Zmien skórke
Logo Polygamii

PublicystykaNa tapecie: Red Dead Redemption 2

Dziś zamiast klubu dyskusyjnego, powracamy do dawno niewidzianego formatu. Przedstawiamy zapis redakcyjnych rozmów na temat Red Dead Redemption 2, toczonych przez ostatni miesiąc.

Facebook Twitter Google Wykop

Uwaga: w tekście mogą pojawić się drobne spoilery odnoszące się do zadań pobocznych. Nic wielkiego, ale czujcie się ostrzeżeni.

Krzysztof Kempski: Po dzisiejszej slackowej rozmowie z Dominikiem odnoszącej się do pobocznego questu z pijakiem i misji, w której wspieramy jako szofer protest kobiet, od scenariusza Red Dead Redemption 2 jakoś tak przeszliśmy płynnie do fabuły, a następnie mechaniki Kingdom Come Deliverance. Wtedy do głowy przyszła mi myśl, że w sumie Rockstar zrobił świetnie to, co próbowali uzyskać developerzy Daniela Vavry. Udało im się to, bo wiedzieli, gdzie przebiega granica pomiędzy wzbogacaniem immersji dzięki dodaniu do rozgrywki elementów realizmu, a gdzie zaczyna się zwykłe męczenie gracza. Bo mam wrażenie, że gry też obowiązuje pojęcie doliny niesamowitości. Red Dead Redemption 2 to sandboks ze wszech miar wyjątkowy, bo właśnie… powolny. Rozbudowane animacje podnoszenia przedmiotów, wyczesywanie koni, wreszcie toporne strzelaniny, nijak nie porównywalne do dynamicznego Gunslingera.

Cierpiałem, próbując kogoś zastrzelić po wbiciu 40 poziomów w Black Opsie IIII, ale tu gra nie zabijała mnie jednym strzałem, tylko dość cierpliwie czekała aż przyceluję i strzelę. Bo właśnie owa powolność i quasi realizm były dla Rockstara celem, a nie wypadkiem przy pracy. Jako człowiek ogrywający większość gier do recenzji pod dyktando zegarka zapomniałem już trochę, jak to jest po prostu delektować się grą. I to, że znów poczułem czystą radość z siedzenia przed konsolą nie wynika wcale z tego, że za zabawę musiałem sam zapłacić.

Dominik Gąska: Ej, i co, dobry ten quest z pijakiem, co? Dla mnie to jest, poza tym, co napisałeś (i z czym się zdecydowanie zgadzam – to dużo bardziej “fun” gra), kolejny argument za wyższością RDR2 nad Kingdom Come. Skoro już porównujemy. Gra Rockstara jest dużo lepiej napisana. Pokazuje, że da się jeszcze w grach poruszać trudne tematy bez ich upraszczania i trywializowania. Bez dziecinnego tłumaczenia się z tej trywializacji stwierdzeniami w rodzaju: “no co, przecież tak było”. Wyobraźcie sobie grę, która pokazuje niewolnictwo jako taką sobie zupełnie zwyczajną, codzienną rzecz, która nikomu nie przeszkadza, która jest generalnie nawet spoko, na zasadzie “za starych dobrych czasów”, i jej twórców, mówiących: “no co, przecież tak było”. Brr. Na szczęście Red Dead Redemption 2 nie jest taką grą.

K: Nawet świetnie napisany, ale nie zdradzajmy może więcej szczegółów. Jak będziecie w Rhodes, przeszukajcie po prostu okoliczne ławeczki, a na pewno traficie. Ja nie znalazłem tego sam, ale po radzie Dominika, gra nie przeszkodziła mi zrobić fabularnego kroku w tył, żeby ponownie przekonać się, jak niezwykłych scenarzystów ma Rockstar. Jeszcze trochę godzin przede mną, więc nie wypowiem się, czy historia jest bardziej spasowaną całością, niż w przypadku GTA V (tam nie była). Ponownie jednak w tej układance zdecydowanie są momenty i trudne tematy, nieraz nawiązujące i do naszej codzienności. Co prawda tym razem z oczywistych względów nie dało się napisać dialogu o Joginie z fiksacją analną, ale Rockstar zdecydowanie znalazł sposób, by gra nie zamykała się w sztywnych ramach roku 1899.

