Krzysztof Kempski: Po dzisiejszej slackowej rozmowie z Dominikiem odnoszącej się do pobocznego questu z pijakiem i misji, w której wspieramy jako szofer protest kobiet, od scenariusza Red Dead Redemption 2 jakoś tak przeszliśmy płynnie do fabuły, a następnie mechaniki Kingdom Come Deliverance. Wtedy do głowy przyszła mi myśl, że w sumie Rockstar zrobił świetnie to, co próbowali uzyskać developerzy Daniela Vavry. Udało im się to, bo wiedzieli, gdzie przebiega granica pomiędzy wzbogacaniem immersji dzięki dodaniu do rozgrywki elementów realizmu, a gdzie zaczyna się zwykłe męczenie gracza. Bo mam wrażenie, że gry też obowiązuje pojęcie doliny niesamowitości. Red Dead Redemption 2 to sandboks ze wszech miar wyjątkowy, bo właśnie... powolny. Rozbudowane animacje podnoszenia przedmiotów, wyczesywanie koni, wreszcie toporne strzelaniny, nijak nie porównywalne do dynamicznego Gunslingera.Cierpiałem, próbując kogoś zastrzelić po wbiciu 40 poziomów w Black Opsie IIII, ale tu gra nie zabijała mnie jednym strzałem, tylko dość cierpliwie czekała aż przyceluję i strzelę. Bo właśnie owa powolność i quasi realizm były dla Rockstara celem, a nie wypadkiem przy pracy. Jako człowiek ogrywający większość gier do recenzji pod dyktando zegarka zapomniałem już trochę, jak to jest po prostu delektować się grą. I to, że znów poczułem czystą radość z siedzenia przed konsolą nie wynika wcale z tego, że za zabawę musiałem sam zapłacić.Dominik Gąska: Ej, i co, dobry ten quest z pijakiem, co? Dla mnie to jest, poza tym, co napisałeś (i z czym się zdecydowanie zgadzam - to dużo bardziej “fun” gra), kolejny argument za wyższością RDR2 nad Kingdom Come. Skoro już porównujemy. Gra Rockstara jest dużo lepiej napisana. Pokazuje, że da się jeszcze w grach poruszać trudne tematy bez ich upraszczania i trywializowania. Bez dziecinnego tłumaczenia się z tej trywializacji stwierdzeniami w rodzaju: “no co, przecież tak było”. Wyobraźcie sobie grę, która pokazuje niewolnictwo jako taką sobie zupełnie zwyczajną, codzienną rzecz, która nikomu nie przeszkadza, która jest generalnie nawet spoko, na zasadzie “za starych dobrych czasów”, i jej twórców, mówiących: “no co, przecież tak było”. Brr. Na szczęście Red Dead Redemption 2 nie jest taką grą.K: Nawet świetnie napisany, ale nie zdradzajmy może więcej szczegółów. Jak będziecie w Rhodes, przeszukajcie po prostu okoliczne ławeczki, a na pewno traficie. Ja nie znalazłem tego sam, ale po radzie Dominika, gra nie przeszkodziła mi zrobić fabularnego kroku w tył, żeby ponownie przekonać się, jak niezwykłych scenarzystów ma Rockstar. Jeszcze trochę godzin przede mną, więc nie wypowiem się, czy historia jest bardziej spasowaną całością, niż w przypadku GTA V (tam nie była). Ponownie jednak w tej układance zdecydowanie są momenty i trudne tematy, nieraz nawiązujące i do naszej codzienności. Co prawda tym razem z oczywistych względów nie dało się napisać dialogu o Joginie z fiksacją analną, ale Rockstar zdecydowanie znalazł sposób, by gra nie zamykała się w sztywnych ramach roku 1899.D: Dużo się mówi i pisze o tych wszystkich rozmaitych powolnych i rozbudowanych systemach, służących kreacji świata i wpływających na jego antentyzm. To, że animacje takie długie, że jest ich tyle. Że tak dużo podróżowania. Że “nudne”. Co o tym myślicie?Ja jestem całkowicie po drugiej stronie. Te wszystkie rzeczy do czegoś służą, potrafią wzbogacić moją grę. Przykład dosłownie sprzed chwili (wstałem od konsoli, żeby to napisać). Czasami można w grze dostać cynk o domu, wartym obrobienia. No i postanowiłem jeden taki sprawdzić, żeby dokonać jakiegoś napadu samodzielnie. Podjeżdżam w nocy, po cichu wchodzę do domu i jestem świadkiem kłótni syna z ojcem, wynika, że alkoholikiem. Chwilę się kłócą, po czym syn wychodzi z pokoju i mnie zauważa. Potyka się, a ojciec wyjmuje broń. Zabijam go szybko, kieruję broń na syna. Ten błaga o swoje życie, wyjawia, że pieniądze są w kominie, żebym tylko go oszczędził.RECENZJA ADAMA