A kariera znowu powoduje lekkie ziewanie. Ot, przejedź trzy sezony, od ligi juniorów, przez WRC II, po najpotężniejsze maszyny z obecnych mistrzostw. Przy umiarkowanym poziomie umiejętności nie trzeba martwić się o fatalne uszkodzenia; właściwie ani razu nie doprowadziłem do sytuacji, w której zabrakłoby mi czasu serwisowego na pełne naprawy. Skacze się zatem od państwa do państwa i pokonuje dziesiątki szutrowych odcinków. Nie ma żadnej marchewki na kiju. Jazda wyłącznie dla samej przyjemności jazdy. "Piłeczka" od EA pokazała niedawno, że nawet w taśmowo produkowanych seriach sportowych można zaproponować wciągającą karierę. Ale to nie ten szczebel, nie ten budżet. Pod tym względem już nawet przestałem liczyć na rzeczywiste zmiany."Niższą półkę" reprezentuje także oprawa wizualna. Szczegóły mijanych obiektów doczytują się na naszych oczach. Płynności daleko do Dirtów od Codemasters, nawet jeśli brakuje podobnie atrakcyjnych fajerwerków. Żeby otworzyć delikatnie usta w podziwie, gra musi "kliknąć" - potrzeba odpowiedniego odcinka w trakcie odpowiednich warunków atmosferycznych. Gęsta mgła w Monte Carlo, australijski wschód słońca, gorące popołudnie na polach w Mikołajkach. Cóż, przynajmniej działa w pełnym HD na PlayStation 4 (za Xboksa nie mogę ręczyć, lecz rok temu różnica była zauważalna na niekorzyść Microsoftu). Oczywiście, że po kilku godzinach do grafiki przywykniemy. Z tyłu głowy dzwonić będzie tylko cicho: "budżetówka, budżetówka".Kylotonn solidnie przysiadło jednak do tych aspektów, które dotychczas kulały najmocniej. Model jazdy na przykład. Studio całkowicie odpuściło nieudolne próby nadania systemowi pozorów symulacji. Bez względu na to, czy paski przesuniecie w stronę "amatora", czy też "profesjonalisty" (co zupełnie szczerze polecam od razu zrobić), całość działa na wskroś arcade'owo, ciesząc ciągłymi, łatwymi do opanowania poślizgami. Niczym stare odsłony Colina. I tak, uważam to za absolutną zaletę, zwłaszcza gdy w roli konkurencji ma się Codemasters oraz ich symulacyjny horror dwóch najświeższych Dirtów. To poziom, którego mniejszy deweloper z Francji nigdy nie byłby w stanie dogonić. Dlatego strategia kontrastu wychodzi WRC 7 na zdrowie. A i my, gracze, coraz rzadziej dostajemy "luźne" rajdy. Arcade umiera generalnie, w każdej odmianie gier sportowych.W kwestii odcinków od jakiegoś czasu normalnym było, że WRC idzie na ilość, nie jakość. Mają oficjalną licencję, i tak muszą uwzględnić wszystkie rajdy, więc gdy pozostali ograniczają się do pięciu czy sześciu państw (oprócz "mistrzów kodu" jeszcze studio Milestone z niedocenionym Sebastien Loeb Rally Ebo), Kylotonn łupie dziesiątki widokówek z całego globu. Tym razem jednak stał się niemały cud. W WRC 7 zobaczyłem naprawdę ekscytujące odcinki specjalne. Paskudne serpentyny, ciasne przesmyki, podłe pułapki, szalona różnorodność nie tylko pomiędzy całymi rajdami, ale nawet w granicy dwóch czy trzech kilometrów jednego przejazdu. Najpierw przeprawa przez wąski las, za chwilę wspinanie się pod górkę na jakimś walijskim bezdrożu i nagle olśnienie ciągnącą się po horyzont drogą, jaką za chwilę mamy przejechać? No hej, tutaj takie momenty trafiają się co chwilę.