Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeAnthem – recenzja. Do robota, do roboty

Anthem to bardzo dobra gra.

Facebook Twitter Google Wykop

Wśród zarzutów, stawianych nowej grze Bioware od momentu jej udostępnienia dla wybranych tydzień temu, najtrudniej mi się zgodzić z jednym. Z tym, że jest to gra stworzona bez serca (albo duszy, różnie mówią), rynkowy produkt, powstały jako efekt wyłącznie chłodnej kalkulacji i obserwacji tego, co popularne. Pamiętając, że koniec końców wszystkie gry są produktami i z pełną świadomością tego, że całe to “serce” bardzo trudno zdefiniować – Anthem to gra, która ma bardzo dużo serca.

Platformy: PC, Xbox One, PS4
Producent: Bioware
Wydawca: Electronic Arts
Data premiery: 22.02.2019
Wersja PL: napisy
Wymagania: Wymagania: Windows 10, Intel Core i5-3570 / AMD FX-6350, Nvidia Geforce GTX 760 / Radeon R9 280X, 8 GB RAM, 50 GB HDD
Graliśmy na PC. Grę do recenzji udostępnił wydawca. Zdjęcia pochodzą od autora tekstu.

Ma go na tyle dużo i bije ono tak silnie, że musiało się to komuś udzielić. Może jestem jedyną taką osobą na świecie. Może jestem takim wyjątkiem i piszę tę recenzję tylko dla siebie. Rozsądek podpowiada, że nie. W imię Prawdy (no co, grałem w grę Bioware), a może po prostu dla jakiejś zdrowej równowagi, muszę stanąć do walki z przeważającymi siłami wroga (tak, mam oczy i Internet, widzę, co się dzieje).

Więc staję. Anthem to bardzo dobra gra. A teraz zaczyna się trudna część.

Witaj mroku, mój druhu

Jestem po stronie tej gry od pierwszych minut, nawet jeżeli początkowo z pewnymi wątpliwościami. Haluk i Faye – freelancer i cyfrantka (taka zdalna telepatyczna pomoc w czasie walki) – którzy witają mnie w pierwszym przerywniku filmowym zapowiadają, co się tu będzie działo. Już wiem, że na najbliższe kilkanaście, może i kilkadziesiąt godzin, zostaną moimi przyjaciółmi (kończy się na nieco ponad 30 godzinach).

Nie jest to wcale łatwe i niewiele tytułów to potrafi. Tworzyć bohaterów, o których zapomina się, że są tylko wytworem fikcji, elementem gry wideo i którzy stają się dla gracza kimś więcej – osobami, z którymi dzieli nieistniejący świat i które pomagają się w nim zatracić. Wymaga to kilku rzeczy i Bioware umie je wszystkie doskonale. Bardzo dobrze radzi sobie z nimi również w tej grze, być może lepiej niż kiedykolwiek.

Wszystkie pojawiające się tu postacie są więc po pierwsze świetnie napisane. Jest tu lekkość, swoboda wypowiedzi, pewna nawet momentami młodzieńcza beztroska, charakterystyczna dla Kina Nowej Przygody. Pasuje to do opowiadanej przez grę historii, która w końcu nie jest o ratowaniu świata. Jest o grupie przyjaciół, jednoczących się, by pokonać niebezpieczeństwo. Jasne, niebezpieczeństwo to zło, które wyskoczyło z dziury, bo to wciąż Bioware. No dobra, i trochę w sumie chce ono przejąć kontrolę nad światem. No ale nie ma tu tego nadęcia z Mass Effectów, tej napinki, traktowania wszystkiego śmiertelnie poważnie do przesady. Jest to przede wszystkim opowieść o ludziach, robiących wspólnie dobrą robotę.

Są po drugie rewelacyjnie zagrane. Chyba tylko zeszłoroczne Red Dead Redemption 2 może dorównywać Anthemowi pod tym względem. Aktorzy wtłaczają w tych bohaterów tyle życia, tyle energii, że już po paru chwilach wierzę, że istnieją naprawdę. Dialogi brzmią żywo, dynamicznie, są tu jakieś chrząknięcia, zaśmiechy, pomruki. Nie brzmi to w ogóle jak czytanie tekstu z kartki. Dla porównania, po “skończeniu” Anthema (przejściu wszystkich misji głównego wątku) uruchomiłem na godzinę Dragon Age’a Inkwizycję. Akurat taką grę Bioware’u miałem zainstalowaną. Sztuczność Kasandry, deklamującej swoje wypowiedzi jak na szkolnym przedstawieniu, odrzuciła mnie z marszu.

