Od redakcji: Autor tekstu jest wieloletnim współpracownikiem Gazety Wyborczej i serwisu Sport.pl, pisze także bloga koszykarskiego D-Fence. Dlatego zrobiliśmy wyjątek i zrezygnowaliśmy w poniższej recenzji z podziału na zagadnienia. Dwa dni grania w nową wersję koszykówki od 2K Sports przynosiły frustrację, dawały odczuć, że gra jest niedokończona, że brakuje jej wiele do tego, aby stać się ”tą jedyną” w bieżącym roku. Frustracja wylana na papier (ten elektroniczny) przyniosła spokój i chęć sprawdzenia tego czy mam rację. Kolejne dni testowania produktu od 2K przebiegały już inaczej. Pierwsze wnioski nasuwające się po rozpoczęciu prawdziwej przygody w świecie NBA 2K10 pozwalają z łatwością zapomnieć o niedoróbkach technicznych i wpadkach z przeskakującą momentami grafiką. Pierwsza myśl jaka napływała do głowy po kolejnym tygodniu to uzależnienie. Musiałem wielokrotnie wcisnąć delete na klawiaturze, bo pomyje, które wylałem na grę były nieaktualne.