Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeFallout 76 – recenzja. Przeminęło z radioaktywnym wiatrem…

Fallout jak Scarlett, miota się między emocjami a ambicją, więc w efekcie nie zaspokaja żadnego ze swych skrytych pragnień.

A tych było wiele. Miałam wyjść z Vaulta i wraz z innymi ocalonymi uczynić z Zachodniej Wirginii miejsce zdatne do zamieszkania. To my mieliśmy tchnąć życie w to przygnębiające miejsce. Uzdatnić wodę, zaprowadzić porządek, wyczyścić lokację z supermutantów, zbuntowanych robotów i, na deser, latających paskud. Nie było to łatwe zadanie, bo ludzie, z którymi miałam tworzyć społeczność, okazali się jacyś tacy niemi, nieskorzy do wszelkiej interakcji. Ot, pohandlować, pomachać ręką albo… zastrzelić. Kiedy z dwójką z nich utworzyłam drużynę, która miała być jakimś zrębem społeczności, nie byliśmy nawet w stanie zbudować wspólnej osady – nasze szpetne domy dzieliło wiele metrów.

Platforma: PC, PS4, Xbox One
Producent: Bethesda Softworks
Wydawca: Bethesda Softworks
Data premiery: 14.11.2018
Wersja PL: Napisy
Wymagania sprzętowe: Windows 7/8/10, Intel Core i5-6600k 3.5 GHz, 8 GB RAM, NVIDIA GTX 780 3GB
Grę do recenzji dostarczył dystrybutor. Graliśmy na PC. Zdjęcia pochodzą od redakcji.

Depresyjność miejsca pogłębiają pozostałości po mieszkańcach. Domy wyglądają, jakby dopiero co ktoś w nich mieszkał. Stoły nakryte do obiadu, zabawki porozrzucane po podłodze, jakieś listy, fragmenty pamiętników w ciągle działających komputerach. Co więcej, w wielu miejscach walają się ciała, których ani pierwsza fala ocalałych, ani druga, nie pochowały. Nie wyobrażam sobie przemierzania tego świata w pojedynkę– to musiałoby być najbardziej dobijające doświadczenie w historii gier wideo. Świadomość, że nigdy nikogo nie spotkam, jest dobijająca. Nawet zaprzyjaźnionego psa. Czułabym się jak bohater „Jestem legendą”.

A jednak Fallout 76 nie sprawdza się jako gra o surviwalu i życiu w ciężkich warunkach. Daleko jej do Don’t Starve, ponieważ cała sztuka sprowadza się do żarcia i picia wszystkiego, co się pod rękę nawinie. Dostajemy pokaźną liczbę dań do ugotowania, ale receptury nie są skomplikowane. Ewentualne napromieniowanie zbijamy za pomocą Anty Radów, których jest pełno. Wszystkie mniej lub bardziej wydumane choroby usuwa jeden lek o wdzięcznej nazwie: lek na chorobę. Jedna pigułka załatwi tasiemca, grypę i zwichnięty bark – trochę im zazdroszczę. A stacje do naprawiania broni i prowizoryczne kuchenki znajdujemy w najmniejszej nawet chatce na odludziu.

Jeśli zaś chodzi o zagrożenia ze strony fauny i flory, to mam wrażenie, że te wszystkie potwory są jeszcze na bardzo wczesnym etapie rozwoju. Całe wieki zajmie im dorośnięcie do poziomu, który osiągną w późniejszych częściach serii. W końcu mamy rok 2102, raptem 25 lat po wielkiej wojnie nuklearnej. Szpony śmierci mają jeszcze małe pazurki, a supermutanty groźnie potrafią tylko ryczeć. Jeśli zaatakuje mnie potwór o 20 poziomów mocniejszy, to co najwyżej użyję stimpaka. Gorzej jest z hordami, te potrafią napsuć krwi, albo kiedy różnica poziomów wynosi 40 (Radscorpion na 60 kontra trójka ludzi na 20 – nie daliśmy rady). W efekcie lekki dreszczyk emocji wzbudza zapędzanie się na nowe tereny, do których nie prowadzi żadna misja. Tylko wtedy jest szansa na jakieś wyzwanie.

