Podobnie rozwija się The Elder Scrolls: Legends. Już na premierę w marcu dostaliśmy sporą (jak na karciankę) kampanię dla jednego gracza oraz arenę kontra SI. Możemy zagrać też partyjkę z botem. Od Gwinta The Elder Scrolls: Legends wyróżnia brak wpływu awatara na pole bitwy oraz otrzymywanie bonusowych kart-run wraz z ubywającym zdrowiem. Niedawno zadebiutowało rozszerzenie, wzbogacające wirtualne Tamriel o nowe zaklęcia i postaci ze Skyrima. Pojawiły się kolejne krzyki i sporo smoków, które powinien kojarzyć każdy znawca Starszych Zwojów.System walki to klasyka: stwory opisane dwoma parametrami (atak, zdrowie) i zwiększająca się co turę mana. Do tego dochodzą czary oraz glify. Wszystkie karty mają określony kolor-atrybut (siła inteligencja, wola, zwinność oraz wytrzymałość). Plansza jest podzielona na dwa fragmenty, przy czym jeden zawsze gwarantuje dodatkowy efekt. Przykładowo, stronnicy stawiani po prawej części planszy są tymczasowo odporni na obrażenia. Niedawno Bethesda wydała wersję Legend przystosowaną na urządzenia mobilne.Choć gamescom zasłynął głównie z „e-sportowego” turnieju Playerunknown's Battlegrounds, to Blizzard najszczodrzej sypnął kasą w kierunku zawodowych „karciarzy”. O pulę 332 tys. dolarów w Hearthstone Global Games 2017 rywalizowało 48 drużyn z całego świata. Polska reprezentacja odpadła niestety jeszcze w fazie grupowej (pamiętny „mecz o wszystko” z Meksykiem), ale do finałów przebojowo dostali się nasi południowi sąsiedzi. Czesi walczyli z Ukrainą w BO7 i zatriumfowali z wynikiem 4 do 2. Drużyna pod przewodnictwem StanCifka zainkasowała 60 tys. dolarów. Kolento i reszta ferajny miała do podziału już „tylko” 40 tys. dolarów.O ile The Elder Scrolls: Legends raczej wycofało się z mediów, tak Gwint wytoczył na targach najcięższe działa: wspomniany fabularny dodatek, profesjonalną ligę dla e-sportowców oraz lokalne zmagania o tytuł najlepszego gracza, z pulą nagród w wysokości 25 tys. dolarów. Koniec końców wygrał Austriak Shaggy, zgarniając 11 tys. dolarów. Jest to o tyle tajemnicza postać, że nie znamy jej oficjalnego imienia, w zawodach uczestniczył na zasadzie „dzikiej karty”, a jego współczynnik wygranych oscylował wokół 90%.Patrząc na karciankę RED-ów można dostrzec, że rodacy stale podkręcają jej e-sportowy potencjał. Szczególnie rzuca się w oczy ograniczenie losowości w rozgrywce oraz podział starcia na trzy rundy. Nie bez powodu profesjonalni gracze i komentatorzy Hearthstone'a rozważają „przerzucenie się” na Gwinta. Pierwszym takim sygnałem było wygranie przez Lifecoacha majowego Gwent Challengera, gdzie zgarnął 60 tys. dolarów głównej nagrody. A do tej pory był on znanym zawodnikiem Hearthstone’a!O ile wymienione produkcje są darmowe, tak zdobywanie „wewnątrzgrowej” waluty w każdej wygląda nieco inaczej. Przede wszystkim należy pochwalić TES: Legends oraz Gwinta za znacznie szybsze zbieranie kart. W obu tytułach nie ma większego problemu z codziennym otwieraniem paczki, robiąc tylko „daily questy”. Hearthstone wypada pod tym względem gorzej, gdyż nie licząc aren, zdobycie brakującego złota wymaga średnio aż 15 wygranych gier. A to przy dobrym stosunku zwycięstw około 2 godziny gry! Ogólnie Blizzard wykorzystuje ostatnio swoją pozycję: podniósł ceny za pakiety, wraz z premierą Un'Goro przeforsował dwie klasowe legendy oraz zrezygnował z przygód dla jednego gracza, na rzecz trzech dodatków z kartami. I tak wysoki „próg wejścia”, tylko w tym roku podniesie się o ponad 400 kart nowych kart...W tym momencie należy się wyróżnienie dla CD Projekt RED za procedurę otwierania beczek – mamy cztery losowe karty i jedną co najmniej rzadką, którą możemy wybrać spośród trzech zaproponowanych. Świetny w swej prostocie system, minimalizujący szansę powtórek. Do tego, po przegranym meczu możemy uhonorować przeciwnika, a jeśli on zrobi to samo, otrzymujemy skromną gratyfikację. Oto jak tworzy się growy savoir-vivre.Od momentu wprowadzenia do Hearthstone’a Karczemnych Bójek w 2015, perspektywa aktywnego karciarza się nie zmieniła; Co cztery miesiące zbiera złoto na dodatek, następnie aktywnie testuje nowe talie. W momencie stabilizacji meta-gry, netdeckuje najskuteczniejsze zestawy, a później popada w stagnację ponownego kolekcjonowania waluty. Ta pętla trwa już od dłuższego czasu i nic nie zapowiada, by miało to się zmienić. A pisze to regularny gracz, który pomimo 8 tys. złota, 9 pyłu i 12 pakietów od półtora miesiąca nie otworzył żadnej paczki. I to ponad trzy tygodnie po premierze dodatku poświęconego Mroźnemu Tronowi! Dzienne zadania robię w zasadzie tylko z przyzwyczajenia do tezauryzacji. Jeżeli na BlizzConie nie zostaną ogłoszone gruntowne zmiany i nowe tryby (tańsza Heroiczna Bójka, ktokolwiek?), ostatecznie przesiadam się na Gwinta.Przeczytaj także: W Magic: The Gathering grają nieszkodliwe nerdy? Powiedzcie to chłopakowi, który skończył w szpitalu z ranami kłutymi twarzy I nie będę w tym osamotniony, bowiem profesjonalni gracze też rozważają taką opcję. Swój kawałek tortu z puli karciarzy zamierzają również ukroić: Valve z Artifactem, (wczesno)dostępne od lipca Fable: Fortune, czy nieco niszowe Hand of the Gods: SMITE Tactics.