W końcu – są bardzo dobrze animowane. Może niekoniecznie w tych mniej ważnych dialogach (chociaż w przypadku głównych postaci jest tam wciąż przynajmniej dobrze), ale w kluczowych momentach, rozgrywanych w formie cutscenek (ale wciąż z widokiem z pierwszej osoby), wyglądają niesamowicie przekonująco. Są tu manieryzmy, gestykulacja, zdradzająca drobne emocje mowa ciała.

Kiedy więc jeden z kluczowych zwrotów akcji w dalszej części gry jest wynikiem momentu zwykłej, ludzkiej słabości jednego z bohaterów, robi to na mnie dużo większe wrażenie niż niejedno niesamowite odkrycie na temat istoty Żniwiarzy z Mass Effecta. To od początku do końca przede wszystkim opowieść o ludziach i to z niej najbardziej zapamiętałem.

Czytaj i rób co chcesz

Po parunastu minutach wstępu jestem w forcie Tarsis. Żyję jego życiem i życiem jego mieszkańców. Będę do niego wracał po każdej misji i z zainteresowaniem odwiedzał wszystkich znajomych. Co każdą misję, trwającą nie więcej niż 15-20 minut, co najmniej tyle samo czasu spędzę w Forcie. Może dlatego nie odczuwałem dręczących grę ekranów ładowania? Nie drażniło mnie, że spędzam kilkanaście sekund czekając na wczytanie fortu, by za chwilę poczekać 30 sekund, czekając na uruchomienie się misji. Bo nie włączam kolejnej misji od razu. Jak mógłbym?

Nie mogę od razu wsiąść w Javelina, skoro widzę, że chce ze mną pogadać Sayrna. Wariatka co chwile chce sprowadzać do fortu jakieś niebezpieczne zwierzęta. Słuchanie jej to sama radość. Kiedy mogę, idę pogadać w barze z Max. Trochę się zauroczyłem w jej bezpośredniości i silnym charakterze. Kiedy powiedziała coś o swojej żonie – poczułem zazdrość.

Za każdym razem też gruntownie przeglądam odblokowującą się stopniowo encyklopedię świata. Jest zaskakująco dobrze napisana i, co równie ważne, przetłumaczona na język polski (znów szybkie porównanie z Inkwizycją – tam nie chciało mi się doczytać do końca już pierwszego wpisu). Opisy roślin to małe perełki. Ale nie tylko one. 

Wiele szczegółów, istotnych informacji o tym świecie, nie jest graczowi podawanych wprost w dialogach czy przerywnikach. Rozmowy są dzięki temu naturalniejsze i żywsze. Konsekwencja tego jest taka, że żeby zrozumieć wszystko, co się wokół gracza dzieje, warto czytać tę encyklopedię. Ale nie to jest głównym powodem mojego zainteresowania. Nie czytam jej, bo muszę. 

Czytam ją dlatego, że ponad wszystko sprawia mi to frajdę. Frajdę sprawia mi również czytanie wiadomości e-mail pochodzących od różnych poznanych wcześniej osób. Również pogłębiających wizję świata list mailingowych z najnowszymi doniesieniami z cesarskiego dworu albo kolejnymi numerami miesięcznika arkanisty. Ale najbardziej zawsze czekam na opowieści Tannera Tfardziela. Te barwne historyjki niezbyt rozgarniętego autora, który postanowił spróbować życia wśród zwierząt, były tak zabawne, że było mi autentycznie smutno, kiedy się skończyły.

Do końca gry czekałem na jeszcze jeden odcinek.

Do robota, do roboty

Kiedy w końcu wyruszam na kolejną misję, kompletnie zapominam o tym, że jest to gra multiplayer. Trójka lancerów, lecących ze mną, to po prostu pomagający mi najemnicy, nie – inni gracze. No, czasami trochę za szybko wyskoczą do przodu, a Anthem niezbyt lubi, gdy grający się rozdzielają, zmuszając maruderów do nadgonienia stawki lub siłą ich do niej przenosząc. To jedyne momenty, kiedy obecność innych graczy bywa irytująca (tutaj Bioware obiecało poprawkę, nieco luzującą wymaganie pozostawania blisko siebie).

A ile się dzieje w tych misjach! Piękno i różnorodność lokacji są zachwycające. Wbrew pozorom nie jest to tylko porośnięta gęstą roślinnością dżungla. Są tu zabudowania, bagna, różnie wyglądające lochy. Część z nich odwiedza się w toku kampanii fabularnej, część – łącznie z dwoma z trzech “raidami” – można zwiedzić później na własną rękę.

