A napisałem „klasyka” w cudzysłowie, ponieważ znam podwójną naturę kultu Wake’a. Że dla jednych - w tym mnie - miał być symbolem największej „nowej generacji”. Pamiętam pierwszy zwiastun, tak daleki od finalnego produktu. Pamiętam myśl, że to może być najlepsza odpowiedź na japońską szkołę horroru (w settingu widziałem nie tylko ukłon w stronę „Twin Peaks” oraz twórczości Kinga, ale i Forbidden Siren z PlayStation 2). Kojarzę ekscytację. Wyszło nieco inaczej, przyznajmy, lecz wciąż nie brakuje osób pozytywnie zakręconych na punkcie Alana. I one mają dzisiaj małe święto.