Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeDisco Elysium – recenzja. Wszystkie małe rzeczy

RPG, jakiego nie było.

Facebook Twitter Google Wykop

Skończyłem Disco Elysium kilka dni temu. Dużo o tej grze mówiłem i myślałem w trakcie grania. Teraz najbardziej pamiętam małe rzeczy.

1.

Jak kiedy przeglądając wystawę w księgarni odkryłem egzemplarz sagi fantasy Man from Hjelmdall. Nie wiem, czy przekonał mnie widoczny na okładce stereotypowy mięśniak z dwoma zweihänderami. Może była to zapowiedź epickich przygód, walki i chwały, znajdująca się na tylnej okładce? Ale było to tak niespodziewane, tak wybijające mnie z rutyny śledztwa, że nie mogłem się powstrzymać. Na książkę wydałem prawie wszystkie zgromadzone pieniądze. Nie miałem ich za wiele, większość ze zbierania butelek w okolicy.

Z lekturą musiałem poczekać do późnego wieczora. Towarzyszący mi w śledztwie porucznik Kim Kitsuragi nie jest zwolennikiem marnowania czasu (straszny służbista; złoty człowiek). W Disco Elysium czas płynie podczas rozmów i w miarę postępów w rozgrywce. Najszybciej, jak zwraca uwagę jeden z ekranów ładowania, właśnie podczas czytania książek. “Jeżeli chcesz, by czas minął szybko, przeczytaj książkę”. To jednocześnie wskazówka do gry, życiowa rada jak i pewna głęboka prawda na temat tej gry.

Kiedy w końcu po wielu godzinach (naprawdę, przy spokojnym, metodycznym graniu można zakładać, że godzina w grze to godzina przed komputerem) znalazłem się w swoim zrujnowanym hostelowym pokoju, było to jak nagroda za dobrze wykonaną robotę. A ja byłem przygotowany. Wcześniej kupiłem nawet w lombardzie nieco znoszonego t-shirta Man from Hjelmdall (+2 do Intuicji, -2 do Autorytetu).

2.

Albo jak wdałem się w niemy dialog ze skrzynką na listy. Biedną, starą, zrujnowaną, nikomu już prawie niepotrzebną skrzynką na listy. Zdewastowaną przez grafitti i dziesiątki lat służby. Reliktem przeszłości. Poklepałem ją i rzuciłem parę słów otuchy. Nie były to ostatnie słowa otuchy, rzucone przeze mnie do nieożywionej materii.

Miałem akurat pół dnia do zmarnowania. Kim pojechał na komendę zdać zwłoki po brawurowej polowej autopsji, którą wykonaliśmy poprzedniego wieczora. Z niej z kolei najbardziej zapadło mi w pamięć przybijanie z porucznikiem piątek – wysokiej i niskiej! – po tym, jak udało mi się zestrzelić wisielca z gałęzi. Dojrzałem w tym geście rewolucyjną przeszłość porucznika. Zrozumienie, jakie przyszło po zinternalizowaniu tej myśli pozwoliło mi lepiej czuć jego motywacje (Empatia w stosunku do Kima: +2).

Pocieszenie skrzynki na listy mi nie wystarczyło, więc wdałem się w długą rozmowę ze stojącą nieopodal Żoną z Klasy Pracującej.

– Nie potrzebuje pani pomocy policji?
– Nie.
– Jest pani pewna? Może ktoś z pani rodziny zaginął?
– Nie.
– Może mąż?
– Nie, mój mąż nie zaginął.
– To gdzie jest w tej chwili?
– Nie wiem
– Bingo!

Nie chciałem samodzielnie kontynuować śledztwa w sprawie wisielca, bez chwili zastanowienia rzuciłem się więc w wir nowej sprawy. Wystarczyło przejść parę kroków, a tam, na schodach, pijany przedstawiciel klasy pracującej. “Sprawa rozwiązana!”, krzyczy mój mózg (Analiza wizualna: 6). 

– To nie jest mój mąż.
– Jak to?
– Naprawdę? Uważa pan, że skoro jestem Żoną z Klasy Pracującej, to oczywiście mam męża alkoholika?
– Nie, przepraszam.
– Nie szkodzi. Mój mąż faktycznie jest alkoholikiem.

Kiedy pod koniec tego dnia włócząc się po nabrzeżu w końcu znalazłem jej prawdziwego męża, musiałem przełknąć kilka łez. Skończyło się to alkoholem i bardzo melancholijnym karaoke w lokalnym barze. A miało nie być alkoholu. Miało nie być karaoke.

3.