Cztery dostępne w grze Javeliny – używane przez głównego bohatera pancerze bojowe – różnią się tak bardzo, że gdy zmieniłem używanego przez siebie wcześniej Śmigacza na Sztorma, poczułem się, jakbym uruchomił zupełnie nową grę. Pierwszy jest mogącym wykonywać potrójne skoki, szybkim i zwinnym pancerzem, który pozwala walczyć wręcz tak dobrze, że człowiek momentami ma wrażenie, jakby grał w jakiegoś slashera. Czułem się niesamowicie potężnie wskakując z lotu w grupki wrogów i chlastając ich jeden po drugim atakami wręcz.

Do czasu, aż przekonałem się, że Sztorm to prawdziwy władca burz, potrafiący na wybranym obszarze szerzyć tak piorunujące (he he) spustoszenie, że już nie chcę wracać do Śmigacza. A jest jeszcze Kolos (najcięższy ale i najsilniejszy z pancerzy) oraz wszechstronny Łowca. Każdy z nich posiada szereg slotów na dodatkowe umiejętności i usprawnienia (moduły), które odblokowujemy w trakcie gry. 

Dzięki różnorodności poszczególnych “klas” walki potrafią wyglądać spektakularnie, szczególnie, jeżeli wystąpi w nich ich właściwa mieszanka. Sztorm szybuje nad polem bitwy, zamrażając przeciwników lodowymi soplami, kolos broni flanki, trzymając mocno gardę, Łowca koncentruje się na eliminowaniu wrogów z dalszych odległości, a Śmigacz lata to tu to tam, co jakiś czas pikując na niczego się niespodziewających przeciwników.

Marzenia o lataniu

Bardzo duży wpływ na to, jak dobrze gra się w Anthem, ma sposób przemieszczania się. Bioware doskonale wiedziało, że od tego elementu zależy bardzo dużo. Gra sprzedawana była od początku jako strzelanka z latającymi pancerzami bojowymi i to, żeby latające pancerze bojowe latały jak najlepiej, musiało być najwyższym priorytetem.

I jak one latają! Sterowanie nimi daje wielką radość, dzięki temu, jak szybko i zwinnie reagują na polecenia gracza, a jednocześnie jak dobrze przy tym czuć ich masę (dzięki czemu wydają się rzeczywiste). Do tego dają się błyskawicznie tak dobrze “wyczuć” ze swoim pędem, szybkością lotu, wysokością, że wymierzenie lądowania w dowolnym miejscu jest oczywiste i naturalne. Pancerz jakimś sposobem zawsze znajduje się na ziemi w dokładnie tym miejscu, w którym chcieliśmy. Działa to niemal jak magia.

Możliwość latania daje też wszystkim z dostępnych w grze pancerzom mobilność, o jakiej mogliby pomarzyć bohaterowie niejednej strzelanki. Łatwo dzięki temu unikać niebezpieczeństwa, flankować wrogów, uciekać przed ich ostrzałem. Gracz zawsze czuje, że kontroluje sytuację, jest o jeden krok do przodu przed siłami wroga. Tak jak powinien się czuć w potężnym pancerzu bojowym.

Punkt widzenia

A kiedy to wszystko dobiega końca, misja zostaje zaliczona, wracam do Fortu Tarsis i znów jest to tylko moja gra. Znów są w niej postacie, z którymi chcę rozmawiać, wątki, które się w tych dialogach toczą z misji na misję. Na niektóre z nich można mieć własnymi decyzjami wpływ, jest nawet taki, na koniec którego czeka nas dramatyczna i nieoczywista decyzja rodem z Wiedźmina.

Chyba to za to najbardziej cenię Anthem. Nowa gra Bioware, będąc sieciową strzelanką we współdzielonym świecie, potrafi być jednocześnie erpegową opowieścią dla pojedynczego gracza. Pozwala zatracić się w swoim uniwersum, chłonąć jego szczegóły i przejmować się losami zamieszkujących je postaci. Trzeba jej na to tylko pozwolić. Nie jest aż tak odległa od Mass Effecta, jak wydaje się wielu jego fanom. Pod paroma względami, choćby lekkości i klarowności fabuły, bywa od niego lepsza.

Niestety, wciąż jest to gra online i jako taka jest narażona na szereg związanych z tym niedogodności. Przede wszystkim – problemy z połączeniem. W trakcie tygodnia z wersją recenzencką wystąpiły u mnie wprost tylko raz, ale kilka razy miałem sytuację, w której z jakiegoś powodu misja nie chciała zaliczać punktów kontrolnych i musiałem rozpoczynać ją od początku, żeby móc przejść dalej. Jak na złość stało się to cztery razy z rzędu w ostatniej misji, w której cały czas pojawiała się (a właściwie – nie znikała) blokada, uniemożliwiająca graczom przejście dalej po pokonaniu wszystkich wrogów w lokacji. 

