Niech to Jason. Najpierw autorzy przesuwają Friday the 13th przez ponad rok, wodzą za nos tak długo, że zapominam, co ostatnim razem o tej produkcji pisałem, a gdy nareszcie potwierdzają ostateczną datę premiery - będzie to 26 maja na obu wiodących konsolach oraz PC - okazuje się, że gra i tak wystartuje okrojona.
W chwili premiery dostępny będzie tryb multiplayer, w którym asymetrycznie pogramy siedmiu na jednego (jednym będzie, rzecz jasna, zabójca w hokejowej masce), coś na wzór świętej pamięci Evolve lub ponoć nadal żywego Dead by Daylight. Trzy mapki i... jakie "i"? To wszystko.
Singleplayerowa kampania fabularna, będąca jednym z powodów przesuwania premiery, dojdzie do gry później, "latem", jako (ponoć) darmowe DLC. Dziwne, bo o jej założeniach czytaliśmy jeszcze podczas zeszłorocznych wakacji. Za sieciówkę wątłych rozmiarów "z wieloma obietnicami" twórcy żądać będą jednak równowartości czterdziestu dolarów. Trochę dużo jak za grę, która zacznie mniej więcej w takiej formie, co Dead by Daylight rok wcześniej.
Wiem, że to inna skala, ale studio Gun Media chyba w ogóle nie obserwuje współczesnego rynku. Gracze przestali już ufać "długim planom rozbudowywania zawartości". Pamiętacie obietnice dziesięcioletniego utrzymywania przy życiu Destiny? Albo rezolutne wypowiedzi developerów z DICE, że strzelanka FPP z nastawieniem na rozgrywkę online nie potrzebuje singlowej kampanii? Ewentualnie przypomniałbym również No Man's Sky, ale o tym chyba żaden z Was nie zapomniał.
WIDEOFriday the 13th: The Game - Launch Date Announcement
Jak gdyby w ramach rekompensaty - nowy zwiastun. Decyzja będzie należeć do Was, ale ja z zakupem wstrzymałbym się do tego lata, by sprawdzić, czy chłopaki nie zwiną się z kasą i nie zostawią graczy przy ukończonym w połowie produkcie. Sorki-motorki, panowie, nie z nami już te numery.
Adam Piechota