Zmien skórke
Logo Polygamii

PublicystykaNuclear launch detected – broń jądrowa w grach wideo

Kiedy gracz decyduje o apokalipsie…

Facebook Twitter Google Wykop

Jesteśmy świeżo po premierze nowego Metra i Far Cry’a, dwóch skrajnie różnych wizji postapokalipsy. Po lekturze recenzji Krzyśka i Dominika widać, że również w końcowym werdykcie jest spory rozstrzał. Aczkolwiek 2019 dopiero się zaczął i w tym roku czeka nas jeszcze kilka tytułów przesiąkniętych promieniowaniem. To idealna chwila na przybliżenie historii bomb nuklearnych w naszym interaktywnym medium.

Ośmiobitowa prehistoria

Reakcję łańcuchową rozpoczyna wydane w latach 80, stareńkie Theatre Europe. Ekranowi ładowania produkcji towarzyszyła ambientowa adaptacja „Give Peace A Chance” Johna Lennona. W grze przejmujemy kontrolę nad dowódcą NATO lub Układu Warszawskiego. W butach naczelnego wodza zimnowojennego sojuszu przychodzi nam podjąć decyzję o wystrzeleniu rakiet. Wpisując hasło MIDNIGHT SUN otrzymujemy dostęp do głowic. Chwilę po ich użyciu widać pierwszy growy, rozpikselowany grzybek atomowy. Choć rozgrywka była dość prosta i skupiała się na transferze jednostek między punktami na mapie, to możliwość wcielenia się w dygnitarza rządu stanowiła nader subtelny smaczek.

Nieco starsi pamiętają pewnie kultowy film „WarGames” z 1983 i towarzyszącą mu egranizację o tym samym tytule. Niestety naszym oczom nie ukaże się eksplozja, nie ma również możliwości wciśnięcia słynnego „czerwonego przycisku”. Rola gracza sprowadza się do ochrony Stanów Zjednoczonych przed ewentualnym konfliktem. Chociaż obraz zdobył sporą popularność (w 2008 nakręcono nawet nijaki sequel), to stał się także źródłem wielu fałszywych mitów zarówno o graczach, jak i hakerach.

Strategiczne średniowiecze

Przenieśmy się w czasie do momentu wydania pierwszej Cywilizacji Sida Meiera. Właśnie w tej serii pojawił się moralny i polityczny aspekt zrzucenia nuklearnych ładunków. Jednak o ile bomby występują w całym cyklu, to dopiero trzecia część znacznie rozbudowuje ten motyw. Korzystanie z naukowych osiągnięć jest na porządku dziennym, zaś „przodownikiem pracy” w tym aspekcie jest pewien pacyfistyczny filozof…

Mający już ponad 20 lat na karku StarCraft nie tylko zrewolucjonizował swój gatunek, lecz podłożył również fundament pod profesjonalny e-sport. Niemniej w naszym zestawieniu pojawia się z innego powodu. Podczas kosmicznej przygody zobaczymy, że w przyszłości ludzkość nadal korzysta z technologicznych sukcesów Projektu Manhattan. W wydanym półtora roku temu remasterze, posługując się pomocą snajperów – Duchów, ujrzymy efektowny wybuch. Aczkolwiek bardziej widowiskową detonację zaobserwujemy w pełnoprawnej kontynuacji.

Początek XXI wieku był naprawdę złotym okresem dla RTS-ów. Moje serce skradło Rise of Nations, stojące nieco na uboczu największych hitów tamtego okresu. Strategia pozwalała przejąć kontrolę nad jedną z 10 grywalnych nacji i poprowadzić do boju armię złożoną z ponad 160 różnych jednostek. Jako przywódca frakcji, na przestrzeni pięciu tysięcy lat odkrywamy kolejne technologie, by finalnie dysponować potężnym pociskiem nuklearnym. Gdy zdecydujemy się na atak korzystając z tej broni, naszym oczom ukaże się całkiem ładnie animowany grzybek atomowy.

W 2006 roku wyszedł DEFCON, ponadczasowy symulator wojny termojądrowej. Produkcja wyraźnie nawiązuje do wspomnianych we wstępie korzeni gatunku i zachowuje podobnie ascetyczny styl graficzny. Choć na własne oczy nie zobaczymy eksplozji, to zwiększający się licznik śmierci i zmierzający w naszą stronę kontratak potrafi podnieść ciśnienie. Impulsem do wydania dwa lata później, polskiej edycji pudełkowej była próba odcięcia kuponów od filmu pt. „Gry wojenne: Kod śmierci”. Zaletą płynącą z tak poprowadzonego marketingu była popularyzacja tej dość niszowej gry dla polskiej społeczności.

Przyglądając się okładce World in Conflict z miejsca widać, że mamy do przed sobą tytuł z alternatywną wizją zimnej wojny. Zakładając mundur głównego generała Stanów Zjednoczonych walczymy ze Związkiem Radzieckim, zaś w dodatku „Soviet Assault” poznajemy genezę konfliktu i perspektywę wojny z drugiej strony barykady. W przeciwieństwie do klasycznych strategii nie rozbudowujemy tutaj bazy, a posiłki rekrutujemy za zdobyte w trakcie misji punkty. Trzymając się głównego wątku poniżej spektakularny wybuch:

Strzelankowy renesans

Pomimo że wszystkie Metal Gear Solid kręcą się wokół broni nuklearnej, to dopiero w trzeciej części mogliśmy zobaczyć jak pułkownik Volgin posyła w placówkę badawczą pocisk z ręcznej wyrzutni, przypominającej M388 Davy Crockett. Cała ta scena została przedstawiona w zgodzie z duchem Kojimy, czyli jest pompatycznie, pełno kampu. Emocjonalne „Remember the Alamo!” wypowiadane przez oficera jest dosyć groteskowe zważywszy, że jednym z dowódców w powiązanej bitwie o Teksas był imiennikiem wspomnianej armaty.