Z tymi poziomami to w ogóle jest zabawnie (dosłownie: hahaha!). Bethesda chciała zrobić po swojemu, bo niby czemu miałaby sięgnąć po mechanikę sprawdzoną w przypadku tylu MMO (w końcu to nie Massive Multiplayer Game, a 24 Player Game)? Nie napotkamy podziału na strefy dostosowane do poziomu graczy, przez które prowadzi główna misja. Zamiast tego doświadczamy efektu skalowania poziomów z lekką nutą dekadencji. Jeśli przed trójką 30-poziomowych graczy przebiegnie jakiś mocarz na 60, wszystkie potwory dostosują się do niego i, dopóki nikt ich nie zabije, takie pozostaną. Albo i nie. Albo przemieszają się z tymi słabszymi.

A odradzanie się – to jest dopiero loteria. Bywały sytuacje, gdy po padnięciu szefa gnaliśmy na wyścigi, kto pierwszy, bo ciała takich rzadkich jednostek znikają po kilku sekundach. Do dziś nie odgadłam mechaniki respawna. Podejrzewam, że po prostu miało być śmiesznie.

Jako RPG Fallout 76 nie daje podstawowych narzędzi do wcielania się w jakiekolwiek role. Jest zupełnie jak sesja leniwego Mistrza Gry, któremu nie chciało się przygotować nic poza mapą i potworami. Liczył on na to, że przygoda poprowadzi się sama, pojedzie na pomysłach graczy. Problem polega na tym, że ci, którzy chcą ją rozwinąć, nie dostali odpowiednich narzędzi. Zaś cała reszta to nędzne trolle.

Bugi wciąż w wielu miejscach czynią Fallouta niegrywalnym. Zadanie z egzaminem na sprawność fizyczną Ratowników rozpoczęliśmy w miejscu, w którym trzeba było szybko przebiec przez miasto. Biegaliśmy w tę i z powrotem przez godzinę, próbując uruchomić licznik czasu. Okazało się, że mimo iż znacznik misji prowadził do miejsca startu, uruchomienie zadania następowało w zupełnie innym miejscu. Typowe są też sytuacje, w których misja każe nam zebrać określoną liczbę surowców, ale te, które już mamy w ekwipunku, nie są liczone. Również fakt, że pozbyliśmy się wrogów w jakiejś lokacji nie zalicza nam zadania wstecz.

Kiedy sprawdziłam narzędzia do budowania, zatęskniłam do Fallouta 4. Myślałam, że nie da się tęsknić do czegoś tak kiepskiego, ale oto Bethesda pokazała mi nowy wymiar nudy. Ale nie poddałam się. Wspomniałam gdzieś, że jestem fanem serii, grałam we wszystkie części, w tym w planszową adaptację. Bardzo chciałam uprzyjemnić sobie rozgrywkę, a ponieważ jestem osobą, która walczy z nudą poprzez wymyślanie swoich własnych celów, postanowiłam zebrać wszystkie możliwe miśki i zrobić muzeum post-apokaliptycznego pluszu. Niestety, okazało się, że na półkach nic nie można postawić. Żadnej rzeczy, którą znajdziemy w Zachodniej Wirginii. To było naprawdę bardzo smutne.

I niestety nie udało się obejść problemu braku NPC. Ucierpiało na tym wszystko – konstrukcja świata, linia fabularna, motywacja głównego bohatera, klimat wszelkich lokacji.

Oh, ale nie chce marudzić, bo wyjdzie na to, że spodziewałam się rzeczy, których Bethesda nie obiecywała. Dla odmiany przyjrzyjmy się podstawom i rdzeniowi rozgrywki.

Sterowanie jest nieintuicyjne, a wszelkie opcje zostały rozsypane po całym ekranie. Jak to możliwe, że po kilkunastu godzinach grania wciąż szukam mapy w Pip-Boyu? Do mapy przechodzę za pomocą Escape, a dopiero stąd mam dostęp do Sterowania i Społeczności. Oraz do trybu foto. Można było zgrabnie upchnąć wszystko w podręcznym komputerku, ale po co?