To jest właściwie jedyny poważny problem, jaki mam z nową grą Bioware. Gdyby nie kwestie techniczne, może trochę zbyt długie momentami ekrany ładowania (mają być poprawione na premierę) i tego typu nieprzyjemne “zwieszki”, nie wahałbym się dać jej i wyższej oceny. Podczas rozgrywki kompletnie zatraciłem się w jej świecie, a po jej skończeniu zostało mi jeszcze do zrobienia sporo zadań pobocznych, rozmów do odbycia w Tarsis (tak!), jeden raid, którego w ogóle nie ruszyłem i dwa pozostałe, które wprawdzie skończyłem już na normalnym poziomie trudności, ale korci mnie wyższy.

Mam wrażenie, że z jakiegoś powodu patrzę na Anthem inaczej niż reszta i pozostaje mi tylko nadzieja, że nie jestem w tej perspektywie odosobniony. Liczę na to. Również dlatego, że chciałbym, żeby Anthem był dalej rozwijany, chciałbym go więcej. Słyszę jednocześnie, jak mówi się, że to przeciętny “looter”, że zdobywane bronie są nieciekawe, że gra jest zbyt poszatkowana, że wrogowie niedostatecznie zróżnicowani i nawet rozumiem te argumenty. Świadczą one jednak o punkcie widzenia na tę grę, który jest kompletnie rozbieżny z moim.

Nie twierdzę przy tym, że Anthem musi się podobać. Więcej, jestem świadom, że w swoim uwielbieniu dla tej gry jestem w mniejszości. Ale kiedy ktoś mówi, że nie ma w niej magii dawnych produkcji Bioware? Że to przeciętny klon Destiny, stworzony dla łatwego zysku? Że nie da się tu znaleźć nic więcej? Tego już kompletnie nie rozumiem. I mam ochotę powiedzieć, tak jak mi mówiono w tym tygodniu, że “chyba graliśmy w zupełnie inną grę”.

Dominik Gąska

ZAGRAĆ?
WARTO
4.0

64
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
18 Komentarze
46 Odpowiedzi
25 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
princefluff
Użytkownik

Ja poczekam spokojnie z pół roku aż naprawią grę, żeby nie psuć sobie teraz zabawy. Bardzo chciałbym, żeby połatali co trzeba i zrobili z tego godnego konkurenta Destiny 2. I marzy mi się podobna różnorodność światów. To by dopiero było! Aktualnie dla mnie to gra 2/5 😉

CheckRise
Użytkownik

W pełni podzielam zdanie Dominika. Wiem, że jestem w mniejszości ale gra daje mi takie ilości frajdy plus pełne “zanurzenie” w świecie gry, że jak patrzę na niektóre recenzje na prawdę nie mogę wyjść z podziwu, jak rozbieżne mogą być zdania na temat tej samej gry. Zdaję sobie sprawę, że istnieją techniczne niedociągnięcia i… kontrowersyjne decyzje designowe (typu brak zmiany wyposażenia kiedy się tylko chce). I trochę mi się zdaje, że w niektórych miejscach to co raduje serce lootero-shootero maniaka (tj. maksymalne QoL w każdym aspekcie) może odbierać nieco tej magii o której czytamy w recenzji. Bo dla mnie osobiście… Czytaj więcej »

Bartosz Stodolny
Administrator

Ja też się pod tym podpisuję!

comment image

RaB01BiT
Użytkownik

@CheckRise Aż się specjalnie zarejestrowałem tutaj 🙂
Popieram Cie w 100%, ja się bawię świetnie. Nie bardzo rozumiem, dlaczego wszyscy doszukują się w loot-shutter’ze fabuły, kompletnie tego nie rozumiem.
Druga rzecz która mnie zadziwia, to powielany hejt w komentarzach na innych portalach.

jcdenton
Użytkownik

To widać, że kompletnie nie rozumiesz. Taką grę mogło zrobić jakieś podrzędne studio a nie Bioware, które słynie ze wspaniałej fabuły, wciągającego świata i zwrotów akcji śniących się po nocach. Finalny produkt, jest rozczarowujący. To tak jakby ferrari spędziło kilka lat tworząc nowego golfa (który przecież dla określonego targetu dobrym samochodem jest…). I było nie było przeciętny zjadacz kiełbasy (albo fan gier EA…) będzie zachwycony. Szczęśliwie są ludzie, którzy patrzą na to z ogromnym rozczarowaniem i poczuciem zmarnowanego czasu i potencjału.