D: Dużo się mówi i pisze o tych wszystkich rozmaitych powolnych i rozbudowanych systemach, służących kreacji świata i wpływających na jego antentyzm. To, że animacje takie długie, że jest ich tyle. Że tak dużo podróżowania. Że “nudne”. Co o tym myślicie?

Ja jestem całkowicie po drugiej stronie. Te wszystkie rzeczy do czegoś służą, potrafią wzbogacić moją grę. Przykład dosłownie sprzed chwili (wstałem od konsoli, żeby to napisać). Czasami można w grze dostać cynk o domu, wartym obrobienia. No i postanowiłem jeden taki sprawdzić, żeby dokonać jakiegoś napadu samodzielnie. Podjeżdżam w nocy, po cichu wchodzę do domu i jestem świadkiem kłótni syna z ojcem, wynika, że alkoholikiem. Chwilę się kłócą, po czym syn wychodzi z pokoju i mnie zauważa. Potyka się, a ojciec wyjmuje broń. Zabijam go szybko, kieruję broń na syna. Ten błaga o swoje życie, wyjawia, że pieniądze są w kominie, żebym tylko go oszczędził.

I wtedy sobie przypominam. Znów zapomniałem założyć maskę przed popełnieniem przestępstwa. Jak go wypuszczę, to na mnie doniesie. Nie chodzi tu o tę grzywnę, którą by na mnie gra naliczyła, jakieś 10 dolarów czy inną absurdalnie niską sumę. Chodzi o zasadę. Nie chcę, żeby ktoś wiedział, że obrabiam jakichś niewinnych ludzi na pustkowiu. Więc strzelam mu w głowę.

W kominie znajduję 50 dolarów. W napadzie na bank chwilę wcześniej zarobiłem 2,5 tysiąca. W pokoju chłopaka znajduję list od matki. Mówi, żeby uciekł od ojca i wrócił do niej. Strasznie żałuję. I myślę o tym chłopaku, który miał pecha, bo zapomniałem, żeby przed napadem nacisnąć LB i z koła szybkiego wyboru wybrać maskę.

Joanna Pamięta-Borkowska: To super. Tak ogólnie mowie.

Adam Piechota: Red Dead osiąga maestrię w wynagradzaniu poświęconego czasu. Uwielbiam czytać te wszystkie historyjki. Nawet jeśli z niemałym bólem serca sam z nich najczęściej rezygnowałem, żeby tylko posuwać się dalej w pracach nad recenzją. Pięknym przykładem są tutaj również imprezy w obozie. Czy weźmiesz w nich udział, czy pójdziesz spać? Jeśli weźmiesz – czy siądziesz przy ognisku i będziesz słuchał hiszpańskich piosenek, czy zalejesz robaka i będziesz oglądał rodzinę (bo w gangu naprawdę czuć emocje) przez filtr “fazy”? A może postanowisz pogrzebać i odkryjesz, że ci, których dookoła ognia brakuje, rozpracowują prywatne konflikty gdzieś w oddali albo właśnie wyciągają sobie z przeszłości brudy, o jakich inaczej byś się nie dowiedział? To w ogóle Waszym zdaniem możliwe, żeby ktoś nie umiał tego w żaden sposób docenić i przed telewizorem odczuwał się wyłącznie nieustannie terroryzowany przez deweloperów?

