I tyle. Pozbawiona większych zwrotów akcji i zaskoczeń sztampa. Scenariuszowi w rozwinięciu skrzydeł nie pomaga też wcale struktura gry. Generalnie kręcimy się tu po otwartym świecie, by podczas zadań fabularnych trafiać do zamkniętych miejscówek. Misji głównych jest natomiast liczbowo niewiele (za to są dość długie), a historia odgrywa pomiędzy kolejnymi strzelaninami rolę skromnego dodatku. Nie ma miejsca, by budować sylwetki postaci czy bohaterów pobocznych. Myślę też, że dlatego każda z postaci jest bardziej pstrokata od innych. Tylko później zapamiętujemy ich jedynie jako np. ten dziadek który jeździł na grzbiecie wyjątkowo brzydkiej, psopodobnej istoty.Z polskiej wersji językowej (zdecydowano się na dubbing) bije natomiast ogromna napinka ze strony aktorów. Brzmią bardzo sztuczniej, jakby próbowali zaliczyć poprawkę z rozmowy kwalifikacyjnej do akademii teatralnej. Z drugiej strony materiał, który muszą prezentować też do szczególnie lotnych się nie zalicza. Scenariusz do tego rozbito jeszcze na trzy w zasadzie niezależne wątki, bo oczywiście w realizacji projektu sztylet pomoże nam tylu właśnie kompanów, których musimy do siebie najpierw przekonać.Rachunek jest zatem prosty, w 10-12 godzinach, jakie zajmuje ukończenie gry, historia jest właściwie po to, by bardziej wybredni gracze choć minimalnie poczuli, że chodzi tu nie tylko o bieganie kolesiem z wielką spluwą w łapie.Oczywiście owego biegania z gnatem tu na pęczki i na boga, mało który shooter poza Doomem będzie potrafił przez najbliższe miesiące koprodukcji Avalanche i id Software w tym aspekcie fiknąć. Kiedy rozmawiałem przed premierą z Magnusem Nedfordem, głównym producentem gry, spytałem go jak duży był udział obu studiów w produkcji tytułu. Po zagraniu nie do końca zgodzę się z nim, że to aż gra na 200%, niemniej widać, że id Software nie zostało dopisane na pudełko tylko z czystej kurtuazji.Jasne, trudno mówić w tym przypadku o oldskulowym shooterze, w którym każdy pocisk jest rzeczywiście fizycznym obiektem, ale i tak Rage 2 proponuje na tyle dużo narzędzi, by nie zmuszać nas do tchórzliwego krycia się za osłoną – i w ten sposób do dawnych, dobrych czasów nawiązuje. Bezustannie napieramy na przeciwników, rzadko chowając się za ścianą, by łyknąć apteczkę i, jeżeli miałbym tak bez bawienia się w ładne słówka wskazać jeden powód do odpalenia tego tytułu, byłoby to dosłownie „bo fajnie się strzela”.