Cyberpunk 2077 a koronawirus. Czy po pandemii potrzebować będziemy mrocznej wersji przyszłości?

Strona głównaCyberpunk 2077 a koronawirus. Czy po pandemii potrzebować będziemy mrocznej wersji przyszłości?
12.04.2020 12:39
Cyberpunk 2077 a koronawirus. Czy po pandemii potrzebować będziemy mrocznej wersji przyszłości?

Przyszłość jest teraz?

Nawet gdyby CD Projekt RED nie przesunął w styczniu premiery, pewnie i tak w kwietniu nie zagralibyśmy w Cyberpunk 2077. Skoro Sony musiało wycofać się z majowego terminu w przypadku The Last of Us 2, to trudno wyobrazić sobie, by w środku pandemii jak gdyby nigdy nic wyszła długo oczekiwana gra Polaków. Ale chociaż twórcy zapewniają, że wrześniowy termin nie jest zagrożony, to nie mamy pewności, czy do tego czasu uda się uporać z wirusem.

A nawet jeżeli, już teraz możemy założyć, że świat będzie wyglądał zupełnie inaczej niż choćby dzisiaj. Być może będzie bardziej sprawiedliwy i otwarty na nowe idee - Hiszpania chce wprowadzić dochód podstawowy. A być może, w myśl doktryny szoku, kryzys zostanie wykorzystany do "przykręcenia śruby". Po chwilach zagrożenia, jak kataklizm, wojna czy właśnie pandemia, łatwiej wprowadzić rozwiązania, które w normalnych warunkach byłyby nie do zaakceptowania. W końcu stan wyjątkowy wymaga wyjątkowych posunięć - niekoniecznie korzystnych dla obywateli.

Coraz trudniej być optymistą. W ciągu ostatnich trzech tygodni w USA przybyło ponad 16 mln bezrobotnych. W Polsce też słyszy się o osobach, które z dnia na dzień tracą pracę. Widmo bankructwa zagląda w oczy kolejnym firmom, mimo że jeszcze kilkanaście tygodni temu jawiły się jako stabilne i bezpieczne. Pandemia pokazała to, co niby wszyscy widzieli, ale liczyli, że czarny scenariusz się nie sprawdzi: służba zdrowia jest niedofinansowana. Koronawirus powiedział "sprawdzam" i na jaw wyszło, że brakuje personelu i sprzętu. Wyliczankę można by ciągnąć dalej, ale chyba wszyscy już widzimy, że świat miesiącami będzie podnosił się po pandemii.

327383642307711801

Zadajmy więc sobie pytanie: czy równie chętnie, co w grudniu 2019, zagramy we wrześniu 2020, skoro to, co będzie działo się za oknami, będzie tak odmienne od dawnej "normalności"?

Zdaję sobie sprawę, że Cyberpunk 2077 jest o czymś innym i porusza zupełnie inne kwestie. Tylko czy na pewno aż tak odległe i futurystyczne? Po pandemii punkt widzenia może się diametralnie zmienić.

Jak pisał o uniwersum znany z Polygamii Sławomir Serafin:

Władająca nami technologia czy życie w VR mogą wydawać nam się jeszcze odleglejszą perspektywą - choć protesty w Minecrafcie akurat tego raczej nie zapowiadają. Mike Pondsmith, twórca uniwersum, mówił jednak, że cyberpunk to nie tylko technologie, bo jego istota jest subtelniejsza: "traktuje on bowiem o kuszących aspektach korupcji i ogólnym zepsuciu". Wychodząc z tego założenia, dostrzeżemy więcej wspólnych punktów z tym, co może dziać się na świecie po pandemii koronawirusa.

Twórcy w rozmowach bardzo często wspominają o różnicach pomiędzy bogatymi a biednymi - to właśnie tych z grubym portfelem stać na wszczepy. Brzmi to podobnie niepokojąco do newsów o tym, jak wiele trzeba było zapłacić za testy na koronawirusa w USA. Albo o tym, że władze stanu Oklahoma natychmiast zleciły zbadanie koszykarzy Utah Jazz, mimo że przeprowadzenie testów dla niemal 60 pracowników klubu wykorzystało 20 proc. całych zasobów.