RaB01BiT
Użytkownik

Widzisz, ja jestem zwolennikiem samej rozgrywki, kompletnie nie interesuje mnie jakaś rozbudowana fabuła.
Teraz grając w Anthem,po prostu skip’uje dialogi, bardziej się skupiam na zabawie w walce.
Pamiętam jak w 2012 ludzie byli rozczarowani fabułą w Diablo 3. Pytam się po co więcej. H’N’S i Loot-Shutter to inny gatunek gry. Wszyscy traktują Anthem jak MMO RPG, co według mnie jest nieporozumieniem.

Podobnie było z Destiny 2. Gram w tą gre od samej premiery. Ile ja się naczytałem, że fabuła krótka etc., ile hejtu płynęło… Według mnie to najlepszy FPS-loot-shutter w jakiego mogłem zagrać od 1992 roku (pierwszy PC).

jcdenton
Użytkownik

Ty się skupiasz na tym, że Tobie jest dobrze ale innym leży na sercu, że marka, która stworzyła takie ponadczasowe tytuły jak Baldur’s Gate, KoTOR, Mass Effect, Dragon Age teraz wypuszcza to… coś, co w porównaniu z tamtymi tytułami jest po prostu żałosne, śmieszne i płytkie. Nie angażuje się artystów do malowania ścian. EA zniszczyła kolejne studio, tym razem wręcz legendarne. I tak długo jak będę tacy ludzie, którzy mają to gdzieś bo im jest dobrze i dalej będę napychać portfele takich śmieciowych wydawców jak EA tak długo proces degradacji poziomu gier będzie postępować. Ludzie nie traktują Anthem jako MMO… Czytaj więcej »

RaB01BiT
Użytkownik

Znowu powtarza się sentymentalne wołanie o to – co było. BioWare głównie utożsamiane jest właśnie z RPG, chociaż w przypadku MK2 to wyjątek. Oczekiwania fana marki i żal o to że nie stworzyli rasowego RPG (ewentualnie MMO), tylko dlatego, bo tak czynili to dawniej. To nie tak. Otóż, odkąd nastała pustka w Destiny 2, nie mogłem się doczekać tej produkcji, w gameplay nie zawiodła. Zgadzam się z jednym, 7 lat pracy, nakład $ o wiele większy od np. CD Projekt Red, gdzie pozwolili sobie na napisanie silnika i jego udoskonalenie do REDengine 3, Wiedźmin 3, jak wiadomo – jest genialną… Czytaj więcej »

jcdenton
Użytkownik

Cóz w takim razie nie znajdziemy wspólnego gruntu do porozumienia. Miłego dnia życzę.

lukaszsa
Użytkownik

Chyba nie umiesz na to spojżeć szerzej a raczej nie chcesz. Tak ta marka(Bioware) stworzyła wiele gier crpg z leprzą lub gorszą fabułą ale teraz wzięli się za fps lootera czyli całkiem inny gatunek (Nie wnikam czy to ich wybór czy wydawcy) i myślę, że zrobili to z przyjemnościa, bo mają trochę odmiany po latach robienia rpg. I zrobili tego fps lootera bardzo dobrze z tego co piszą chłopaki a nie oszukujmy się w 75% FPSów fabuła to pretekst /objaśnienie dlaczego strzelamy do tamtych. Sentyment rozumiem mam go do wielu gier ale strasznie Ci zawęża sposób myślenia.

Pozdrawiam
Peace

SkyPiranha
Użytkownik

Ja też się specjalnie zarejestrowałem żeby napisać, że mi się ta gra podoba mimo całego hejtu, aż się zastanawiałem co ze mną jest nie tak 😀
P.S
Polecam Kolos-a , wrażenia prowadzenia mini czołgu gwarantowane 😀

Sasilton
Użytkownik

No nie wiem. Grałem tylko w demo i to co mi się rzuciło w oczy to bardzo ładny świat, ale miałem wrażenie, ze gdzie nie polecę, to wszystko wygląda podobnie. Zaskakująco dużo loadingów. Oglądałem tylko gameplay z E3 i ten przed premierą i myślałem, że będzie to bardziej otwarta gra. Latanie na myszce było tragiczne, ale chyba już to naprawili. Fabuła i to, że dzieje się tylko w tym głupim hubie. Nie wiem, czy jest tak przez całą grę, ale oddzielona część fabularna to według mnie fatalny pomysł. To trochę jak inna gra, gdzie latamy kamerą i zagadujemy do NPC.… Czytaj więcej »

gseed
Użytkownik

Czytam recenzję i z pierwszych trzech części wyłania mi się po prostu coś jak Mass Effect albo KOTOR, jak kolejna gra *tego* Bioware. Czyli jednak został tam ktoś, kto jeszcze wie jak się to robiło?

