Nie mówimy tu rzecz jasna o idealnej symulacji świata, bo przecież równie niewykonalne, co niepraktyczne. Wystarczyłoby parę starannie przygotowanych sytuacji, w których (dosłownie rozumiana) ścieżka, którą podąży gracz, zmieni coś zauważalnego w głównej fabule. Co więcej, część nieliniowości można by podpiąć również pod te wszystkie zajęcia poboczne, którymi i tak zajmują się gracze-turyści. Jeśli ktoś już upolował te tysiące kojotów, na pewno doceni, gdy w którejś z kluczowych scen NPC podda się bez walki, czując respekt do sławnego myśliwego. A gdy ktoś jeździ konno jak szatan, ucieszy się, gdy w którymś z głównych questów - zamiast kolejnej strzelaniny - pojawi się, przygotowany specjalnie dla niego, szczególnie wymagający pościg.