Zmien skórke
Logo Polygamii

Recenzje„Czarne lustro” – recenzja piątego sezonu. To już nie to samo

Formuła powoli się wyczerpuje?

Facebook Twitter Google Wykop

Tym razem dostaliśmy zaledwie trzy odcinki i przyznam, że mnie osobiście to trochę rozczarowało. Poprzednie sezony nas mocno rozpieściły jeśli chodzi o liczbę odcinku, dlatego teraz powrót do mniejszej liczby epizodów troszkę boli. Ale mniejsza o to. Ważniejsze, że najnowszy sezon „Czarnego lustra” to już nie jest do końca to samo.

Przyjemne katusze

Poprzedni sezon skradł moje serce. Było w nim tak wiele tak odmiennych odcinków, spośród których każdy wchodził w grę z konwencją na swój własny sposób. Bardzo podobał mi się „Twardogłowy”, który wyróżniał się pod wieloma względami, zachowując jednak atmosferę serii. Do dzisiaj zapamiętałam też opowieść o lekarzu, który czerpał satysfakcję seksualną z odczuwania bólu – mroziła krew w żyłach chyba bardziej niż cokolwiek, co kiedykolwiek widziałam. Chyba nawet ciężko mi było po niej zasnąć.

Albo cofnijmy się jeszcze bardziej. Pamiętacie odcinek o kobiecie, która nie mogła się pogodzić ze stratą męża? Czy też ten, w którym żołnierz zabijał nieświadomie niewinnych cywili? Albo ten z kobietą, której pamięć resetowano wciąż i wciąż w strasznej pętli w ramach kary? Czy może ten kameralnym dramatem małżeństwa uwikłanego w zdradę? Albo z nastoletnim pedofilem?

Gdy sięgam myślami wstecz i wspominam, jak się czułam w trakcie oglądania tamtych odcinków, przypominam sobie, że pozostawiały we mnie tak ciężkie, gęste, przykre uczucia, że musiałam sobie wręcz dawkować seanse. „Czarne lustro” miało w sobie coś wyjątkowego, bo nie realizowało tradycyjnej formuły fabularnej i nie oferowało widzowi katharsis. Ono widza brało i tłamsiło. Przygniatało ciężarem wątków o bardzo grubym kalibrze. Na koniec nie dostawaliśmy dobrego zakończenia; nie podsuwano nam pod nos wygodnego rozwiązania wątków, które przyniosłoby spokój i ciepłą satysfakcję. Postaci rzadko kiedy pozostawialiśmy jako pogodzone ze swym losem. Ich życie często było skazane na bezsensowne cierpienie. Włączając kolejny odcinek „Czarnego lustra” wiedzieliśmy, że ta historia nie skończy się dobrze.

Miley Cyrus i wirtualny seks

Rozwodzę się nad tym tak długo, żeby móc lepiej zobrazować to, czego nowemu sezonowi brakuje. Po bardzo średnim “Bandersnatchu” trochę się obawiałam jakości najnowszego sezonu i cóż… Sama nawet nie do końca wiem, co o nim myśleć.

To wciąż bardzo dobry serial. Występują w nim świetni aktorzy, ogląda się go ze sporym zainteresowaniem. Ale czy z napięciem?

Najsłabszym odcinkiem tego sezonu był dla mnie „Rachel, Jack i Ashley Too”. O czym właściwie opowiadał? No okej, mamy dojrzewanie, mamy technologię, która pozwala naginać czyjąś wolę do własnych celów. Mamy jednak przede wszystkim… no, źle napisanych bohaterów, którzy na tle zniuansowanego uniwersum „Czarnego lustra” wypadają jak płascy, jednowymiarowi złoczyńcy.

Włączając kolejny odcinek ‘Czarnego lustra’ wiedzieliśmy, że ta historia nie skończy się dobrze.

Jest też Miley Cyrus, która co prawda nie wypada jakoś bardzo źle, ale też mocno można odczuć, że nie jest profesjonalną aktorką. Sam scenariusz też pozostawia wiele do życzenia, wprowadzając wiele momentów iście jak z telewizyjnego sitcomu.