K: W ogóle członkowie gangu to potężny temat do analizy. Ich znikanie i pojawianie się w obozie z nowymi opracowanymi pomysłami na kasę… Podoba mi się też, jak Rockstar wykorzystuje misję do budowania relacji z postaciami. Praktycznie każda postać specjalizuje się w czymś innym. I nawet jeżeli obóz traktujemy jako miejsce do brania kolejnych zleceń, szybko porządkujemy sobie bohaterów na zasadzie: to jest ten gość co napada na pociągi, ona udając bezbronną kobietę przygotowuje najlepsze zasadzki.

Z tamtym zaś niezależnie czy mowa o polowaniu czy ataku na dyliżans zadania kończą się ratowaniem mu dupy. Choć i tu Rockstar nie trzyma się schematów ściśle, bo czasami w ramach odmiany największy raptus zdecyduje się skradać, a mistrz pakowania się w kłopoty sam nas z nich wyciągnie.

D: Adam, co do Twojego pytania – tak, pewnie, że jest to możliwe. Przecież nawet słychać takie głosy. Ludzi, którzy twierdzą, że gra marnuje ich czas. Którzy chcieliby iść od misji do misji i nie zajmować się całym tym budowaniem autentyzmu.

Rozumiem ich frustrację, ale w przypadku Red Dead Redemption 2 – dużo bardziej niż w przypadku GTA V – jest to spójne z całą grą. Z tym czym ona jest i o czym ona jest. Te wszystkie powolne momenty są potrzebne. Myślę jeszcze o tej mojej historii z zabiciem chłopaka – po tej akcji ja autentycznie zacząłem chętniej pomagać przypadkowym ludziom w ich problemach, bo czułem potrzebę odkupienia. He he.

Bartosz Stodolny: A ja wam powiem, że boję się grać w RDR2. Wszyscy się nią zachwycają, ja również po tych paru godzinach, ale to olbrzymia gra, a ja nie mam ostatnio zbyt wiele czasu. I właśnie tego się boję, że grając godzinę dziennie najpierw się niesamowicie wciągnę, by zaraz potem popaść we frustrację, bo muszę kończyć i jutro zagrać nie będę mógł, bo coś tam.

Natomiast nie do końca mi się podoba ten pseudo realizm. Bo brak szybkiej podróży jakoś zniosę, tym bardziej, że są dyliżanse i kolej, ale już irytuje mnie, że muszę jeść, pić, karmić konia, bo inaczej paski się nie odnawiają. No i to mycie się. Po co? Siłą gier Rockstara są świat, ciekawe postacie, fajne zadania poboczne i dobrze napisany scenariusz. Nie muszę mieć elementów survivalu, żeby poczuć się w niego wsiąkniętym.

J: A musisz robić siku? Bo jak nie, to nie gram.

B: Chyba nie. Gorzej, że musisz robić siku w realu, więc odrywasz się od gry <szuka wiadra>.

K: Jak chcesz siku robić w grze to polecam SCUM-a. Dwójeczka też zaimplementowana.

D: Bartek, no właśnie tak. Te elementy są potrzebne i ich rolę odkrywasz w miarę gry, ale dokładnie – do tego potrzeba czasu. Dlatego nie zazdroszczę Adamowi, który grał do recenzji. Tu trzeba robić rzeczy powoli, trzeba grać godzinami, trzeba wpaść w ten rytm by później odkrywać takie przygody.

Jak ja wczoraj po pewnym dramatycznym wydarzeniu w fabule stwierdziłem, że muszę odpocząć od tego gówna i zająłem się polowaniem. Wcześniej wydawało mi się niepotrzebne i bez sensu skomplikowane. A właśnie w tym momencie gry odkryłem jego głębię, a mój bohater znalazł w nim spokój.

B: No dobra, spoko. I jak to jest właśnie takie opcjonalne, żeby odpocząć, to ja jestem bardzo chętny. Tylko denerwuje mnie, że gra to na mnie wymusza i w chwili, kiedy akurat chcę się skupić na jakimś zadaniu, muszę poszukać jedzenia, bo akurat nie uzupełniłem wałówki.

