Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeHaven – zapowiedź. Słów kilka o Romeo i Julii, mieszkających na opuszczonej planecie.

Klasyczny temat ugryziony z nie do końca po popularnej strony.

Facebook Twitter Google Wykop

To nie jest recenzja pełnej gry, a zapowiedź napisana po ograniu godzinnego dema. Ze względu na nieoczekiwane problemy przy wrzucaniu zapowiedzi (nowa wtyczka do WordPressa płata nam figle), umieściliśmy tekst w tym dziale, ale po wyeliminowaniu babaola zmienimy kategorię.

O Haven, nowej grze studia The Game Bakers odpowiedzialnego za stworzenie utytułowanego wśród indyków Furi, pierwszy raz na Polygamii pisał ponad rok temu Adam Piechota. Twórcy od tego czasu jeżdżą z demem gry po wszystkich możliwych targach i imprezach branżowych, zbierając jak na razie same pozytywne opinie. Jako, że przez koronawirusa zostali uziemieni, postanowili skorzystać z okazji i po raz kolejny dodali demko do Steam Game Festival, gdzie wszyscy zainteresowani mogą się z nim zapoznać.

Sam śledzę temat już znacznie, znacznie dłużej, odkąd deweloperzy ogłosili, że pracują nad czymś, co nie będzie “Fury 2” czy nawet kolejnym boss-rushem. To nie jest aż tak częste wśród twórców niezależnych – po sukcesie jednego tytułu stworzenie od podstaw czegoś nowego – ale przykład Lucasa Pope’a pokazuje, że nie ma rzeczy niemożliwych.

Czemu wspominam o tym zamiast po prostu przejść do rzeczy? Przede wszystkim dlatego, że lubię dygresje, ale to zapewne zdążyliście już zauważyć przez ostatnie kilkanaście miesięcy. Ale pomijając to – już teraz chcę podkreślić, że zwyczajnie szanują deweloperów z The Game Bakers za to, że nie boją się pójść w nieznane. A co to za nieznane, pytacie? Haven celuje w kooperacyjnego erpega, ale robi to na swój własny, unikatowy sposób.

Nie chodzi już nawet o naprawdę przepiękną, zapadającą w pamięć kreskę czy charakterystyczny soundtrack, który od pierwszych sekund wchodzi do głowy i za nic nie chce z niej wyjść. Haven zmierzy się ze starym jak świat tematem miłości dwojga kochanków, którzy by być razem, musieli porzucić swoje dawne życia. Podobnie jak Florence pokazywało, co dzieje się z parą, która teoretycznie osiągnęła wymarzony happy end, tak i tutaj twórcy zdają się nas pytać: co stałoby się z Romeem i Julią gdyby udało im się uciec w stronę zachodzącego słońca, a nie (spoiler) zginąć śmiercią tragiczną?

Kay i Yu, naszych dwoje zakochanych, kosmicznych uciekinierów sporo się kłócą, choć nie są to raczej wielkie kłótnie, po których się wychodzi i trzaska drzwiami. Bardziej porównałbym to do takich codziennych sprzeczek o to, kto dziś gotuje, wynosi śmieci, sprząta czy idzie po zakupy. W Haven raczej ciężko wyjść do Biedry czy Lidla, bo wszystko dzieje się na opuszczonej planecie, z dala od cywilizacji, a co za tym idzie – daleko od wściekłych i jakże rozczarowanych rodziców.

Parka, motywowana wielkim uczuciem oraz młodzieńczą głupotą, zapomniała, że życie to nie bajka i oprócz schadzek czy wspólnych wyjść trzeba będzie z tym drugim człowiekiem – o mój Boże – przebywać przez większość dnia w małym stateczku, którym przylecieli na bezimienną planetę, a który to posłużył im za tymczasowy dom. Choć ani Kay, ani Yu przez cały czas trwania dema nie powiedzieli tego wprost, to zwyczajnie czuć, że nie są gotowi na wspólne mieszkanie. Pominięcie okresu narzeczeństwa było w tym przypadku błędem i obydwoje muszą się docierać czy po prostu poznawać nawzajem.

My poznajemy zakochanych w trakcie tego procesu, kiedy Kay stoi nad kuchenką i gotuje potrawkę z owoców przypominających jabłka, z kolei Yu majstruje przy silniku. Wiecie, dzień jak co dzień z życia pary – w mniejszym lub większym stopniu każdy z nas jest się z tym w stanie jakoś utożsamić. No i tutaj już pojawiają się pierwsze zgrzyty, bo Yu już się znudziły jabłka; od wylądowania żywią się tylko tym, co uda im się znaleźć, a jak się łatwo domyślić jest tego nie wiele.

