"Zagraj, zagraj jak za dawnych lat" Tymi właśnie słowami kibicie m.in. Górnika Zabrze motywują swoich piłkarzy do lepszych występów, słowa te doskonale pasują także do WRC. Grając w nią nie mogłem pozbyć się złudzenia, że odpaliłem nie swojego Xboksa 360, a wiekowe już PlayStation 2, które, wstyd przyznać, stoi w kącie zaraz obok i od dawna już zajmuje się wyłącznie zbieraniem kurzu. Na to wrażenie składa się kilka czynników. Po pierwsze oprawa graficzna, która naprawdę mocno odstaje od dzisiejszych standardów. O ile jeszcze samochód na odcinku specjalnym wygląda całkiem przyzwoicie (choć jeśli weźmiemy pod uwagę, że jest on tylko jeden, a daleko mu do urody aut z Forzy czy Gran Turismo ocena staje się nieco surowsza) tak otoczenie estetów może wręcz porazić. Trasy składają się z mdłych tekstur, bardzo prostych, by nie napisać, że prostackich, obiektów oraz niekiedy mlecznobiałej mgiełki mającej chyba za zadanie zamaskować fakt, że od czasu do czasu jakieś drzewko czy krzaczek nie wyłonią się majestatycznie zza horyzontu, a wyskoczą nagle na naszych oczach niczym spod ziemi. Strasznie razi zbite niczym asfalt na niemieckiej autostradzie podłoże, które udaje szutr czy poryte koleinami błoto - ostatnia reinkarnacja Sega Rally pokazała, że można w tym elemencie zrobić znacznie więcej. Do otoczenia trzeba się przyzwyczaić i przestać zwracać na nie uwagę, bo twórcy zaoferowali nam aż dwa widoki z kabiny auta i na drugim z nich gra się równie znakomicie jak w Shifcie, a to oznacza, że deska rozdzielcza nie przesłania nam trzech-czwartych ekranu i spokojnie możemy z takim widokiem jeździć. Dla odmiany znakomite jest udźwiękowienie gry. Każdy samochód brzmi zauważalnie inaczej i nie chodzi jedynie o różne odgłosy silnika w poszczególnych modelach, ale również o taką kwestię jak wyciszenie wnętrza. Wprost rewelacyjnie nagrano głosy pilotów (kobieta lub mężczyzna), którzy nie tylko czytają opis odcinka z odpowiednim wyprzedzeniem, ale w razie kolizji drą się wniebogłosy, po stłuczce potrafią stwierdzić, że silnik raczej nie powinien wyć w taki sposób, a na mecie zganią nas lub pochwalą za osiągnięty rezultat. Muzykę usłyszymy jedynie w powtórkach, gdzie dominuje Pendulum.