D: Z czasem odkryjesz, że stan tych znaczników nie ma aż tak wielkiego znaczenia, a jak nie chcesz jeść – możesz po prostu użyć lekarstwa by odzyskać zdrowie od razu, nawet w trakcie walki. Takie regularne jedzenie też jest w tej grze raczej opcjonalne.

B: Tak, tylko to nadal jest coś, co mnie odrywa od tego, czym się w danej chwili zajmuję. Ale może to ja, bo grając w dziesiątki survivali jestem wyczulony na stan wszystkich pasków i ich wpływ na postać.

D: Ale żeby nie było, że taki jestem bezkrytyczny – co mi nie leży i czego w zasadzie nie rozumiem, to strzelanie w tej grze. Rockstar zrobił fenomenalnego Maxa Payne’a 3 ze świetnym strzelaniem. Czemu w Red Dead Redemption 2 opierają akcję na systemie z GTA, gdzie trafić jest trudno, daje to mało frajdy i bez przyklejania się celownika do przeciwników praktycznie nie da się grać? Trudno mi znaleźć odpowiedź na to pytanie.

B: Ja na padzie zawsze gram z asystą celowania, bo strzelać to się powinno myszką i klawiaturą. Natomiast to prawda z tym co piszesz i to w sumie kolejna rzecz, która mnie denerwuje. Wszystko jest ślamazarne, a czasem mam wrażenie, że strzelanie działa z opóźnieniem. Najpierw nacisnę trigger na padzie, a dopiero po sekundzie Morgan wali z karabinu. No i nie rozumiem, dlaczego raz z tego karabinu wystrzeli dwukrotnie pod rząd, a kiedy indziej między jednym strzałem a drugim muszę dodatkowo wcisnąć trigger, żeby naciągnąć kurek. I w ogóle responsywność tej gry przypomina mi momentami nieudolny port, w którym ktoś próbuje na siłę emulować myszkę i klawiaturę.

i w ogóle to jest chujowa gra, 5/10

K: Niby strzelanie rzeczywiście jest problemem, ale Rockstar wymyślił pewne obejście problemu. Po klepnięciu triggera od przycelowania, celownik automatycznie ląduje na najbliższym przeciwniku i nie trzeba nim majtać. Do kolejnego wroga można przemieścić celownik w ten sam sposób. No i są te wszystkie bajery typu spowolnienie czasu po którym nasz przeciwnik robi sieczkę z wrogów. Ale zgoda, jeżeli bardziej interesuje was strzelanie, Gunslinger nie ma sobie równych.

D: No ten system z przyklejaniem to jest od GTA: Vice City przynajmniej (nie pamiętam GTA 3). Więc nie jest tak, że to wymyślili teraz. I on działa w tym sensie, że jest funkcjonalny i pozwala w to grać. Ale nie daje specjalnie frajdy. W GTA mi to nie przeszkadzało, bo akcja w tej grze była dużo bardziej skomplikowana, więcej się tam działo, więc takie uproszczone strzelanie się sprawdzało. Tutaj, gdy te strzelaniny są w większości dość proste, przydałby się bardziej interesujący system.

K: Pełna zgoda, firma która wydaje tak świetną technologicznie grę, powinna znaleźć przez tyle lat czas na zaprojektowanie ciekawszego systemu strzelania. Zwłaszcza, że wszystko inne ma już na najwyższym poziomie. Bo poza tym spod RDR2 wyrasta coś, co zdaje się zahaczać poza obecną generację. Widać co prawda, że grze brakuje nieco mocy sprzętowej na tekstury, ale mimo wszystko całość od strony artystycznej powala. Pracujące mięśnie koni (mam na myśli uda) koła dyliżansów z widocznym biciem od reakcji dynamicznych (temat wyważania kół wtedy totalnie nie istniał), powstające koleiny, wreszcie górskie pejzaże… Wstyd, żeby tak świetna technologicznie gra miała jakikolwiek problem na poziomie mechaniki strzelania. Bo ten z rozmazanymi teksturami na mocnym pececie z pewnością zniknie.

