem w zasadzie udanym, z ciekawymi, niespotykanymi dotąd w serii rozwiązaniami. Nie wszystkie się sprawdzają, niektóre wydają się być krokiem wstecz, inne dodają rozgrywce smaczku, jak na przykład globalna pula rekrutacyjna i losowa dostępność jednostek elitarnych. Te zmiany nie są może rewolucyjne, to dalej Total War, ale taki, którego trzeba się na nowo nauczyć, co nawet weteranowi zajmie ładnych parę godzin. To Total War, w którym trzeba pozbyć się starych nawyków i wypracować sobie nowe, w czym niestety tytuł nie pomaga. A kiedy już się to zrobi, zaczyna się czerpać z niego frajdę.

Tymczasem zerkam na zegarek, jest 4 nad ranem. Przegadaliśmy z Brytanią prawie całą noc. Nie było idealnie; nie wszystko mi się podobało, jej zresztą też nie. Nie wiem, czy mamy szansę na coś poważniejszego, ale na pewno jeszcze spróbujemy.

ZAGRAĆ?
WARTO
4.0

3
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
2 Komentarze
1 Odpowiedzi
0 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
reggieminator
Użytkownik

Bartoszu, kapitalnie napisana recenzja! Miło, że po tylu latach w branży potrafisz ciągle wychodzić poza schematy. Szanuję :]

Patryk Fijałkowski
Użytkownik

Ojejku, ale super. <3