„Striking Vipers” z kolei przedstawiało co prawda bardzo realistycznie i dogłębnie więzi łączące kilkoro ludzi, ale całość poszła w dziwnym kierunku, oferując miałką i dziwną puentę. Jedyne co to odcinek był bardzo ciekawy ze względu na nawiązanie po raz kolejny do tematyki gier, choć w zupełnie innym tonie niż jak to miało miejsce w przypadku „Wersji próbnej” z deweloperem do złudzenia przypominającym Kojimę. W „Striking Vipers” pada kilka ciekawych pytań dotyczących między innymi koncepcji zdrady małżeńskiej (jeśli pornografia to nie zdrada, to jak jest z cyberseksem?), ale nie znajdują one satysfakcjonujących odpowiedzi, osiadając w rejonach pozbawionych ciężaru.

Lustrzana apokalipsa

Chyba za najciekawszy i najlepiej zrealizowany epizod uważam „Smithereens”. Zabiera głos w aktualnym problemie związanym ze smartfonami. Telefony stały się przedłużeniem naszych dłoni, co do tego nie ma wątpliwości – wystarczy oderwać wzrok od ekranu i rozejrzeć się po wnętrzu autobusu. Ostatnio coraz częściej zauważam, jak często zerkam w czarne lustro telefonu, łapię się na tym, że co chwilę mam impuls, aby odblokować, sprawdzić, odświeżyć.

Ostatnio prawie wpadła na mnie dwójka chłopaków jadących na elektrycznych hulajnogach, ale jakaś obca kobieta przytrzymała mnie ręką. Kiedy indziej przechodziłam przez pasy gapiąc się w telefon i specjalnie wszedł we mnie starszy pan, gniewnym półkrzykiem zwracając mi uwagę. „Smithereens” sprawdza się bardzo dobrze jako zewnętrzny komentarz do tematu, zadając również pytanie – kto właściwie jest temu winny? Ludzie korzystający z technologii, czy też jej twórcy?

W nie do końca dobrą stronę

Żaden z odcinków nie był jednakże w stanie wygenerować takiego napięcia, jakiego byłam w stanie doświadczać w trakcie oglądania poprzednich sezonów. To nadal dobra rzecz, którą warto sobie obejrzeć, ale należy mieć w tle głowy, że to już nie to samo.

Mam taką teorię, że formuła się po prostu wyczerpała. Ile razy można opierać strukturę scenariusza na tym samym? Nie da się, bo widz rozgryzłby mechanizm, znudziłby się. Nic więc dziwnego, że twórcy eksperymentują, wprowadzając więcej komediowych, lżejszych akcentów.

Z drugiej strony… kurde, nie oglądam „Czarnego lustra”, żeby się dobrze bawić. Chcę kulić się pod kołdrą z bijącym sercem, co jakiś czas wciskając pauzę, żeby pochodzić po pokoju. Chcę potem czuć się okropnie przez następnych kilka godzin, przeżywając to, co przed chwilą obejrzałam. Tego, zdaje się, już od Charliego Brookera nie dostaniemy.

14
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
10 Komentarze
4 Odpowiedzi
12 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Simplex
Użytkownik

“o liczbę odcinku” – odcinków

Mam podobne odczucia. Smithereens z jednej strony był faktycznie dobry na tle pozostałych, z drugiej strony był strasznie rozwleczony i fabuły tam było na 10-15 minut.

iydem
Użytkownik

Czy ty masz jakiś fetysz z tym publicznym wytykaniem błędów?
Jakoś na twoje “był faktucznie dobry” nikt nie zwraca uwagi.

Simplex
Użytkownik

Dzięki za publiczne wytknięcie mi błędu, udając że nie zwracasz uwagi.

Trikson
Użytkownik

s5e1 – Ciekawy temat, potraktowany jednak po macoszemu, bez wchodzenia w szczegóły.
s5e2 – Przebłyski dawnego BM (może przez lokację?), plus ode mnie za pokazanie absurdu korpo-pracy. Potencjał jednak nie wykorzystany w pełni
s5e3 – [Zamieszanie na linii Netflix-Disney Channel. Poszukiwania właściwego odcinka trwają. Stażysta wyleciał]

Simplex
Użytkownik

E1 – Dlaczego jeden z bohaterów mówi ze przeszkadzał mu akcent jakiegoś Holendra, skoro postaci w VR mówią głosami tych postaci? (czyli jak grasz kobietą to mówisz kobiecym głosem)