jakiś czas później…

B: No dobra, minęło trochę czasu od premiery i powyższych wypowiedzi, hype opadł i… nie gram. Nie czuję potrzeby, wróciłem do peceta i w wolnych chwilach bawię się innymi tytułami. Przy czym nie uważam RDR2 za złą grę, wręcz przeciwnie – Rockstar znowu pokazał, że potrafi dostarczyć kapitalną produkcję. Tylko że ciągle nie mam czasu i boję się, że nie tyle się nie wciągnę, co będę zły, że mogę tej grze poświęcić maksymalnie godzinę i to nie codziennie.

D: Ja z kolei gram cały czas i wciąż uważam, że to świetna gra. Ale też im więcej czasu mija, tym bardziej widzę, że nie jest to jakiś mesjasz gier wideo, a po prostu kolejna produkcja Rockstara. Z wszystkimi tego konsekwencjami. Najbardziej rozczarowującą z nich jest chyba to, jak przy robieniu wielkich, otwartych światów ta firma wciąż nie chce zaufać graczowi, żeby bawił się w nich tak, jak mu się podoba. Na własnych warunkach. Szczególnie widać to w misjach, w których nie czujemy się jak bandyta na dzikim zachodzie, a raczej jak aktor grający bandytę na dzikim zachodzie i muszący wszystko robić zgodnie z drobiazgowymi wytycznymi reżysera.

W jednej z nic musiałem zatrzymać uciekający mi powóz. Podjechałem do niego konno na tyle blisko, że mogłem już zastrzelić woźnicę. Wyjąłem rewolwer, celuję i… Gra zablokowała mi możliwość strzelania. Bo twórcy wymyślili sobie, że akurat w tej sekwencji mam dognić powóz, wskoczyć na niego i zrzucić woźnicę.

Strasznie mnie to zirytowało. Co by się takiego stało, jakbym to zrobił po swojemu, że aż musieli to w tak nienaturalny sposób zablokować? Nic, kompletnie, ale misja nie przebiegłaby zgodnie ze scenariuszem. To jest coś, co Rockstarowi wciąż nie leży i trochę szkoda, że tak jest.

15
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
7 Komentarze
8 Odpowiedzi
11 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Simplex
Użytkownik

Fajnie, że wzięliście RDR2 na tapet 🙂

(Napisałem ten komentarz wyłącznie po to aby utrwalać poprawne użycie zwrotu “wziąć coś na tapet”, a nie “na tapetę”.
https://prostypolski.pl/wziac-na-tapet-czy-na-tapete/ )

Bartosz Stodolny
Administrator

Pamiętam, że jak się o tym dowiedziałem, to na początku byłem bardzo zdziwiony. A potem zacząłem się zastanawiać, po cholerę brać coś na tapetę, przecież to bez sensu 🙂

Simplex
Użytkownik
chyzwar
Użytkownik

A ja myślałem, że „gęsi” miało znaczyć „gorsi”. Polacy nie gorsi. Ciekawe.

Bartosz Stodolny
Administrator

Nie klikałem, ale chodzi o to, że gęsi w tym przypadku to nie zwierzęta nazwane tak na cześć redaktora Gąski, tylko “gorsi”? Tak, to wiedziałem. Ale ostatnią rewelacją było dla mnie “odnośnie do czegoś”, a nie po prostu “odnośnie czegoś” 🙂

Simplex
Użytkownik

Chodzi o to że Polacy mają swój język, a nie język gęsi (ani nie kaczy, ani koński 😉 )

ZeusEx
Użytkownik

Ja się tej gry boję i dlatego jeszcze jej nie kupiłem. Wszystko tam idzie tak wolno i wymaga tyle czasu. Nawet gdybym mógł poświęcić jej średnio 2 godziny dziennie to w tym tempie przejście tego wszystkiego z zadaniami pobocznymi zajęłoby mi tyle czasu, że pewnie po drodze znudziłbym się juz tym światem. Serio. To nie jest gra dla starych ludzi ( 😛 ) Takie mam wrażenie.

