Obie wiedźmy w serii, i Bayo, i Jeanne, zaprojektowała artystka Mari Shimazaki. Nie wiem, jak zareagowała ona w 2014 na widok zbliżenia kamery na odbijające się od zadu konia, miękkie pośladki bohaterki. Może nie była zdziwiona w ogóle. Ale wiem, że dla Hidekiego Kamiyi protagonistka nigdy nie była wyłącznie wabikiem na zboczonych odbiorców. Wręcz przeciwnie. W jego oczach Bayonetta jest "perfekcyjną kobietą". Wyczuwacie sprzeczność? Nic dziwnego, rozmyślamy o najbardziej japońskiej serii akcji w dziejach gier wideo. Wszak w piątek obie jej odsłony zaszczycą najświeższą konsolkę Nintendo. W ramach testów pochłonąłem raz jeszcze obie produkcje. Z uśmiechem na ustach.Wyjątkowo fajna sprawa, bo niepoprawny Kamiya nie tylko stał za najbardziej ekstremalną, podciągniętą do potęgi entej wariacją na temat slasherów (jak przyjęło się mówić u nas; reszta świata preferuje bardziej ogólne "hack and slash"), jaką bez wątpienia była Bayonetta. Zmysłowa wiedźma masakrująca w brutalny i prześmiewczy sposób całe zastępy aniołów. Klepiąca nieziemskie kombosy, nabijająca się z gargantuicznych bossów. Walcząca własnymi, magicznymi włosami. Azjatycka do zgrzytu zębów. Japończyk lata temu stworzył także fundament całego gatunku. To jemu zawdzięczamy pierwsze Devil May Cry, u którego potem zapożyczyły się Ninja Gaiden, God of War czy No More Heroes. Istny guru, który w końcu zdecydował się całkowicie zdjąć nogę z hamulca. Ale wciąż deweloper z głową na karku. Jeżeli ktoś nadrobił chociaż jedną z dwóch randek z Bayonettą, wie, że nadmierna seksualność jest zaledwie jedną stroną medalu. Gdy do niej przywykniemy, zostajemy sam na sam z najbardziej szaloną, kreatywną, "odpałową" i bezkompromisową grą akcji, jaka trafiła kiedykolwiek na dowolną konsolę Nintendo. A może i konsole "w ogóle"?Walka na skrzydłach odrzutowca. Rozbieranie się w zwolnionym tempie. Samochody jeżdżące po ścianach wieżowców. Gigantyczny anioł hycający ciężko za rozpędzonym pociągiem. Rakiety rozsadzające most. Potyczka z bossem zaprzeczająca prawom grawitacji. Fioletowa burza z piorunami i piekielny smok broniący się ze szczytu budynku niczym King Kong. Wreszcie demon uformowany z włosów bohaterki, który pożera smoka w fontannie juchy. Nie, to żaden spoiler. Bardzo możliwe, że nawet kojarzycie te sceny, bo opisywana powyżej misja to... dziesięciominutowy samouczek "dwójki", jej "maleńki" prolog.