A kiedy podałem się za najwyższej klasy specjalistę od spraw paranormalnych? Wydawał się to jedyny sposób na przekonanie właścicielki sklepu, by wpuściła mnie do piwnicy. Na całym tym kompleksie budynków ciąży klątwa, przekonywała. Klątwa? Nic to dla mnie! Ogarniam! (Dramatyzm: 7).

Czy faktycznie była jakaś klątwa? Racjonalny umysł powie: nie. A ja do teraz nie wiem. Czy wszystko w tym niezwykłym świecie, w którym wyspy materii oddzielane są niszczącą umysły tkanką nicości, jest takie, jakie się wydaje na pierwszy rzut oka? Nie, na pewno nie. I do dziś nie wiem, jak rozumieć głos z przeszłości, który jakby rozpoznał mnie podczas dzwonienia po kolei na kilkanaście domofonów. “To ty?”. “Wróciłeś?”. “Czekałam tak długo”.

Tęsknoty, melancholii, zwyczajnego, nienarzucającego się, codziennego człowieczeństwa jest w Disco Elysium tyle, że można by nim obdzielić dekadę wysokobudżetowych gier. 

4.

Śmiałem się. Wzruszałem. Emocjonowałem. Jak się emocjonowałem! Podczas jednej sceny, której szczegółów tu nie zdradzę, serce waliło mi tak, jakbym naprawdę miał zaraz podjąć decyzję, która zaważy na losach całej lokalnej społeczności.

Podczas rozgryzania głównego wątku, ale równie właśnie w drobnych, pobocznych sprawach. Takich, których jest w grze mnóstwo. Wiele schowanych gdzieś na obrzeżach, nieważnych, wymagających zaistnienia bardzo szczególnych warunków.

Te właśnie pamiętam najbardziej. To dzięki nim ta historia była moja, byłem tym zniszczonym przez życie i alkohol detektywem, pamiętam tych ludzi, te zdarzenia. W nich zdefiniowałem swojego bohatera, jego myśli, postawę, spojrzenie na świat i innych ludzi.

Dzięki nim Disco Elysium to jedna z najczystszych, najbardziej wizjonerskich gier RPG w historii gatunku. Zredukowana do tego, co tak rzadkie, a co przecież powinno być w tym gatunku najważniejsze. 

Do odgrywania roli.

Dominik Gąska

ZAGRAĆ?
TRZEBA
5.0

13
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
5 Komentarze
8 Odpowiedzi
9 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aimagylop
Użytkownik

Fajne wrażenia z gry, Zostałem zaciekawiony i czekam z niecierpliwością na recenzję.

gseed
Użytkownik

Śmieszki na bok, ale po co komu kolejna staroszkolna recenzja? Takie wrażenia są dla mnie po stokroć bardziej wartościowe niż klasyczna recka opisująca mechaniki gry, jej zalety i wady. Takich recenzji są dziesiątki.

Aimagylop
Użytkownik

“Śmieszki na bok, ale po co komu kolejna staroszkolna recenzja? ”
Ano po to żeby cokolwiek wiedzieć o grze.
Tutaj nawet nie wiadomo na czym polega mechanika. W obecnej chwili jest to kot w worku.

“Takie wrażenia są dla mnie po stokroć bardziej wartościowe niż klasyczna recka opisująca mechaniki gry, jej zalety i wady. ”
Good for you.

“Takich recenzji są dziesiątki.”
Na Poly? Bo rozmawiamy o Poly i nie widzę żadnej recenzji Disco Elysium.

gseed
Użytkownik

Ale do tego zmierzam. Po co na Poly recenzja taka sama jakich dziesiątki w sieci? Co zmieni kolejna recka w tym samym stylu?

Lord Bart
Użytkownik

Dla mnie to jest gra roku i pierwszy raz od dawna byłem tak pewien tak szybkiej swojej opinii.

blantman
Użytkownik

Moje GotY a grałem w prawie wszystko co wyszło. Najlepiej napisana gra od wieeelu lat. Polecam

Trikson
Użytkownik

Dobrze się to czytało. Jak tylko wyjdzie na konsole, biorę bez namysłu.

Spuczan
Użytkownik

A ja nie kupię na konsolę. Kupię na PC jak ogram Stygian Reign of the Old Ones i Outer Worlds. Bardzo dobry tekst Dominiku liczę na rozwinięcie w Niezatapialnych.

Łukasz Jarkiewicz
Redaktor

A jak Stygian Reign of the Old Ones? Czytałem o problemach technicznych na premierę. Jak to wygląda w tej chwili?

Spuczan
Użytkownik

Właśnie przez te problemy techniczne zrobiłem sobie przerwę od gry. Dawno nie grałem więc nie wiem czy twórcy uporali się już z najbardziej upierdliwymi. Wrócę do gry w następnym roku bo tworzenie bohatera, dialogi i klimat nie pozwalają mi zapomnieć o tej grze.