Nierówności były zawsze, ale dopiero teraz widzimy, jak ci, którzy mają więcej - choćby słynny 1 proc. najbogatszych posiadające dwukrotnie większy majątek od… reszty świata - są w komfortowej sytuacji. Los wielu spoczywa w rękach nielicznych. Jak przedziwna była (a w zasadzie ciągle jest) ta rzeczywistość dobrze opisuje ten wpis:

Cyberpunk to również wszechobecne korporacje, od których trudno się uwolnić. Istnieje ryzyko, że w prawdziwym świecie pandemia tylko zwiększy ich tak znaczący wpływ. Chyba nie ma dużej firmy, która nie dołożyłaby cegiełki do walki z koronawirusem. Znane marki chwalą się zakupami maseczek czy przeznaczeniem pieniędzy na szczytne cele.

Taka solidarność oczywiście może cieszyć, ale należy się zastanowić, czy (jeszcze bardziej) nie wpycha nas w ramiona wielkiego kapitału, który za kilka miesięcy może mieć niezłe usprawiedliwienie. "Nie płacimy podatków, trujemy środowisko, źle traktujemy pracowników, ogólnie same z nami problemy? Cóż to za podłe oskarżenia, przecież w czasie pandemii, która ogarnęła cały świat, wysyłaliśmy worki pełne dolarów! Firmy, które tak chętnie pomagają, nie zasługują na krytykę tylko na jeszcze większe ulgi i uprawnienia!" - zdaję się mówić firmy.

A przecież gesty to jedno, bo koronawirus pokazuje też prawdziwe oblicze kapitalizmu - zysk ponad wszystko. Kiedy tak dużo mówi się o zdrowiu i bezpieczeństwie, nawet największe firmy nie chcą zwolnić z produkcją. Autorka Tithi Bhattacharya napisała niedawno:

Ktoś powie, że Indie są hen daleko, ale zgadnijcie, czyje magazyny działają również w Polsce...

Dodajmy do tego możliwe nadużycia związane z prywatnością. Na przykład Izrael w walce z koronawirusem stosuje narzędzia, które na co dzień służą do walki z terroryzmem. Drony i helikoptery nad naszymi głowami to nie zwiastun Watch Dogs, tylko rzeczywistość polskich miast.

Podobnych przykładów jest więcej, dlatego eksperci ostrzegają, że zaraza "lubi się" z rządami o autorytarnych zapędach. Jeszcze kilka miesięcy temu martwiliśmy się korporacjami, które wiedzą o nas zbyt wiele, jak np. Facebook. Niewykluczone, że jeszcze za taką formą inwigilacji zatęsknimy.

Niby te wszystkie rzeczy działy się już dawno - ale nie na taką skalę i nie w tak wielu miejscach naraz. Myśleliśmy, że do mrocznej przyszłości nam daleko, musi się jeszcze tak wiele wydarzyć, by ziściły się najgorsze scenariusze. Tymczasem niewykluczone, że koronawirus potraktował te wszystkie etapy tak jak my, gdy chcemy przewinąć niechciany przerywnik filmowy - po prostu wcisnął "pomiń" i przeszedł do zakończenia.

Jasne, w naszej wersji nie będzie wszczepów, cyborgów, świetlistych neonów. Ale co z tego, skoro władza w rękach bezwzględnych polityków i potężnych korporacji może być jeszcze większa?

327383642308694841

Mój pesymizm bierze się głównie z tego, że do końca sam nie wiem, czym Cyberpunk 2077 będzie. Ale inaczej odbierałem wywiad z twórcami sprzed pandemii, a inaczej wypowiedzi brzmią teraz.

Potrafię sobie wyobrazić, że takie rzeczy po pandemii dziać będą się choćby w Europie.

Grając w gry, chcemy uciec od rzeczywistości, zapomnieć o problemach. Chociaż Cyberpunk 2077 w moich wyobrażeniach jawi się jako ponura, dobijająca produkcja, to być może będzie czymś w rodzaju światełka w tunelu. Nadzieję daje Mateusz Tomaszkiewicz ze studia CD Projekt RED, który w rozmowie z Barnabą przyznał:

- Chcieliśmy też oddać to, że ludzie łączą się we wspólnoty w sytuacjach zagrożenia czy biedy.

A takie przesłanie w 2020 roku może bardzo nam się przydać.

Udostępnij:
Komentarze (6)