Recenzja Joystiqa ma odpowiedzieć na proste pytanie: Czy powinieneś zagrać w tę grę? W przypadku „Asura's Wrath” odpowiedź jest stanowcza i jednoznaczna: tak. Nie oznacza to jednak, że nie można w niej już nic poprawić. System walki mógłby być bardziej złożony. Niektórzy zniechęcą się nagromadzeniem sekwencji Quick Time Events. Tak czy siak, jeśli zaakceptujecie „Asura's Wrath” na jej własnych warunkach, doświadczycie czegoś wyjątkowego i naprawdę niezapomnianego. Dzięki cudownej animacji, wspaniałej ścieżce dźwiękowej i fantastycznej plejadzie zuchwałych postaci, „Asura's Wrath” jest grą, która powinna się spodobać każdemu. Ja też, naturalnie, chciałem ją pokochać. Desperacko wmawiałem sobie, że dobrze bawię się przy tej grze, ale niezależnie od tego, jak często próbowałem śmiać się, gdy zdenerwowany Asura krzyczał, niezależnie od tego, jak często wmawiałem sobie, że Steve Blum, który wcielił się w Augusa, jest zabawny, musiałem przyznawać, że zostałem uwiedziony przez grę i że nie wywiąże się ona ze swoich słodkich obietnic. Wszystkie uroki i uciechy, których dostarcza „Asura's Wrath”, podkreślają jedynie zmarnowany potencjał gry. [...] „Asura's Wrath” byłoby znakomitym anime bądź świetną grą wideo. Producenci nie mogli jednak najwidoczniej zdecydować, co chcieli stworzyć, i zaserwowali nam miks obu, bardzo niezdarnie stworzony miks. „Asura's Wrath” to zbiór pomysłów wrzuconych bez zastanowienia do jednego kotła i zmieszanych w próżnej nadziei, że wyjdzie z tego coś dobrego. Mimo wszystkich prób, aby stać się czymś niepowtarzalnym, „Asura's Wrath” jest niczym innym jak rozczarowującym zbiorem nieprzekonujących pomysłów. Eurogamer, który wystawił „Asura's Wrath” „ósemkę”, trafnie streszcza ideę stojącą za grą: