Nagle też okazuje się, że konfederacje i dyplomacja mają sens, bo dużo łatwiej jest wcielić kogoś do swojego imperium niż żmudnie zdobywać jego tereny prowincja po prowincji. Szkoda tylko, że dyplomacja nadal leży, bo ileż mogę namawiać kogoś, kto mnie uwielbia, z kim mam wszystkie możliwe sojusze i od kogo jestem dużo potężniejszy, na dołączenie do mnie? No, ale też nie ma co narzekać - dyplomacja to od lat słaby punkt Total Wara, a poza tym to nie Europa Universalis - tu liczy się przede wszystkim sieczka na polu bitwy.A jakaż ta sieczka jest satysfakcjonująca i piękna! To znaczy sztuczna inteligencja nadal nie stanowi większego wyzwania dla bardziej ogarniętych graczy i możecie się spodziewać podobnego doświadczenia co w poprzedniej części, choć i tutaj pojawiły się drobne zmiany, jak na przykład uniwersalne jednostki, które równie dobrze radzą sobie na odległość, co w zwarciu. Różnice między poszczególnymi rasami są bardzo istotne - elfy polegają na włócznikach i jednostkach strzelających, skaveni zalewają przeciwnika słabymi jednostkami, ale najpierw zmiękczają go artylerią, a jaszczuroludzie… powiem wam, że widok stegadona wbijającego się w oddział elfickich łuczników to piękny widok.Bo Total War: Warhammer II to w ogóle piękna gra. Tereny są dużo bardziej zróżnicowane, bo mamy i pustynie, i las tropikalny, i mroźne pustkowia, a modele jednostek to istny majstersztyk. Szczególnie jaszczuroludzi i skavenów, gdzie pierwsi są bardzo kolorowi (w pasującej do settingu stylistyce), a drudzy poubierani w różne szmaty i skrawki wyposażenia zdobytego na pokonanych wrogach. I jak oni się ruszają! Nieraz łapałem się na pauzowaniu bitwy, przechodzeniu w tryb foto i przyglądaniu się przez parę minut skaczącym na przeciwnika saurusom czy klanbraciom rozbijanym przez szarżę srebrnych hełmów.Niestety, to wszystko kończy się wraz z odprawieniem finalnego rytuału i ostatnią, sztampową, ale jakże warhammerową, bitwą. Grze wybitnie brakuje endgame’u, który jak zwykle w serii sprowadza się do malowania mapy na kolor swojej frakcji. Naprawdę zaczynam obawiać się o losy kampanii Mortal Empires, czyli połączonych map z obu części. Najgorsze jednak jest to, że niezależnie od frakcji i jej celu, po opanowaniu Wiru praktycznie nic się nie zmienia. Jasne, dostajemy trochę bonusów w statystykach i doświadczeniu, przeciwnicy mają trudniej z magią, a wszystkie pozostałe frakcje mniej nas lubią, ale sama rozgrywka przestaje w jakikolwiek sposób różnić się od tego, co oferowała jedynka. I nie, dodatek w postaci klimatu, który różnie wpływa na poszczególne rasy nie ma tutaj większego znaczenia.Zabrakło mi czegoś na kształt rozwiązania z Shoguna II, gdzie po osiągnięciu odpowiednio silnej pozycji, wszyscy wypowiadali nam wojnę i rzucali się na nas. Tutaj teoretycznie to występuje, bo po odprawieniu finalnego rytuału nie jesteśmy w stanie zawrzeć pokoju z głównymi frakcjami, ale w praktyce mapa jest na tyle duża, że prawdopodobieństwo starcia z więcej niż jedną, może dwoma, jest minimalne.Tym oto sposobem dochodzimy do noty końcowej, która tak oczywista nie jest. Creative Assembly na pewno nie wykonało kroku wstecz i usprawnienia pojawiły się niemal wszędzie tam, gdzie było na nie miejsce. Do tego doszła naprawdę świetna kampania fabularna, która może nie zachwyca poziomem scenariusza (ten jest wybitnie warhammerowy), ale dodaje coś dotąd w grach z serii Total War niespotykanego - wspomnianą już dynamikę rozgrywki. I gdybym nie grał w poprzednią część, spokojnie wystawiłbym 4,5, może nawet 5, bo jako osobny byt jest to kapitalny Total War. Problem pojawia się w sytuacji, gdy na koncie ma się też jedynkę. Wtedy, mimo tych wszystkich zmian i usprawnień, to nadal Total War: Warhammer, a mimo dwójki w tytule jest to, przynajmniej dla mnie, bardzo rozbudowane DLC. Nadal świetne, ale jednocześnie za małe, by nazwać je pełnoprawną grą z rewolucyjnymi zmianami choćby ze względu na fakt, że po skończeniu kampanii nie oferuje więcej niż poprzedniczka. Dlatego przeklinam punktowy system ocen. Bo mimo wad, tytuł po prostu zasługuje na "warto", ale z gwiazdek wychodzi mi 3,5.