Zmien skórke
Logo Polygamii

Call of Duty dla mnie to... [Klub Dyskusyjny]

Single? Multi? Ciekawa historia? Platforma do wspólnego strzelania z kolegami?

Maciej Kowalik: To gwarancja przewidywalnego ładunku atrakcji. Obecnie. Kiedyś Call of Duty potrafiło zaskakiwać, mieszać w głowie, rozpędzać rollecoaster akcji (i kontrowersji) bardziej i bardziej. Po drodze seria stała się najważniejszym tytułem w katalogu Activision, a na takich markach się nie eksperymentuje. Stąd największa rewolucja jaka mogła ją spotkać, to porzucenie zgranego do granic możliwości kosmosu i powrót do początków. Choć w stylu, który budzi zastrzeżenia (otwieranie skrzynek z naklejkami na plażach wirtualnej Normandii? wstydu nie mają) i nie wykluczam że wcale nie okaże się zbawieniem w oczach graczy. Choć i tak żadna gra nie sprzeda się w tym roku lepiej. Tak to właśnie z tym Call of Duty jest.

Ale nie zapominam o tym, czym seria była dla mnie kiedyś. Przede wszystkim kopalnią niezapomnianych momentów, w ten czy inny sposób łamiących schematy singlowej kampanii w FPS-ie. Gdy zacząłem wymieniać je sobie teraz w głowie, nie starczyło mi palców u rąk, by je im przyporządkować. Mówcie co chcecie, ale to niezłe osiągnięcie jak na “szczelankę”, którą zwykło się krytykować za długość kampanii. Mi ona właśnie zawsze pasowała i gdyby dziś dało się kupować tylko tę część Call of Duty, nie miałbym żalu rezygnując z multiplayera. Choć to właśnie Modern Warfare wspominam jako jedną z pierwszych gier, które pokazały mi czym jest maniaczenie na serwerach z bandą poznanych w sieci kumpli. Więc dziś Call of Duty jest dla mnie już wyblakłym cieniem świetnej i zasłużonej dla gatunku serii. Szkoda, że nie poległa śmiercią bohatera. Choć zaznaczę, że gdy piszę te słowa, WW2 dopiero ściąga się na dysk Xboksa One X.


Bartek Stodolny: Myślę, myślę i… no nie, ja to jednak zawsze battlefieldowy byłem. Jasne, był element zaskoczenia, kiedy w Modern Warfare eksplodowała bomba atomowa, bo wcześniej coś takiego nie miało miejsca. Kampanie dla jednego gracza też do pewnego momentu były niezłe (i tylko niezłe), ale żeby zaraz seria miała czymś dla mnie być? Co najwyżej synonimem całkowicie powtarzalnych, pustych i nijakich sequeli nastawionych na dojenie kolejnych baranów ślepo składających zamówienia przedpremierowe. A po tym, jak Activision każe nam oglądać innych graczy otwierających skrzynki z lootem, seria w zasadzie przestaje dla mnie istnieć. Już pal licho, że to całkowity brak szacunku dla ludzi tam walczących i ginących, to przede wszystkim pokazywanie graczom, za jakich idiotów ma ich wydawca stosując tak prostackie sztuczki psychologiczne. Ale co ja się spinam? I tak kupicie.


Paweł Olszewski: Dla mnie Call of Duty to wspominania. Świetna kampania i jeszcze lepsze multi “czwórki”, a potem kolejne dwie odsłony Modern Warfare, może nie równie dobre, ale jednak satysfakcjonujące. Do dziś pamiętam swoje zdziwienie po skończeniu MW3, że znowu im się udało. Ale potem wraz z wycieczką w przyszłość niestety przestało im się udawać. Od COD: Ghost odbiłem się jak ping-pongowa piłeczka. Advanved Warfare znudziło mnie po dwóch misjach, a do Infinite Warfare jeszcze nie podszedłem. Jeszcze, bo czaję się na tę odsłonę ze zremasterowaną “czwórką” w komplecie. Po drodze były jeszcze Black Opsy, ale te, włącznie z kultową w pewnych kręgach “jedynką”, jakoś mi nie podeszły.


