GiantBomb jest grą oczarowane i wystawiło jej maksymalną ocenę - 5 gwiazdek. Dlaczego? Z powodu jednego słówka - fun, które opisuje w zasadzie każdy aspekt inFamous. Och, ilu grom tak bardzo go brakuje... Nawet gdyby historia była trywialna albo nie istniała to i tak jakość akcji wystarczyłaby by udźwignąć inFamous. Szybkość i poczucie ruchu, celowania, strzelania, uskakiwania, wspinania i skakania daje poczucie swobody i płynności, które stwarza, że gra jest niesamowicie satysfakcjonująca. Przemieszczanie się przez miejskie środowisko również jest przyjemnością. Cole automatycznie łapie się krawędzi, co pozwala mu wspinać się po budynkach, lampach i w zasadzie każdym innym elemencie z łatwością. [...] Świetne sterowanie sprawdza się również w przypadku mocy, które masz do dyspozycji (w większości naśladują one popularne w strzelaninach archetypy: granaty, rakiety, karabiny snajperskie, a niektóre są zapożyczone z Gwiezdnych Wojen, jak odepchnięcie, czy fala uderzeniowa) i sprawia, że używanie wszystkich z nich przeciw wielu wrogom jest bardzo przyjemne. Liczba możliwych kombinacji mocy w wielkiej strzelaninie jest w zasadzie nieskończona i w zupełności wystarcza, by walka była zacięta do samego końca gry. IGN również zwraca uwagę, że historia i miasto, w którym toczy się akcja mają swoją rolę do odegrania i mimo wszystko nie jesteśmy pozbawieni emocjonalnych momentów. inFamous zdobył ocenę 9.2 Empire City powaliło mnie tym, jak bardzo jest żywe. Jasne - ludzie machają rękami by zasygnalizować poboczne misje, ale ile razy szukałem odłamku po wybuchu, a podbiegał do mnie ktoś prosząc o uzdrowienie jego kolegi? Może jestem miękki, ale mężczyzna opłakujący na ulicy stratę swojej żony i dziewczyna powtarzająca w kółko, że miała być tu tylko jeden dzień złapali mnie za serce. Gdy już porwie Was frajda smażenia przeciwników i szybowania nad miastem, takie momenty, wybuchające pożary i zniszczone pojazdy przypomną Wam, że żyjecie w mieście, które przeszło właśnie swoją najczarniejszą godzinę i nie wie, jak stanąć po tym na nogi. Eurogamer jest nieco bardziej krytyczny. Ocenił grę na 7/10, a tak opisuje misje poboczne Zaliczanie misji pobocznych wyzwala dany obszar miasta, oczyszczając go z przeciwników, co sprawia, że łatwiej jest się poruszać. Warto poświęcić im czas również po to, by zyskać dodatkowe punkty doświadczenia, które umożliwiają ulepszanie mocy. Niektóre z fajniejszych misji przypominają znane z Crackdown wyścigi po dachach, do świecących punktów. No i na koniec GameSpot, który wystawił pełne 9.0. Recenzent zauważył, że inFamous nie spowoduje swoją grafiką wypalenia oczu, ale mimo wszystko nie ona jest tu najważniejsza. Liczy się przede wszystkim frajde, a jego zdaniem w tej kwestii gra nie zawodzi.