Seria F.E.A.R. mimo że z każda kolejną odsłoną rozmieniała się na drobne, to cały czas była niezłym shooterem. Osobiście najlepiej wspominam jedynkę, niejednokrotnie zdarzyło mi się podskoczyć na krześle z wrażenia. W kontekście masowej zagłady, dwie pierwsze części ukazują tę samą detonację w dwóch różnych ujęciach.

Rok 2007 zapisał się złotymi zgłoskami na kartach historii. Premierę miały wówczas takie gry jak Call of Duty 4: Modern Warfare, S.T.A.L.K.E.R., czy Command & Conquer 3. Wszystkie te pozycje łączy wspólny, radioaktywny dodatek. Jeżeli chodzi o scenę chwytającą za serce, to nigdy nie zapomnę wrażenia, które wywarł na mnie końcowy lot helikopterem w CoD-zie.

Każdy szanujący się gracz Fallouta 3 nie powinien sobie odpuścić przyjemności, którą jest uzbrojenie głowicy pod Megatoną. Później w towarzystwie tajemniczego pana Burke’a detonujemy ładunek z bezpiecznej odległości i przyglądamy się dezintegracji osady. Ponadto w trakcie rozgrywki możemy zdobyć tzw. Grubasa, najmocniejszą broni w grze. Przemierzając pustkowie będąc wyposażonym w mini atomówki, spotkanie Szpona Śmierci nie będzie już straszne.

Trudne warunki atmosferyczne zmusiły Helghastów w cyklu Killzone do przywdziania charakterystycznych kombinezonów. Ci bezwzględni żołnierze, wychowani w nienawiści do ludzkości i manipulowani przez propagandę Imperium nie cofną się przed niczym. Dlatego, kiedy stolica ich rodzinnej planety zostaje zajęta przez Międzyplanetarny Sojusz Strategiczny, Scolar Visari (przywódca Helghan) decyduje się na bombardowanie miasta.

Czasy najnowsze

Z Metra: Last Light klimat wprost wylewa się z ekranu i głośników. Przygnębiające, brudne otoczenie, zdesperowani ludzie walczący o przetrwanie, czy wreszcie ataki mutantów. Twórcy garściami zapożyczyli najciekawsze elementy z survival horrorów. Całość została podlana fenomenalną oprawą audiowizualną, która łączy się z autorska mechanika rozprzestrzeniania się ognia. Niemniej w tym przeglądzie produkcja pojawiła się ze względu na wyjątkową retrospekcję w samolocie.

Stawkę zamyka ubiegłoroczny Far Cry 5. Rodzinę Seedów poznajemy jako nawiedzonych fanatyków kultu dnia ostatecznego. Choć początkowo wydawało się, że Ubisoft zamierza stworzyć poważny komentarz polityczny, to już po pierwszych godzinach widać, że gry nie należy traktować serio. Jest bowiem luźnym pastiszem Stanów Zjednoczonych, podanym w groteskowym humorze. Aczkolwiek gdy naszymi decyzjami odpowiednio poprowadzimy rodzący się ruch oporu, to żarty się skończą i w finale gry zobaczymy liczne detonacje pocisków jądrowych. Tym samym zakończenie zbudowało podwaliny pod najnowszą odsłonę cyklu.

Wystrzałowa przyszłość

To oczywiście jedynie skromna część gier w których mamy okazję użyć głowic atomowych. Dodatkowo warto podkreślić fakt, że w tym roku będziemy wyjątkowo rozpieszczeni, jeżeli chodzi o (post)apokalipsę. Temat ten pojawi się między innymi w: Rage 2, Biomutant, czy nawet The Outer Worlds. Zanim jednak podyskutujemy o przyszłości, dajcie znać która eksplozja zrobiła na was największe wrażenie.

5
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
3 Komentarze
2 Odpowiedzi
3 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
soulsonist
Użytkownik

*rozglada sie patrzac kiedy Simplex przybedzie przywolany zakleciem ukrytym w tytule* 🙂

TurboGad
Użytkownik

Wpadnie na lunch, hehe

soulsonist
Użytkownik

spoznil sie 🙂

kano777
Użytkownik

Uwielbiałem w pierwszej Cywilizacji sadzić pociskami nuklearnymi na lewo i prawo, kiedyś nawet udało mi się doprowadzić w ten sposób do zmiany klimatu i globalnego podmoknięcia wszystkich terenów zielonych.

lirogon
Użytkownik

Jak już omawiamy historycznie, to myślę, że warto byłoby wspomnieć Nuclear War z czasów Amigi. Strategia turowa o niebywałej grywalności. Obawiam się, że z powodów politycznej poprawności obecnie by nie przeszła. Aha, i był tam też Gandhi 🙂