Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeDonkey Kong Country: Tropical Freeze na Switchu nadal jest rewelacyjnym platformerem

Pacjent bez uszczerbków na zdrowiu. Nawet jak gdyby żywszy teraz.

Facebook Twitter Google Wykop

Wyjątkowo odświeżający w Tropical Freeze jest fakt, że ani za oryginalną produkcją, ani za switchowym portem nie kryje się żadna wydumana historia. To drugi z rzędu współczesny “powrót” kultowego Donkey Kong Country, wydziergany przez jeden z najbardziej utalentowanych zespołów, jakie współpracowały z Nintendo – Retro Studios (wiecie, trylogia Metroid Prime i te sprawy). Dwuwymiarowa platformówka stworzona od fanów pierwotnej serii, to czuć, z duszą i sercem. Była świetna, ale po prostu miała pecha reprezentować Wii U. Teraz dostaje drugą szansę. Tyle. Nowa wersja ledwo się różni od oryginału. Piszemy o niej z dwóch powodów. 1. Tropical Freeze nigdy nie był recenzowany na Polygamii. 2. Absolutnie nie powinniście zignorować tej premiery, jeśli to “Wasz” gatunek.

Chyba że należycie do zacnego grona kilkuset właścicieli Wii U w Polsce i macie tę przygodę za sobą. Wtedy sami wiecie najlepiej, czy powtórka Was kręci. Myślałem, że po czteroletniej przerwie nie poczuję dawnej podjarki. A że ten Donkey Kong był również moją pierwszą grą na Wii U, wycisnąłem z niego wszystko. Każdą czasówkę, sto procent, do ostatniej, ukrytej wyspy. Gdy Bartek podrzucił mi wersję recenzencką na Switcha, uznałem, że “ot, godzinkę pobiegam, rzucę okiem tylko”. Błąd. Albo byłem spragniony prawdziwie wymagającej platformówki, albo tak pięknej platformówki, albo nadrobienie w ciągu tych czterech lat oryginalnej trylogii ze SNES-a uzmysłowiło mi, jak umiejętnie do tradycji nawiązuje studio Retro. Ale nie tylko ożył we mnie dawny entuzjazm. Dziś cenię sobie Tropical Freeze jeszcze mocniej niż w czasach debiutu.

Donkey Kong Country u swych fundamentów zawsze był dość prostolinijną zręcznściówką. W teorii nieco ślamazarną, mniej precyzyjną od dowolnego Mariana, lecz szybko pokazującą ostre kły. Naprawdę wygórowany poziom trudności osiągano różnymi sposobami (na Game Boyu wystarczył rozmiar ekranu, uniemożliwiający zobaczyć, co czai się po drugiej stronie przepaści). Ojcowie trójwymiarowej Samus preferują taktykę “brak jakiegokolwiek stabilnego gruntu pomiędzy checkpointami”. Bo nawet nie zauważycie, gdy relaksująca zabawa zamieni się w prawdziwy test refleksu. Jak gdyby ideą twórców było udowodnienie, że równie pastelowa pozycja nie zawsze musi celować w dzieci. Każdy, kto na oryginale zjadł zęby, przyzna mi rację. Po piętnastu godzinach zabawy nie pamięta się pierwszych, przyjemnych poziomów, tylko jakąś czasówkę powtarzaną czterdziesty raz, przez którą nawet masywny padlet od Wii U mógł z łatwością przeciąć cały pokój.

Nawet nie zauważycie, gdy relaksująca zabawa zamieni się w prawdziwy test refleksu

Osobom o słabych nerwach lub rodzicom, którzy “po prostu chcą odrobiny spokoju”, na ratunek miał przyjść Funky Mode, jedyna nowość w wersji switchowej. I owszem, druga grywalna postać ma w rękawie kilka wygodnych sztuczek – lewituje chwilę po skoku, nie musi zważać na kolce, może turlać się bez przerwy – ale nie sprawi, iż nagle Tropical Freeze zacznie przechodzić się bez kropelki potu na Waszym czole. I tego czadowego goryla dopadnie zręcznościowe piekło, co najwyżej stanie się to nieco później. Poza tym albo ja jestem staromodny, albo standardowa postać wzbogacona którymś pomocnikiem na plecach (Dixie Kong na zawsze, gdyby nie ona, nie wyciągnąłbym “calaka”) daje więcej swobody w trudnych sekwencjach. Niezaprzeczalnym plusem odpalenia “nowego” Country w trybie Funky jest dodatkowe serduszko na pasku życia wszystkich bananożerców. A puryści mogą tę opcję całkowicie zignorować i zagrać tak, jak cztery lata temu platformowe bóstwa pragnęły.

