Tygiel kultur – Bayonetta PC
Włochy (albo Hiszpania*). Do amerykańskiego baru stylizowanego na lata ‘50 wchodzą: Quentin Tarantino, Dante Alghieri i Salvador Dali. Przy panujących w lokalu odgłosach odwiecznego sporu między aniołami i demonami, wrócili do rozmowy traktującej o wadze przyjaźni na przestrzeni lat. Zupełnie przypadkowo za plecami Quentina znalazł się reżyser pierwszego Devil May Cry, do tej pory wsłuchujący się w swoją ulubioną jazzową playlistę zgraną na PSP (konsola w limitowanej obudowie, uderzająco podobna do tej z Neo Geo Pocket). Usłyszał całą rozmowę. Tak oto Hideki Kamiya wpadł na pomysł stworzenia najbardziej zwariowanego slashera branży, w ogóle. Nawet nie próbuj dyskutować, czytelniku. Quentin wszystko mi opowiedział. A że SEGA zaczęła wydawać porty swoich kultowych już tytułów na PC, nadeszła świetna okazja do sprawdzenia czym posiadacze konsol zachwycali się już 8 lat temu. *- a może Francja? Ubrana była w czerń i biel. Tytułową bohaterką gry jest wiedźma, o praktycznie niespotykanym wizerunku. Rozbudowane ego, długie nogi, smukła sylwetka i niemały biust, a do podkreślenia tychże „walorów” wyznaczono obcisły strój z kruczoczarnych włosów, które, oprócz tej odzieży, pełnią funkcję swoistej różdżki – magicznego ośrodka mocy. Jeszcze dodające powagi czarne okulary i nie da się porównać jej osoby do kogokolwiek i czegokolwiek.