Patryk Fijałkowski: Ta seria, która od lat kompletnie do mnie nie trafia. Mój jedyny moment z Call of Duty wiążę się z Modern Warfare, w które zagrywaliśmy się z chłopakami na kafejce. Rezerwowaliśmy wszystkie dziesięć kompów na kilka godzin i robiliśmy sobie wielkie turnieje. To były dobre czasy, a w tamto multi grało się diabelnie dobrze. Wtedy na tyle zainteresowałem się grą, że postanowiłem pograć też w kampanię, ba, ustawiłem chyba nawet jeden z wyższych poziomów trudności… i przerwałem gdzieś pod koniec. Na kafejkę też w końcu przestaliśmy przychodzić, a przed tym zastąpiliśmy Modern Warfare Bitwą o Śródziemie 2 i Enemy Territory. Od tamtych czasów patrzę na Call of Duty z boku, pozbawiony jakichkolwiek emocji. No, może poza szczyptą smutku, że tak się to kręci rok w rok.


Dominik Gąska: Nic. Poważnie, w tej chwili już zupełnie nic. Kiedyś może napisałbym, że kampanie dla pojedynczego gracza. Przecież za czasów pierwszego Modern Warfare była to seria niemal wizjonerska! Niemal, bo jednak nic nowego nie wymyśliła, a wszystko co miała wzięła z Half-Life’ów, ale tak czy inaczej stała na froncie nowego trendu liniowych, fabularnych FPS-ów. Ale teraz? Ile razy można przechodzić identyczne fragmenty i strzelać do wychylających się wrogów do momentu, aż zorientujemy się, że to już ten moment, w którym powinniśmy biec do przodu? Twórcy tej serii nie mają żadnego pomysłu na to, co z nią zrobić, widać, że kompletnie nie mają do tych kampanii serca, zamiast wyznaczać trendy zredukowali się więc do odtwórców. “Destiny jest popularne? No to lecimy w kosmos!”, “O Battlefield 1 się sprzedał? Wracamy do korzeni!”. Multiplayera nigdy nie lubiłem, a dla tych, którzy go cenią, jest przecież mnóstwo identycznych gier. Serio potrzebne są kolejne? Niech to już lepiej w końcu zdechnie i może zrobi miejsce na coś nowego.


adam2Adam Piechota: Trochę dzieciństwo. Najdłuższy i najbardziej istotny kontakt z CoD-em miałem w czasach PlayStation 2. Na pewno już kiedyś to tutaj pisałem, ale dwie pierwsze konsolowe odsłony marki to właśnie “moje” Call of Duty. Finest Hour i efektowniejsza wariacja bitwy o Stalingrad? Biorę, to moje, dość dziwne, wspomnienia Bożego Narodzenia przy konsoli. Big Red One w miejscu ogrywanej przez kolegów, standardowej “dwójki”? Do dzisiaj uważam tę wersję za najlepszą (skoncentrowana narracja robi robotę). A potem od tasiemca odszedłem, z kilkoma nielicznymi wyjątkami. Dlatego seria oznacza w moim życiu krótki, choć intensywny, okres zainteresowania FPS-ami. Ale od przynajmniej dekady, niestety, niewiele dla mnie znaczy. Niemniej z chęcią sprawdzę WWII. Wygląda jak coś skrojonego pod moją nostalgię.