Można było też rozpisać sobie w punktach, czym, poza ogólnym klimatem post-apo, jest Fallout 4. Każda część sprowadzała się do znalezienia “bardzo ważnej rzeczy/osoby”. Szliśmy jej śladem, przemierzając cały świat. Szukałam chipu do urządzenia uzdatniającego wodę, GECK-a, ojca, dziecka i mimo że pod natłokiem innych zadań czasami traciłam z oczu misję główną, to jednak miałam świadomość czegoś ważnego do zrobienia. W Falloucie 76 idziemy za Nadzorczynią, która tłucze się po Wirginii bez celu. Odwiedza stary dom i szkołę, jakimś cudem omija wszystkie bandy supermutantów, ale ani trochę nie ułatwia nam zadania. Dlaczego ja za nią idę? Ta kobieta jest przecież szalona.

A pod koniec robimy rzecz, która w poprzednich odsłonach gry byłaby po prostu nie do pomyślenia (poza drobnym epizodem w trzeciej części). Bo Fallout był o budowaniu społeczności na gruzach, o życiu, które pazurami czepia się najmniejszej szansy na trwanie. Oraz o niepopełnianiu błędów z przeszłości i o tym, że karmy nie da się oszukać. Pamiętam te punkty, które się zbierało za dobre i złe uczynki. Walnięcie bombą atomową jest właśnie czymś takim – ostatecznym złem. A tutaj to szansa na świetne dropy!

Które w ostatecznym rozrachunku wcale nie są takie dobre.

Miguel: uwielbiam budować. Gdy dowiedziałem się, że będę mógł “wziąć udział w odbudowie świata”, zapisałem się bez wahania. Wreszcie nadszedł ten upragniony dzień! Wrota do krypty otworzyły się, a ja, ze skrzynką z narzędziami w dłoni, wyruszyłem naprawiać Appalachię. Z każdym kolejnym dniem mój zapał malał. Okazało się, że nie mogę budować miasta wspólnie z innymi ocalałymi z zagłady – z niezrozumiałych dla mnie przyczyn, odległości między naszymi schronieniami muszą być bardzo duże. Z kolei na swojej własnej działce nie zbuduję miasteczka, gdyż system C.A.M.P. po prostu mi na to nie pozwoli. Piętrowy domek 3×3 z ogródkiem, agregatem i paroma działkami do obrony wystarczy, by ten  “rewolucyjny” wynalazek zakazał mi dokładania elementów. Na dodatek nie dość, że nie mogę wykarczować żadnego krzaczka czy drzewa (co zmieni się w kolejnej aktualizacji – przyp. red.), to jeszcze układanie fundamentów z C.A.M.P.em jest prawdziwym koszmarem. Najgorsze jest jednak to, że w swoim nowym domu nie mogę poustawiać pamiątek, trofeów czy kolekcji pancerzy wspomaganych, a skrzynka na przedmioty bardzo szybko się zapycha.
Od czasu do czasu podreperuję pobliską elektrownię albo pobawię się w  przejmowanie dostępnych dla wszystkich warsztatów, celem pozyskania zasobów i planów konstrukcyjnych. Mimo tego, nie mam wrażenia, jakbym cokolwiek  odbudowywał. Nie mogę uprzątnąć miast, nie naprawię domów, nie zamieszkam w nich. To nie jest historia odbudowy, to tylko dalszy ciąg bezsensownej wojny…
PS. Nadzorca z Krypty próbuje mnie wciągnąć w jakąś bezsensowną grę z  atomówkami. W ogóle nie czuję motywacji, by za nią podążać. Każe mi dołączać do nieistniejących organizacji (wszyscy członkowie martwi, sądząc po ciałach – od wczoraj) i wykonywać ich durne, zautomatyzowane testy. Myślę, że ta kobieta jest szalona…
PS2. Wracam do Bostonu, tam było fajniej. Sprawdzę, czy moi osadnicy z Krypty 88 zaczęli się ruszać.

Gdyby to był early access z premierą wyznaczoną na przyszły rok albo i później, to można by potraktować tę produkcję nieco łagodniej. Zwłaszcza że sam element zwiedzania świata jest wciągający. Podobają mi się wszystkie smaczki, które znajdujemy. Podróż usiana jest całym mnóstwem klimatycznych lokacji, z czego najciekawsze są porozrzucane tu i ówdzie fragmenty życia ludzi, którzy dawno odeszli. Ale mimo że przyjemnie mi się zwiedza Wirginię Zachodnią w towarzystwie przyjaciół, wiem, że nasza podróż nie potrwa długo.