Może i bym spróbował, gdyby nie była to gra online. Da się w to grać samemu bez plusa i wszystkich tych multi bzdetów tylko np z botami?

Aimagylop
Użytkownik

Inne pisane recenzje, oraz materiały na jutubie, ukazują bardziej nieprzychylny obraz gry. Czerstwe dialogi oraz historia kłócąca sięz formułą looter shooter przez cutscenki których nie da się pominąć, irytująca główna postać, gąbczaści przeciwnicy, brak wskaźnika globalnych wydarzeń (trzeba latać po mapie aż się randomowo trafi), czasy ładowania questa 2 – 5 minut, kolejne ekrany ładowania w trakcie questa, pusty świat, drużynowy shooter który nie ma żadnych drużynowych mechanik: brak możliwości ustawienia własnego markera na mapie, brak pingowania przeciwników, brak tekstowego czatu), karanie gracza teleportacją i niewidzialnym sufitem za korzystanie mobilności jaką dają kombinezony, sztuczne wydłużanie gry przez wymuszanie na graczach… Czytaj więcej »

Bartosz Stodolny
Administrator

Bardzo dużo słyszę o tych długich loadingach, ale u mnie na pececie niczego takiego nie ma. Quest to kwestia parunastu sekund, a potem każdy loading w jego trakcie to dosłownie 5 sekund i już. Aczkolwiek odpalam grę z dysku SSD, więc może dlatego. Warto dodać, że ekranów ładowania aż tak dużo nie ma. Teleportacja irytuje do momentu, w którym uświadamiasz sobie, że bez niej gracze rozpierzchliby się po całej mapie zamiast skupiać się na queście. To gra bardzo nastawiona na zabawę z randomami i w ten sposób unika się sytuacji, w których jeden członek drużyny ma wszystkich gdzieś, bo szuka… Czytaj więcej »

princefluff
Użytkownik

Chciałbym tylko niewinnie wtrącić, że jak większość recenzji mówi o zabójczych loading screenach, a ktoś odpowiada ‘u mnie działa’, to nie brzmi zbyt przekonywująco 😉

Bartosz Stodolny
Administrator

Ale ja nikogo nie przekonuję. Ani do braku problemów z loadingami, ani do samej gry. Chciałbym natomiast zwrócić uwagę na jedną kwestię. Serwery wystartowały 15.02 o godzinie 16:00 naszego czasu. Można było grać wcześniej, ale było to singlowe doświadczenie. Dotyczy to zarówno graczy, jak i youtuberów oraz normalnych recenzentów. Zatem jeśli pierwsze recenzje i materiały zaczęły pojawiać się w piątek (15.02) pod wieczór, to były to tak zwane review in progress. Ot, parę słów na podstawie pierwszych kilku godzin gry i tego, co autor ugrał podczas bety. Nie krytykuję takiego podejścia, bo niestety w takich czasach żyjemy, ale no… “nie… Czytaj więcej »

princefluff
Użytkownik

Bartku, ale ja graaaaałeeeeem

Bartosz Stodolny
Administrator

To akurat nie było do ciebie, tylko do ogółu. Bo jak patrzę na dyskusje w internecie, to właśnie tak to (dla mnie, podkreślam) wygląda.

gseed
Użytkownik

A można w to grać właśnie zupełnie singlowo?

Bartosz Stodolny
Administrator

Można, natomiast (chyba) innych graczy nie zastępują boty. Sprawdzę dziś wieczorem i dam znać.

gseed
Użytkownik

Właśnie doczytałem. Można, ale i tak trzeba mieć plusa lub golda bo to jest always online.

konbezzebow321
Użytkownik

Smutne że w momencie w którym ludzie starają się bronić gry podkreślając jej “singlowe” walory, to jednak autorzy gry są innego zdania ;///

Simplex
Użytkownik

W pełną wersję anthema można grać od 15 lutego. No chyba że EA kłamie:comment image

https://www.pcgamer.com/eas-style-of-early-access-sucks/

Bartosz Stodolny
Administrator

Poza tym, tak w ramach ciekawostki i odnośnie do “u mnie działa”, to me bogate doświadczenie z serwisowaniem sprzętu komputerowego mówi, iż większość problemów powoduje jeden czynnik. Czynnik ludzki. Nie bez powodu serwisanci na userów mówią “użyszkodnicy” 😉

s.p.
Użytkownik

użytkownicy sprawili że między questami są 3 loadingi, przebijanie się przez nudną zapchaj dziurę i ekran nagród. Lootershooter jak się patrzy.