Aimagylop
Użytkownik

Ten serial to zawsze była słabizna jadąca na tym samym schemacie: jakiś absurdalny technologiczny gimmick który oprócz konkretnego przedstawinego problemu jest potraktowany po macoszemu i bez przemyślenia szerszych dla świata konsekwencji istnienia takowego urządzenia/technologii. Odcinek z hannah montannah w kółko wałkująca ten sam utwór trenta “potrzebuję pieniążków” renzora czy bijatyka w której postaci ludzkie jak i zwierzęce mają wymodelowane genitalia i zaprogramowany jest orgazm to był niesamowity absurd ale epizod o kierowcy ubera chcącym wypłakać rzekę zuckbergowi to było coś niesamowitego – nie sądziłem że może być nudniejszy odcinek od szmenderbendera.

s.p.
Użytkownik

Lol sezon 5 to był eksperyment . Kto po tragicznym dnie jakim był sezon 4 da się nabrać na to jeszcze jeden raz.

3mortis
Użytkownik

Moj problem z Black Mirror jest taki, ze o ile pierwsze sezon pokazywaly zycie w jakims swiecie ktory na 1 rzut oka wydawal sie przyszlosciowy i wspanialy, a rzeczywistosc pokazywala inaczej, swiat korporacji, marketingu, technologii wojskowych

a netflixowi chyba zalezy tylko na promowaniu medialnych przekazow i wcisnieciu lgbt, ot tu damy odcinek o milosci 2 facetow, tu ze wlasciciel fb… sorry smithereens jest dobry, nie chcial tego, zli ludzie go zmusili…

po prostu odnosze wrazenie ze zamiast szokowac rozwojem ludzkosci, technologii i manipulacji mediow, to dostajemy po prostu manipulacje mediami skierowana w nas

madoc
Użytkownik

Ten odcinek właśnie nie był o miłości dwóch facetów wbrew pozorom.

sebogothic
Użytkownik

Nie jest to to samo co pierwsze sezony, ale nadal ogląda się ok. Przynajmniej nie czuje się takiego zażenowania jak podczas ostatnich sezonów Lost, Dextera czy Gry o tron. Odcinki niespecjalnie wykorzystują w pełni potencjał zaprezentowanych problemów, ale z braku laku można obejrzeć.

LorDex
Użytkownik

co za czasy… trzy odcinki to już “sezon” …

Raven242
Użytkownik

Do autorki tekstu. Który odcinek jest o lekarzu, który czerpie satysfakcję seksualną z odczuwania bólu, bo kompletnie nie kojarzę, a podobno taki straszny… Twardogłowy był dla mnie kompletnie niezrozumiały. Świetny i chyba najbardziej przerażający był dla mnie Krokodyl. Ta historia naprawdę zmroziła mi krew. Piąty sezon jest b.słaby. Pierwszy odcinek intrygujący, ale tylko przez chwilę. Potem już absurdalny i nielogiczny. Drugi to kopniak w tyłek FB, zbyt trywialny. Ile takich historii miało już miejsce? Ostatni…nie chcę spojlować, ale twist bardzo naciągany. Do poprzednich odcinków wracałem, czasem kilka razy. Ludzie przeciw ogniowi to istny killer i co gorsze bardzo realny, biorąc… Czytaj więcej »

nowatsky
Użytkownik

Według mnie spory problem z tym sezonem Black Mirror polega na tym, że jest zdecydowanie zbyt blisko naszej rzeczywistości (poza odcinkiem “Striking Vipers”). Poprzednio na tapetę brano głównie koncepty oparte na tym co znamy, ale w znacznie rozwiniętej formie. Takie “Smithereens” to istna droga przez mękę, a w dodatku opowiada o czymś, co mogłoby się równie dobrze wydarzyć w zeszły weekend. Nie przekonała mnie historia głównego bohatera, a całość obrzydził przerysowany CEO tamtejszej platformy SM. Odcinek z Miley poza wszelką krytyką, aż dziw bierze, że na koniec cała reprezentacja Disneya nie zaśpiewała piosenki podkreślającej happy end. Poprzednie sezony Black Mirror… Czytaj więcej »

LucilleIsThirsty
Użytkownik

Najgorszy ze wszystkich. Może to i dobrze, że dali tylko 3 odcinki jeśli to taka padaka. Miley Cyrus zamknięta w figurce robota zło najgorsze.