I pod koniec mała instrukcja obsługi oceny – jeśli jesteś fanem Falloutów i kochasz je za klimat, to odejmij od niej jeden punkt. Fallouty stały nie turpistycznymi lokacjami czy miśkami w kiblach, ale NPC, frakcjami i wszystkim tym, co żywe. Nawet jeśli nieskończenie smutne i z góry skazane na dość kiepskie i krótkie życie. Nie polecam też tej gry osobom, które nie są przekonane do specyficznej stylistyki post-apo w latach 50. Zacznijcie przygodę ze starymi izometrycznymi tytułami albo z New Vegas.

ZAGRAĆ?
OSTATECZNIE
2.5

30
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
9 Komentarze
21 Odpowiedzi
13 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
ted360
Użytkownik

Cała recenzja to jeden wielki, bardzo zgrabnie skonstruowany eufemizm 😉 Sztuką jest tak ładnie pisać o zbrodni na marce i szeroko pojętej interaktywnej rozrywce. Jedna uwaga – sformułowanie “okazali się być” śmiało można pozbawić ostatniego członu 🙂

grzech76
Użytkownik

A ja się zastanawiam, czy kiedyś powstanie (lub może powstał) i czy miał (by) wzięcie świat, w którym może ciężko byłoby zginąć (jeżeli nie ma krytycznych ran to się pada zemdlonym i można kolegę wynieść do lekarza), ale po śmierci trafiałoby się do alternatywnego świata (serwerka) i tam zaczynać by trzeba było wszystko od nowa (a potem kolejnego i kolejnego). Może pozwoliłoby to stworzyć większą społeczność, być może wolną od ludzi chcących po prostu kogoś tylko zabijać – po co próbować zginąć i stracić możliwość gry z kumplami. Z drugiej strony, mogłoby się okazać, że ludzie zaczną popełniać zbiorowe samobójstwa… Czytaj więcej »

gseed
Użytkownik

Świetny pomysł!

Ale znając życie za odpowiednią kwotę np 500 punktów wewnętrznej waluty (równowartość roku ciężkich prac lub jedyne $19.99) można by wrócić do świata żywych i cisnąć dalej. Genialny sposób na monetyzowanie frajerów 😀

grzech76
Użytkownik

Nie no, przejście musiałoby być permanentne, żeby to miało sens.

gseed
Użytkownik

No niby tak, ale niestety ważniejszy jest model biznesowy, który będzie skutecznie wysysał kasę od graczy chcących legalnie oszukać system ;]

grzech76
Użytkownik

Wszystko zależy od twórców.

gseed
Użytkownik

Nie od twórców – od wydawcy. A właściwie od księgowych wydawcy 😛

Cruzer969
Użytkownik

No to cóż, mi pozostało czekać na pełnoprawnego Fallouta 5. Pewnie będzie podobny do F3 i F4, ale nie przeszkadza mi to, lubiłem tamte gry, a F76 to po prostu zbiór wszystkich rzeczy, które nie zagrały w poprzednich Falloutach od Bethesdy z domieszką nieprzemyślanego multiplayera.

A sama recka spoko 🙂

szymon.sz
Użytkownik

Szanucen, że się autorce w ogóle chciało 😉 i za formę, która choć trochę osłodziła ten tytuł. Ocena nadzwyczaj szczodra. PS. może ‘krypta’ zamiast ‘vault’?

ZeusEx
Użytkownik

2.5 na 5 za nieudanego moda do Fallouta 4, sprzedawanego jako pełnoprawna gra AAA, to i tak sporo. Podziwiam szczordość autorki.

Oster
Użytkownik

Recenzja ciekawa przypomina moja wlasna naisana tydzien temu. Interesujace. Bardzo. Fallout istnieje os 1997 roku wtedy zostala wydana 1 część. Chyba dalej nie musze kontynuowac. Jako osoba która gra, recenzuje gry od 20 lat nie sadze aby moja wypowiedz wygladala głupio.

Cruzer969
Użytkownik

Jeżeli sugerujesz plagiat, to chociaż podlinkuj swój tekst, bo tak to głupio wygląda ten komentarz.

Edit.