Bartosz Stodolny
Administrator

Nie o to mi chodziło, ale spoko 🙂

znubi
Użytkownik

Zaplusuj ten komentarz by dostać szansę na wygranie ekskluzywnej siedmiodniowej skórki do skarpetek Javelin™ Interceptor© “Pearlescent Deep Sea Shrouded Shadowstrike Spectrum (Rare)” oraz 5 rerollów do lootboxów (oferta tylko dla użytkowników Origin™ Access Premier).

konbezzebow321
Użytkownik

Poza pozytywnymi komentarzami na temat fabuły, to cała reszta opisu brzmiała zupełnie jak moje doświadczenie z Destiny 2, które miałem okazję sprawdzić po tym jak je rozdawali na Battle.net. Czyli po prostu – Destiny 2 z fajną historią. W domyśle przyjąłem też, po tych wszystkich pozytywnych akapitach dotyczących “singla”, że w anthem można grać normalnie offline, no bo nie rozumiem jak można nie wymienić tego jako kolosalnej wady gry, która wg. recenzenta stoi historią (zwłaszcza że na konsolach przecież jeszcze abonament musi być opłacony). Ja to wszystko odczytuję tak – gra online, w którą przez większość czasu grasz w coopie… Czytaj więcej »

liberteone
Użytkownik

Gre przeszedlem przedwczoraj, wraz z przyjaciolmi. Poza samą mechaniką, widowiskowością walk, nie ma w tej grze nic i jest to bardzo przykre bo naprawde chciałem aby sie bioware udało. Fabuła jest płytka, poza jednym zwrotem akcji i jednym dluzszym filmikiem nic sie nie dzieje. Glowny wrog pojawia sie na chwile i to na sam koniec, nawet nie mam za co go nienawidziec. Nastawialem sie na cos przynajmniej troche bardziej rozbudowanego od destiny, a to wydmuszka i gdy dochodzi sie do end game to swieci oj swieci pustka tak ogromna… Na domiar zlego to juz chyba 3 raz jak moja prywatna… Czytaj więcej »

yasiu071
Użytkownik

Ale zdajesz sobie sprawę, że poznałeś co najwyżej wstęp do fabuły?

white
Użytkownik

Nie wiem jakim sposobem gra z tak wieloma problemami technicznymi może dostać tak wysoką ocenę…

jcdenton
Użytkownik

jeśli nie wiadomo o co chodzi…

Simplex
Użytkownik

Naprawdę wierzysz że ktoś przekupił Dominka żeby wystawił wysoką ocenę grze którą uważa za słabą?
Jeżeli nie masz na to dowodów, to balansujesz na krawędzi pomówienia.

Przede wszystkim Polygamia nie ma na tyle zasięgu i rozpoznawalności żeby się opłacało ich przekupywać (oczywiście nie wierzę, żeby EA nawet próbowało, albo żeby była jakakolwiek szansa że ktoś z redakcji da się przekupić).

Simplex
Użytkownik

Wreszcie zrozumiałem co się stało! Na skutek zaburzeń kontinuum czasoprzestrzennego nastapiła zamiana ocen gier recenzowanych przez Dominika – https://polygamia.pl/unavowed-recenzja/
Obiektywnie i bezdyskusyjnie oczywistą oczywistością jest to, że Unavowed powinno dostać Anthema, Anthem ocenę Unavowed. I w ten sposób zagadka absurdalnie niskiej oceny Unavowed i absurdalnie wysokiej oceny Anthem została rozwiązana.

Simplex
Użytkownik

Komu wierzyć, jak żyć? “I’ve been cheering for Anthem for 3 years. I wanted Bioware to succeed here. The end result, though, is a product that repeats every single mistake made by every looter shooter to date, without any of the Bioware magic that might have redeemed the experience. ” https://www.youtube.com/watch?v=fhe76p6Tiro A i jeszcze ten rodzynek – https://variety.com/2019/gaming/news/youtuber-says-ea-demanded-takedown-paid-review-1203146117/ Hmm, komu wierzyć, EA, czy youtuberowi? To ta usunięta recenzja: https://www.youtube.com/watch?v=vAFk_I0nxnU A co do loadingów – warto pamętać, że zdecydowana większosć graczy będzie grała na konsolach z dyskami mechanicznymi. I tam loadingi są masakryczne i jest to obiektywnie mierzalny fakt. Dlatego też… Czytaj więcej »