Przeczytaj także:

Redakcja

 

Więcej na temat:

9
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
7 Komentarze
2 Odpowiedzi
0 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Freszu
Użytkownik

… dzieciństwo (przy Big Red One na PS2), Modern Warfare jako najlepszy FPS siódmej generacji i multiplayer, bo swojego czasu z MW, MW3 i Black Ops 1 oraz 2 spędziłem ok. 700h (nie żebym był z tego dumny). Od czasu Ghosts w ogóle przestałem grać w FPS’y z “współczesnym” settingiem, chyba mi starczy do końca życia.

indeed
Użytkownik

Dla mnie chyba przede wszystkim CoD2 i pierwsze Modern Warfare. CoD2 było dla mnie kwintesencją świetnej drugowojennej strzelanki – ma do tej gry olbrzymi sentyment, po dziś dzień regularnie wracam do kampanii, bo po prostu leży mi ten klimat. Co do MW to sprawa jest prosta – tryb multiplayer, który wówczas 19-letniego mnie wciągnął z mocą trąby powietrznej. Była to jedyna gra, w którą grałem w klanie (specjalnie pod nią kupiłem słuchawki z mikrofonem – Creative Fatality, ktore nota bene wciąz działają, choć służą do Skype’a obecnie ;)). spędziłem w niej chyba z kilkaet godzin – niemal codziennie spędzałem parę… Czytaj więcej »

ks.Ignacy
Użytkownik

…stereotypowa napakowana patosem gównostrzelanka dla spasionych pryszczatych 12 latków w trakcie mutacji

mimochodem
Użytkownik

błąd. w otwarci mw nie ma nic stereotypowego.
no i coda na wyżyny nie wnieśli dwunastolatkowie.
w tamtych czasach pryszcze nawet nie były tak wielki problemem jak teraz.

mimochodem
Użytkownik

w sensie nie miało ich tylu nastolatków (pryszczy)

LordGabriel
Użytkownik

call of duty było dla mnie na tyle dobrą grą jak byłem gimbem, że gdy dowiedziałem o odejściu od drugiej wojny gdzie (z niewyobrażalną satysfakcją strzelałem do Niemców) to przestałem grać, ale i tak koledzy później brat sprezentowali mi kolejne ich nowe odsłony rozpoczynam od od 4-ki, później moder warfare 2, black ops 1 i 2 i chyba ostatni adwance warfare i też bardzo przelotnie w singla, bo jak dla mnie Call of duty to interaktywne filmy wciągające i szybkie ale wciąż filmy, których nie pamietam

Lord Bart
Użytkownik

Pierwsze wspomnienie to Stalingrad z CoDa1. Drugie to już CoD4:MW, niezły SP, ale to multi zjadło mi godziny życia. Miałem swoje dwa ulubione niemieckie serwery, w jednym udawało się nawet wbić do TOP10 graczy, no i w końcu ukochany tryb *** Search and Destroy *** Ten moment kiedy zostawałeś sam na mapie, przeciwnik podłożył walizkę, więc obiegasz od drugiej strony, widzisz jeden kampi za rogiem, masz perka na ciche bieganie więc chlast nożem, ale gdzie drugi? Wrzucasz granat dymny, podbiegasz do walizki, udajesz że rozbrajasz, jest dźwięk, wróg reaguje, strzela, puszczasz walizkę, skaczesz w jego pozycję, strzał, zwycięstwo. I to… Czytaj więcej »

Marrond
Gość
Marrond

Call of Duty dla mnie… skończył się na United Offensive i Call of Duty 2. Od kiedy CoD4 chwycił ze swoją filmowością i gameplayem zrównanym w dół pod gamepada jest to równia pochyła niestety.

soulsonist
Użytkownik

A to ja sie troche wybije z trendu narzekania. Praktycznie kazdy CoD trzymal mnie przy monitorze wystarczajaco dlugo zeby go ukonczyc, ba kilka z nich przeszedlem po 2 lub wiecej razy bo… fajnie mi sie w nich strzela i nie wymagaja 30 albo 40 godzin na ukonczenie. Po ciezkim tygodniu w robociem jesli akurat mam ochote sie na chwile wylaczyc, odpalam CoD i celuje sobie do pikseli. Nie mam zastrzezen do scenariuszy tych gier, zgadzam sie sa sztampowe, ale tez nie odrzucaja od monitora (przynajmniej mnie) i plynnie przenosza mnie do kolejnej areny (korytarza 😉 ) ze strzelaniem, a tego… Czytaj więcej »