Kaz dosiadł tego byka i w końcu opanował całą sytuację.

bETEOJZx

Restrukturyzacja Sony, którą pod batutą nowego prezesesa obserwowaliśmy od kilku lat, dobiega końca. Kaz Hirai być może nawet nie spodziewał się podobnego sukcesu swojej konsoli, ale z całą pewnością przygotował firmę na taki rozwój wydarzeń. Sony przez ostatnie lata przegrało na wielu frontach, tracąc tysiące pracowników i prezentując naprawdę niepokojące wyniki finansowe. Telefony, telewizory, komputery - powoli żegnamy je wszystkie, bez większego sentymentu. Po czterech latach bolesnej metamorfozy z mroku wysuwa się nowa twarzy tokijskiej korporacji.

Prezentacja Sony z tego tygodnia miała mieć taki przekaz: przetrwaliśmy i teraz mamy pewny kierunek. Tym kierunkiem jest, rzecz jasna, konsola. Ta jedyna właściwa, nie ta, o której nie piśniemy ani słówka. 40 milionów sprzedanych PS4, 20 milionów płacących subskrybentów Plusa. I niezachwiana pozycja lidera do końca tej generacji. To już nie tak, jak było poprzednim razem. Microsoft nie depcze im po piętach, jak oni długo deptali Microsoftowi z PS3. Karty są rozdane, ukrytych asów nie będzie. Wie o tym Nintendo, które pakuje walizki.

Kaz dokonał tego, co okazało się wielką porażką jego poprzednika. PlayStation 3 znaczną większość swojego życia spędziło na ostatniej pozycji konsolowego podium. Niepotrzebnie skomplikowane, przegrywające na froncie multiplatformowym, drogie. Sytuacja poprawiła się w ostatnich latach, owszem, ale te ostatnie lata to i tak niepowtarzalny ewenement. Dziś aby wydłużyć cykl życia konsol, robi się ich nowe, mocniejsze wersje. Czyli sprzedaje się nowe konsole, bez względu na to, jaką przyjmą nazwę.

325656773313050588

Gdy Kaz przejął Sony, wszyscy oczekiwali oparcia całej firmy na konsolowym fundamencie. Sprzęt musiał poradzić sobie co najmniej dobrze, by takie ryzyko nie zraniło jeszcze mocniej Sony. A poradził sobie aż za dobrze. I łatwo byłoby teraz osiąść na laurach, na przykład luzując w departamencie gier ekskluzywnych. Co zraniłoby mocno najwierniejszych fanów. Po E3 wiemy, że tak nie będzie.

bETEOJZz

Z kolei w prezentacji widzimy drugi istotny aspekt umacniający pozycję PS4. To konsola ma być platformą sprzedażową dla PlayStation VR. Moda na gogle potrwa co najmniej jeszcze kilka lat (lub najbardziej optymistycznie, zostanie w branży na stałe). Gdy VR zadebiutuje na PS4, będzie miało bazę 40 milionów potencjalnych kupców. Oraz trudną do przewidzenia masę, dla której to właśnie gogle będzie powodem zaopatrzenia się w konsolę. A Naczelnemu się VR podoba. Takie same koło (choć naturalnie mniejsze) może puścić w ruch PlayStation Vue, które od premiery w marcu radzi sobie umiarkowanie dobrze (100 tysięcy subskrybentów).

325656773313247196

Obecna sytuacja PS4 jest także wytłumaczeniem skromniejszego od konkurencji podejścia do nadchodzącej "półkonsoli". Dużo bezpieczniej zbudować z Neo po prostu maszynkę do puszczania gier i filmów w 4K, tak ją publicznie przedstawiać, niż mówić: "nasz rewolucyjny i niezbędny krok naprzód". Microsoft celuje w dramatyzm, ale może sobie na to pozwolić - ich nie napędza Xbox One. Sony musi pamiętać o tych czterdziestu milionach użytkowników i dbać o nich, proponując jednocześnie drugą opcję dla wszystkich następnych.

Nie piszę tego jako fanatyk korporacji, tylko jako człowiek trzeźwo patrzący na branżę. Zdrowe, pewne obranego kierunku Sony to wyłącznie mocny argument za tym, że nadchodzą bardzo fajne lata dla graczy. Potrzebowaliśmy tego. I czegoś podobnego, choć z coraz mniejszą wiarą, oczekuję w 2017 od Nintendo, które powinno podnieść się z kolan. Gigant z Redmond jest za dobrze ubezpieczony, by czegokolwiek się przestraszyć po porażce One'a. Co także ma swoje plusy.

bETEOJZF

Jedno jest pewne - tak potężnego Sony nie widzieliśmy od wielu lat, mniej więcej od szczytu PlayStation 2.

Adam Piechota

Komentarze (7)
bETEOKav