cadet111
Użytkownik

Wychodzi na to że Polygamia dała najwyższą ocenę tej grze, lub jedną z wyższych jak patrze po necie….nie grałem nie oceniam. Każdy ma prawo recenzować grę po swojemu , ale moim zdaniem autor recenzji za bardzo ocenił grę “pod siebie”……Jeżeli oceniamy grę jako całość to gdzie single player, gdzie historia, ileż błędów w grze itp, itd i gra otrzymuję 4/5….pamiętam wiele innych recenzji jak autorzy wypominali takie fakty, gdzie taka gra z takimi niedociągnięciami otrzymałaby max 2/5, albo czepiali się za brak multiplayera i ocena była obniżana o parę oczek…..

siema87
Użytkownik

Czytam polygamię od długiego czasu i jak czasem mniej lub bardziej się nie zgadzam z niektórymi recenzjami to tutaj aż we mnie zagotowało się. EA niszczy wszystko czego się dotknie i z roku na rok jest coraz gorzej. Marka Bioware, którą kiedyś kochałem już nie istnieje. Dawanie tej grze pozytywnej oceny to nie dopełnienie obowiązku jako recenzenta. Opinię może napisać każdy, od tego jest oddzielna ocena w metacritic albo komentarze pod recenzjami w różnych serwisach. Od recenzenta wymaga się rzetelności, przeanalizowania gry, minusów i plusów i na koniec podsumowanie. Tutaj? Taki sam artykuł napisany równie dobrze mógłby być przez mojego… Czytaj więcej »

Trikson
Użytkownik

Nie gram w Anthem. Ba, nawet nie za bardzo przepadam za stylem Dominika, a nasze gusta często bardzo się rozmijają, ale szanuję bardzo za to że nie patrzy na grę przez pryzmat ocen innych, tylko recenzuje na bazie własnych z nią doświadczeń. Może jestem w mniejszości, ale dokładnie tego oczekuję od recenzji gier – subiektywnej opinii. Owszem, wady i zalety należy przedstawić, ale to właśnie frajda (bądź jej brak) obcowania z tytułem jest dla mnie kluczowa. W dzisiejszych czasach dostarczycieli recenzji w najróżniejszych formach jest ogrom. Znalezienie takich, których gust jest maksymalnie zbliżony do naszego (Adam P. :*) nie jest… Czytaj więcej »

Adam Piechota
Administrator

Trikson – :*

princefluff
Użytkownik

Recenzja jest bardzo subiektywna i jakby pisana na gorąco.
Dla odmiany polecam chłodniejsze i bardziej trzeźwe spojrzenie na stan i przyszłość ANTHEM:
https://www.youtube.com/watch?v=TYiPsntG3qk
Ta gra-wydmuszka aktualnie zasługuje na max 2/5.

Rif-
Użytkownik

Widzę, że autor recenzji kolejny raz “zaistniał” na zasadzie ocenię na odwrót 🙂

Bartosz Stodolny
Administrator

Widzę Rif kolejny raz “zaistniał” bez podawania argumentów i ciągle nosząc w sercu urazę o jakąś tam recenzję.

Lord Bart
Użytkownik

Przecież argumentem jest “ocenianie na odwrót” 😀 Taka prawda, że po przeczytaniu tego wstrzymałem się z pieczeniem ciasta z rzepą na stypę po Bio… i zastanawiałem się czy rzeczywiście robić ją i ci wszyscy ludzie, którzy się zapowiedzieli, to czy naprawdę są tacy ślepi i głupi 😛 Smutnym faktem naszych czasów jest to, że Anthem reklamuje się jakimiś 90 nagrodami ubranymi w wieńce laurowe, nagrodami z jakiś targów pewnie, płatnych recek i temu podobnych. Potem się jeszcze trafia recenzja fana-fanatyka(??), człowiek to włącza i… k’wa, o czym ci ludzie pisali? Żeby nie było, lubię uczciwych nazistów, uczciwych złodziei, czy redaktorów… Czytaj więcej »

Simplex
Użytkownik

Nie moja recenzja, ale warto przeczytać: http://forum.polygamia.pl/dyskusje/anthem/msg1162697/#msg1162697

JohnStar
Użytkownik

I jak tam Anthem teraz??:D wszyscy co go tak bronią w komentarzach nadal bawią się świetnie i nie widzą jaka to jest wydmuszka??:)
A jak tam ekwipunek? Już legendarny 😀 ( czytaj nie różniący się niczym od podstawowych pistolecików itp.)
Lekko złośliwie 😉 pozdrawiam