Cóż to będzie za przygoda! Każdy poziom zaprojektowano z prawdziwą pasją. Nawet jeśli następna wyspa zaproponuje motyw, który nie do końca przekonuje gracza (to się zdarza w zręcznościówkach, ja na przykład zazwyczaj nienawidzę światów pustynnych), zrobi w jego granicach o wiele więcej, niż zakłada konwencja gatunku. Oto wyspa w stylu safari. Będzie safari za dnia, będzie safari w nocy, bo to łatwe. Dodatkowo jednak zobaczymy safari w trakcie pożaru oraz safari podczas trąby powietrznej z piorunami. Gdy rozpisuję to w ten sposób, brzmi odrobinę infantylnie, wiem, lecz w tym tkwi esencja świeżości Tropical Freeze. Plansze nie tylko atrakcyjnie naszkicowano pod względem technicznym (zaufajcie, że tak), ale też żadna nie jest podobna do innej. Co jeszcze mocniej podkreśla szalenie rozbudowana ścieżka dźwiękowa, przez którą zdarza mi się powtarzać któryś poziom bez celu. Nic dziwnego, wszak David Wise komponował również dla SNES-owych odsłon serii. Poczekajcie, aż zobaczycie daną wyspę w wersji “sylwetkowej”, udającej oprawą stylowe 2D. Fakt czterech lat na karku ani na chwilę tutaj nie dojdzie do głosu.

Aby zobaczyć wszystko, trzeba się solidnie napracować. Poukrywane w zakamarkach sekreciki prędzej czy później skolekcjonujecie (na przykład za pomocą papugi-sonara, którą można kupić w sklepiku), podobnie jak wywęszycie alternatywne wyjścia z lokacji, otwierające ścieżki do ukrytych (też zupełnie innych) plansz. Potem czasówki i największe wyzwania, ale Wy już będziecie tak zaprawieni w bojach, że nie odpuścicie. I chociaż fabuła Tropical Freeze jest maksymalnie umowna, gdy przebiegniecie ostatnią prostą, będziecie czuli się jak po wielkiej, angażującej historii. Wy… albo Wasze palce. Trochę żałuję, że zmylony wizualnym podobieństwem do poprzedzającego tę odsłonę Country Returns nie doceniłem jej w pełni. Dziś chociaż częściowo mogę naprawić swój błąd.

Gdy przebiegniecie ostatnią prostą, będziecie czuli się jak po wielkiej, angażującej historii

Cena jest niesprawiedliwa, gdyż za (bądź co bądź) mało kreatywny port kasują jak za nowość. To był i będzie problem, być może tak naprawdę jedyny, tego przerzucania z Wii U na Switcha. Ale dla większości z Was to będzie przecież nowość. Którą ze spokojnym sumieniem wrzucimy na podium (w razie czego, nadal nie nadrobiłem Celeste) dwuwymiarowych zręcznościówek dostępnych na hybrydowej konsolce. Nie bójcie nic, w obu trybach działa i wygląda wspaniale. W tym roku zagrozić mu może już wyłącznie wakacyjny Yoshi.

I hej, skoro Tropical Freeze wylądował na Switchu, czy możemy dowiedzieć się, nad czym tak naprawdę od czterech lat pracuje Retro Studios?

3
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
2 Komentarze
1 Odpowiedzi
0 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Simplex
Użytkownik

Przeszedłem na WiiU. Świetna gra, ale niech nikogo nie zmyli bajkowa grafika – ta gra jest trudna i potrafi dać nieźle w kość.

C.C. Stellar
Gość

Zgadzam się co do ceny. Bez względu na to, czy ktoś grał na Wii, czy nie – wołać 200 zł za remaster, to przegięcie. Nintendo mocno przesadziło, bo np. Dark Souls można wyrwać za 130 zł.

Simplex
Użytkownik

Nintendo, ta firma ktora łamie prawo nie umożliwiając anulowania preordera cyfrowej gry przed jej premierą?