Tak, długość gier ma znaczenie. Jeżeli słyszę, że gra kosztująca 200zł trwa kilka godzin (jak seria CoD), to nie kupuje jej póki stanowczo nie stanieje. Gram bardzo rzadko, bo ostatnio czasu jak na lekarstwo, godzina dziennie to rekord. Ale co z tego, kiedy nawet takie posiedzenia pozwalają mi skończyć tytuł w niespełna tydzień? Dlatego właśnie lubię RPGi, niestety większość takowych pokazało się na PSX i PS2. Ale tam mogę grać po kilkanaście minut, ruszyć się o, nie wiem, 0,5%, i nadal czerpać radość z gry, bo postęp jednak zachodzi. Druga tak fajna kategoria to bijatyki (i samochodówki!), ale tu dochodzi "masterowanie" postaci, śrubowanie wyników i niekończąca się gra po sieci. (...) Myślę tak teraz, i chyba dawniej jednak nie robili aż tak długich gier. Kiedyś po prostu grałem gorzej, i przejście takiego "Resident Evil 2" zajęło mi całe ferie zimowe (teraz w jedną noc nie miałbym problemu), a skończenie pierwszego "MGS" chyba ze dwa miesiące (ostatnio dwie noce). Ale dużą rolę w starszych grach odgrywał poziom trudności. We wspomnianym Residencie, jak nie zapisało się stanu gry i ginęło, to wracało się do początku gry. Nie było checkpointów, jak teraz, co dwadzieścia metrów. Albo "Devil May Cry 3". Tam co prawda były krótkie poziomy, ale, co z tego, skoro niektóre miały tak zabójczy poziom trudności, że spędzałem przy nich kilka dni! Przy zdaje się siódmym (przed pierwszą walką z Vergilem) siedziałem dobry tydzień.