No i teraz ma to sens, bo poprzednia wersja “Recenzja ciekawa przypomina moja wlasna naisana tydzien temu. Interesujace. Bardzo.” sugerowała tylko to co napisałem wyżej 😉

Bartosz Stodolny
Administrator

Jeśli zarzucasz Joannie plagiat bądź zbyt mocne sugerowanie się twoją recenzją, to będę potrzebował czegoś więcej, niż jedynie komentarza. Podeślij proszę, tutaj bądź na bartosz.stodolny@polygamia.pl, link do swojej recenzji, a jeśli została ona opublikowana w prasie drukowanej – skany tekstu bądź nazwę czasopisma i jego numer, żebym mógł je kupić i to sprawdzić.

Nie do końca też rozumiem, co ma z tym wszystkim wspólnego data premiery pierwszego Fallouta i twój staż recenzenta.

Maciej Kowalik
Użytkownik

Twoja wypowiedź wygląda głupio.

merry
Użytkownik

Witam masz racje ta recenzja przypomina wiele recenzji , które czytam przed zakupem gry . Niestety musze przyznac że ta recenzja tutaj to totalny gniot , nie wiem jak twoja wyglada ale domyslajac sie z treść i twojego postu , oraz w jaki sposob zostala rozpoczęta historia powstania tego gatunku gry . Podoba mi sie twoja wypowiedź. Wracajac do tych oskarżeń o domniemany plagiat lub dokonany plagiat proponuje zapoznac sie dokladnie z trescia posta Tudzież wymienionej osoby Oster. Z poważaniem. Mr Merry

Washburne
Użytkownik

Podejrzewam, drogi Watsonie, że Merry i “tudzież wymieniona osoba Oster” to ta sama osoba, co jest trochę smutne biorąc pod uwagę, że oskarża o plagiat, a jednocześnie nazywa recenzję gniotem. Bełkotliwy komentarz, zupełnie nie pasujący do rzekomego doświadczenia w branży, rzucanie oskarżeń bez wskazania dowodów i wreszcie to jego nadęcie wskazują łącznie na twórcę jakiegoś bloga szczycącego się trzema czy pięcioma osłonami dziennie, albo żałosnego weterana, który uważa, że widział już wszystkie gry i topi smutek w wódce…

Aimagylop
Użytkownik

Jak na kogoś kto recenzuje gry od 20 lat twoja wypowiedź wygląda bardzo głupio z bykami jakie zrobiłeś,

merry
Użytkownik

Recenzja to totalny gniot jak powiedzialem . Nie bede prowadzic dyskusji ktora nie ma sensu . Jest takie przyslowie nie walcz z nimi jest ich zbyt wielu . Powodzenia w tworzeniu gniotow he he he he.

Aimagylop
Użytkownik

Nie ma takiego przysłowia.

Washburne
Użytkownik

Jak to nie ma, Oster go od 20 lat w recenzjach używa!

Cruzer969
Użytkownik

Zdradzę Ci sekret:

Nie stawia się spacji przed znakiem interpunkcyjnym.

Washburne
Użytkownik

Psst. On o tym wie, ale pod nickiem “merry” chce pisać “i naczej .”

Dominik Gąska
Administrator

To cudowne, że zarzucasz tej recenzji, że 1) jest plagiatem Twojej i 2) jest totalnym gniotem jednocześnie. 😀 To jest poziom samozaorania, którego nie można podrobić.

GThoro
Użytkownik

Wszystko fajnie, ale jak czytam, że Rad-X służy do usuwania radów, albo, że overseer to obserwator i że nuklearki detonowało się tylko w FO3 to jakoś tak… jakbym czytał, że 2+2 to 5 😛

anogianos
Użytkownik

Nie wiem czy to jakaś promocja na “76”, ale jak przedwczoraj odpaliłem “4” na Xboxie, to po małej aktualizacji (1,6G) gra porostu przestała działać! Mam dodane jakieś 4 mody i nawet po ich odinstalowaniu, gra nie odpala (chyba ze zacznę od nowa… a mam tam jakiś 112 level i ogólnie trochę pobudowane dla zabawy). Pomysł ze to zachęta do przesiadki na nowa odsłonę, trochę szalony, ale czytając recenzje nie jestem już taki pewien..