TheMisterA
Użytkownik

Mi zajęło równo miesiąc, nawet + kilka dni. Ta gra jest dla starych ludzi. Ktoś młodszy nie doceni całości. No i to właśnie nie jest taki kompulsywny openworld, dla mających za dużo czasu dzieciaków.

Aimagylop
Użytkownik

Z całego tego budowania autentyzmu i immersji podoba mi się możliwość robienia zakupów oraz brania kąpieli w trakcie strzelaniny po napadzie na bank. To jest bardzo realistyczne że strzały nie ustają gdy siedzisz w wannie.

bezloginu
Użytkownik

ja dopiero w szóstym rozdziale, gdy artur jest wychudzony, blady, bez żadnych złudzeń i nadziei, odkryłem przyjemność z bandyctwa. jeżdżę sobie spokojnie po świecie i napadam na sklepy, dyliżansy czy swojsko morduję sobie ludzi na szlaku. do obozu już nawet nie zaglądam, co jeszcze bardziej mi akcentuje rozbicie gangu. szkoda tylko, że nie dodali możliwości bójek w obozie.
zrezygnowany artur najlepszym arturem.

Sasilton
Użytkownik

Ja miałem na odwrót. Pomagam ludziom i rozdaje im pieniądze.

JohnStar
Użytkownik

Gra to absolutny top. Świat przedstawiony jest klimatyczny, ma ręce i nogi i jest po prostu śliczny. Ludzie którzy narzekają na tempo rozgrywki moim zdaniem nie mają racji. Tempo i rozwiązania (brak szybkich podróży na mapie itp, przeszukiwanie itp.) to wszystko ma sens to ma tak wyglądać, bo podczas tych zwykłych czynności, może się wydarzyć “coś więcej” i na to “coś” człowiek się ślini. Bo historia w tej grze jest najważniejsza, historia straconych ideałów, przemijający czas itp. Ja w tej grze odkrywam pokłady dziwnego spokoju, i polując na aligatora w zamglonych bagnach, nagle tracę tą chęć pędu na łeb na… Czytaj więcej »

kolson
Użytkownik

A ja właśnie tak gram, tzn. po kilka godzin w tygodniu (od momentu premiery), i na razie nie mam ochoty na żaden inny tytuł. W takim tempie skończę pewnie gdzieś na przełomie stycznia i lutego, co mnie trochę smuci, ponieważ na horyzoncie nie majaczy żadna produkcja, w którą chciałbym zagrać.
RDR2 to jednak inna liga niż większość tytułów AAA, które, stosując analogię filmową, umiejscowić można w okolicach hollywoodzkich produkcyjniaków.

antyszyba
Użytkownik

Najlepsze jest to, że gra w swoim powolnym tempie nie pozwala się za bardzo nudzić i tak. Długie podróże potrafią być bardzo czasochłonne, ale z drugiej strony najczęściej gra rzuca nam zadania nie tak daleko od zakończenia poprzedniego. Jeśli już ruszamy w podróż do znacznika to nierzadko też coś po drodze nas spotka, nieznajomy potrzebujący pomocy. To jest kolejna fajna rzecz, którą zrobiło Rockstar – zadania poboczne. Są świetne, nienachalne, często przypadkowe. Mało kto to docenia, bo ubi-gracze są przyzwyczajeni do miast, w których masz 20 znaczników i przed zadaniem głównym trzeba je odbębnić albo pojechać na plaże, bo tak… Czytaj więcej »