W kalejdoskopie: Batman: Arkham City

W kalejdoskopie: Batman: Arkham City16.10.2011 11:40
W kalejdoskopie: Batman: Arkham City
marcindmjqtx

Batman: Arkham Asylum był jedną z najprzyjemniejszych niespodzianek 2009 roku - gra, której przed premierą dobrze wieszczyli głównie fani Mrocznego Rycerza, okazała się produkcją pod wieloma względami bliską perfekcji, świetnie pamiętaną po dziś dzień. Naturalną koleją rzeczy było, że poprzeczkę oczekiwań wobec kontynuacji wywindowano niezwykle wysoko - tak wysoko, iż niektórzy obawiali się, że Arkham City jej nie przeskoczy. Już teraz wiemy jednak, że obawy te były niesłuszne.

Pozostając przy terminologii tyczkarskiej, można by rzec, że produkcja Rocksteady zbliżyła się do rekordu świata. Obecnie Batman: Arkham City to bowiem najlepiej, obok Portala 2, oceniana gra bieżącego roku i jedna z najwyżej ocenianych gier w ogóle. Średnia jej ocen robi kolosalne wrażenie: - Metacritic: 360 - 95% (26 recenzji); PS3 - 98% (10 recenzji) - GameRankings: 360 - 94,4% (18 recenzji); PS3 - 97,5% (8 recenzji)

Czym Batman zasłużył sobie na tak ciepłe przyjęcie? Największe zalety dzieła Rocksteady to:

- intrygujący, bogaty, dopracowany świat pełen interesujących postaci, - satysfakcjonująca, wciągająca i różnorodna rozgrywka, - znakomity system walki, - mroczna, zawiła fabuła, - sugestywna oprawa audiowizualna, - długość zabawy (od 25 do nawet 50 godzin).

Co z wadami? Wierzcie lub nie, ale tych zachodni recenzenci praktycznie nie wymieniają. Jedyny sensowny zarzut kierowany jest tylko pod adresem walk z bossami, które nie ewoluowały ponoć od czasów Arkham Asylum i są zbyt łatwe.

Nie skupiajmy się jednak na drobnostkach i dajmy się ponieść zachwytom poszczególnych recenzentów nad grą.

Na pierwszy ogień - portal GamesRadar i jedna z kilkunastu maksymalnych not:

Chcieliśmy oddać w tej recenzji tak dużo geniuszu Arkham City, jak to tylko możliwe, ale jest tego za dużo i zabrakło nam na to miejsca. Podniosła, energetyczna muzyka. Jedna z najładniejszych opraw graficznych w tym roku. Najwyższych lotów voice acting z wyjątkową rolą Marka Hamila jako Jokera i niezwykle udanym występem Nolana Northa jako Pingwina. Elementy interfejsu pełne bonusowych, krótkich historii, odpowiadające na pytania, które zdawały się pozostać bez odpowiedzi. Tryb Zemsty Człowieka-Zagadki, w którym należy unicestwiać wrogów przy użyciu odpowiedniego wyposażenia albo strategii. Małe, zmyślne wybory do podjęcia, takie jak decyzja o używaniu batsygnału jako standardowej nawigacji. Nawet walki z bossami są tu fajne.

Zastanawiające i zarazem niepokojące jest to, co Rocksteady może zrobić, aby uczynić z kolejnej części jeszcze lepszą grę. Nie możemy się doczekać, by się tego dowiedzieć.

Batman: Arkham Asylum było najlepszą grą o superbohaterze w historii. Kontynuacja jest pięć razy większa i pięć miliardów razy lepsza. Liczby mówią same za siebie. Kolejnym oczarowanym Arkham City jest Andrew Reiner z GameInformera. Amerykański dziennikarz tak opisuje piękno świata przedstawionego:

Od miasta Gotham bije wymowna atmosfera, a jego majestatyczne wieże uosabiają dekady postępu i dobrobytu. Te imponujące nocne widoki przysłaniane są przez potężne, betonowe ściany Arkham, nowego domu Gotham dla lunatyków i morderców. Część miasta za tymi barierami została przemieniona w miejsce pozbawione zasad. Więźniowie rządzą sami. Panuje anarchia, bo wszyscy walczą o kontrolę nad ulicami. Charakterystyczne budynki w mieście zostały przypisane przestępcom je kontrolującym. Pingwin gnieździ się w muzeum. Maniakalny śmiech Jokera rozchodzi się po dokach. Żaden rozsądny człowiek nie odważyłby się wejść do tego niebezpiecznego zakładu karnego. Dla Batmana i kontrolującego go gracza jest to jednak świetne miejsce polowań, gdzie rozgrywa się jedna z najbardziej niezwykłych przygód w historii gier wideo. Arkham City maksymalną notę otrzymało też od growego działu The Telegraph. Redaktor brytyjskiego dziennika zwraca uwagę m.in. na usprawnienia poczynione względem pierwowzoru:

Gra stanowi wzór tego, jak powinno się konstruować świat i projektować etapy, ale Arkham City to przede wszystkim fantastyczny plac zabaw, zbudowany dla potrzeb Batmana i jego wspaniałych zabawek. Podróżowanie po mieście, rozwijając pelerynę Batmana i szybując między dachami w kierunku wskazanego przez batsygnał miejsca, jest wspaniałym przeżyciem, i dzięki ulepszonemu systemowi chwytania się budynków odbywa się jeszcze sprawniej niż poprzednio. Nowy ruch pozwala nabrać w ostatnim momencie pędu i właściwej wysokości do wykonania szybkiego nalotu z powietrza, nie inaczej niż znane ze świata Mario piórko. I choć porównywanie Mrocznego Rycerza do kolorowo ubranego hydraulika Nintendo nie ma większego sensu, trzeba zaznaczyć, że Batmana kontroluje się z tą samą lekkością, płynnością i satysfakcją. Opanowywanie kolejnych sztuczek i niuansów sprawia równie dużo radości co w przypadku Mario. To, czego nie ma w zwyczaju robić Mario, a co nieustannie robi Batman, to wbijanie łokcia prosto w zamaskowaną twarz bandyty. Od czasów Arkham Asylum duży postęp poczyniono nie tylko w kwestii przemieszczania się, ale też w systemie walki, który jest teraz bardziej płynny, elastyczny i brutalny. W pierwszej części gry pojedynki z wrogami fantastycznie oddawały okrucieństwo i moc Batmana, połączone z całą jego ludzką wrażliwością. Tu jest jeszcze lepiej, a to za sprawą pełniejszego i ściślejszego poczucia kontroli nad postacią. Nowe animacje ukazują Batmana wyginającego się pośród grupy przeciwników, szybko dostosowującego swe chwyty i ciosy do przyjętej pozycji i przeprowadzającego efektowne egzekucje przy użyciu elementów otoczenia (np. ulicznych latarni). Sterowanie, tak jak poprzednio, jest u swych podstaw niezwykle łatwe do opanowania i polega na umiejętnym łączeniu uderzeń, kontrataków, ciosów specjalnych oraz wykonywaniu uników. Bardzo ważną rolę w walce odgrywają gadżety Batmana. Hak pozwala na przykład rozbroić napastnika z karabinem i przyciągnąć go do siebie jak na sznurku do bielizny. Możesz także wykorzystać wybuchowy żel jako prowizoryczną minę, albo użyć nowego paralizatora do ogłuszenia wroga. Umiejętne łączenie zastosowań gadżetów skutkuje powstawaniem różnorodnych i spektakularnych kombinacji ataków. Inny brytyjski dziennik, Guardian, wyraża natomiast uznanie chociażby dla warstwy fabularnej gry:

Mocną stroną gry, nasycającą fabułę, jest szeroka galeria przestępców, z jakimi zmaga się Batman. W Arkham spotkamy przede wszystkim Dwie Twarze i Pingiwna, w konflikcie uczestniczy też Joker czy znana z pierwszej części Harley Quinn. Wraz z rozwojem historii na drodze głównego bohatera stają kolejni, świetnie znani fanom wrogowie, ale ujawnianie o kogo chodzi i jak wpasowują się oni w opowieść, byłoby wyświadczaniem niedźwiedziej przysługi. Fabuła to jeden z elementów stanowiących o sile gry i im mniej będziecie o niej wiedzieć przez zagraniem, tym bardziej w nią wsiąkniecie. Nawet znany ze swej surowości Edge nie potrafił oprzeć się urokowi dzieła Rocksteady. W recenzji magazynu, zakończoną notą 9/10, można przeczytać m.in. o mechanice rozgrywki, która sprawdza się jeszcze lepiej niż w Arkham Asylum:

Esencja gry - skradanie, walka i eksploracja - nie uległa zmianie. Najważniejszym z tych filarów są potyczki z przeciwnikami. Twórcy zachowali wytworny, płynny system starć z Arkham Asylum i dodali kilka usprawnień. Gadżety Batmana jeszcze lepiej wpasowują się w walkę; pojawiają się też nowi przeciwnicy, np. mięśniacy rzucający nożami, co do których trzeba stosować kombinacje uników. Nieprzyjaciele z bronią zaczęli brać pod uwagę zalety Batmana i wciąż trzeba podchodzić do nich ostrożniej niż do reszty. Najemnicy noszący skanery termiczne mogą Cię wykryć podstępnie wiszącego nad ich głowami, a inni używają środków zakłócających sygnał radiowy, które nie pozwalają na korzystanie z trybu detektywistycznego i rentgenowskiego widzenia. Czajenie się w zakamarkach pomieszczeń, wychwytywanie i szybkie likwidowanie tych typów wrogów, a także odciąganie uwagi innych nieprzyjaciół sprawia mnóstwo frajdy. Zachwyty nad nowymi przygodami Batmana pojawiają się w dosłownie każdej recenzji i nie sposób przytoczyć choćby połowy z nich. Niech o geniuszu gry świadczy fakt, że jak na razie najniższa wystawiona jej nota to 8,5/10 od Destructoida. Ocena najniższa, niemniej wsparta niezwykle ciepłymi słowami, które ucieszyłyby chyba każdego producenta gier:

Batman: Arkham City stara się oferować aż za dużo i dla niektórych może być trochę ociężały, ale nie przeszkadza mu to w wykonywaniu szeregu rzeczy prawidłowo. To przepiękna, posępna gra, która w każdym aspekcie składa hołd jednej z najwspanialszych ikon komiksu i dostarcza rozrywki, w której można przepaść na długie godziny. Jej największe problemy tyczą się niezbalansowanego, raz za prostego, innym razem zbyt złożonego systemu walki, który może wywoływać irytację, ale Arkham City jako całość jest jedną z najbardziej wciągających i miodnych gier obecnych na rynku. Arkham City nie trzyma aż tak wysokiego poziomu jak poprzednik, ale jest słabszy od niego pod bardzo nielicznymi względami i udanie odpowiada na głosy krytyki kierowane pod adresem Arkham Asylum. Po skończeniu gry będziesz czuł niedosyt, ale nie dlatego, że dostałeś za mało. Bycie Batmanem sprawia po prostu zbyt dużo frajdy. Batman: Arkham City zdaje się podążać złotą zasadą tworzenia kontynuacji: jest większy, ładniejszy, bardziej dopracowany niż poprzednik i wprowadza w stosunku do niego szereg nowości oraz usprawnień. To jedna z tych gier, które można zamówić w ciemno jeszcze przed premierą; produkt kompletny i całkowicie wart swej ceny. Ja, jako fan Arkham Asylum, już od dawna jestem zdecydowany na zakup sequela i nie potrzebowałem do tego dodatkowego bodźca. Jeśli jednak wahacie się jeszcze nad zaproszeniem do swojego domu Mrocznego Rycerza, to ten kalejdoskop powinien wywołać u Was jednoznaczną reakcję: przygotowanie pieniędzy i wybranie się w piątek do sklepu po pudełko z grą. Jestem przekonany, że nie pożałujecie tej decyzji.

Adrian Palma

326996599183136810
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)