Takich rozmówek pomiędzy bohaterami jest bardzo wiele i jasne – są o niczym, ale dialogi zostały na tyle zręcznie i ciekawie napisane, że zwyczajnie chciałem dalej słuchać tego, co mają do powiedzenia. To trochę tak jak w Coffee Talk, novelce wydanej na początku tego roku – otoczka fantasy/science fiction przykrywa proste, ale jakże fajnie poprowadzone historyjki i wątki, które zwyczajnie chce się śledzić.

Właśnie, coś o czym nie wiedziałem i czego kompletnie się nie spodziewałem, to głosy aktorów. Nie będą to tylko gadające głowy niczym w visual novelach, a w pełni nagrane dialogi. W demku prezentowało się to naprawdę dobrze, więc jeśli w finalnej wersji dostaniemy coś podobnego, to będę bardziej niż zadowolony.

Najlepsze pod tym względem przychodzi jednak, gdy w końcu będziemy mogli wyjść na zewnątrz i zacząć zwiedzać okolicę wokół naszego schronienia. Kiedy przez kilka chwil nie będziemy wykonywać żadnych akcji Kai i Yu zwyczajnie się przytulą, złapią się za ręce czy położą się na trawie. Jasne, to małe rzeczy, ale wpływa na naturalność z jaką to wszystko zostało wykreowane i pokazuje, że pomiędzy bohaterami jest chemia, jakieś uczucie. Nie brak w tym też subtelności, a Kai podczas wspólnego lotu po polanie zdaje się mówić do Yu “wiem, że nie tak to sobie wyobrażaliśmy, ale będzie dobrze”. Do kosza można wywalić wszystkie te wątki romansowe z wielkich erpegów, skoro tutaj małe, niezależne studio pod każdym możliwym względem lepiej czuje temat.

A, no tak, zapomniałbym, że Haven na dobrą sprawę to gra RPG, ale bliżej jej do tej tworzonej przez Japończyków. System walki przypomina ten znany z Persony, ale samo sterowanie… wystarczy powiedzieć, że demko zostało zrobione pod pada, co zresztą czuć też w sposobie poruszania. Sterowanie za pomocą myszki było niewygodne, zwłaszcza gdy weszliśmy w tryb szybszego przemieszczania się. Z kolei sterowanie postaciami za pomocą klawiatury podczas starć to była jakaś pomyłka. O ile w przypadku Kay’a można zdać się na WSAD, to już przy Yu jest się skazanym na używanie jakiejś dziwacznej kombinacji klawiszy. Opcji ataku czy obrony też nie było specjalnie dużo – obydwoje mogli korzystać z silnego ciosu, uderzenia dystansowego i tarczy. Podejrzewam jednak, że to jedynie ograniczenia demka i w pełnej wersji gry dostaniemy sporo możliwości taktycznych.

Wspomniałem wcześniej, że Haven to gra kooperacyjna, jednak demo nie dawało opcji sprawdzenia tego. Twórcy zapowiadają, że wspólne granie odbije się znacząco nie tylko na walce, ale również na systemie dialogów. W trybie dla jednego gracza jesteśmy aktywnymi obserwatorami i wybieramy kwestie wypowiadane zarówno przez Kay’a, jak i Yu. Kooperacja ma nas ograniczać tylko do jednej postaci. Zapowiada się to ciekawie, mam nadzieję, że finalną wersję będę miał szansę z kimś ogrywać.

Mimo kilku problemów ze sterowaniem, to po godzinie spędzonej z Haven jestem uspokojony i jednocześnie wygłodniały, bo demo urywało się nagle, a twórcy nie przygotowali prezentacji rozwoju postaci czy craftingu. Dawno jednak nie czułem takiej chęci bycia w danym świecie i odkrywania tego, co jest pod każdym napotkanym kamykiem.

Haven zapowiedziane jest na 2020 roku, a premiera przewidziana jest na komputery osobiste (Steam), PlayStation 4, Switcha i Xboksa One, a do tego od dnia debiutu gra będzie dostępna w Game Passie. Do 23 marca możecie sami sprawdzić grę na platformie Valve w ramach Steam Games Festival.

Bartek Witoszka

1
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
1 Komentarze
0 Odpowiedzi
1 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
ZmanieryzowanyTim
Użytkownik

Dzięki za recenzję, fajnie się zapowiada.